Tajniki Instagrama

Zmiana na Instagramie: zniknie licznik polubień?

Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale przyjemniej płakać w luksusowym mercedesie, niż w zatłoczonym i przesiąkniętym zapachem potu tramwaju. Czy nie podobnie jest z polubieniami i wysokimi statystykami? Szczęścia nie dają, ale lepiej walczyć z codziennością, podczas gdy zdjęcie Twojej owsianki zdobywa 20 000 lajków, a na mailu lądują od razu lukratywne propozycje współpracy od producentów śniadaniowych przysmaków. Za te pieniądze możesz sobie później kupić coś, co szczęście ci jednak da – na przykład piękną podróż do Australii, gdzie zrobisz sobie terapię głaskaniem kangurów albo zapas ulubionych tacosów. No i czujesz się doceniona. Win win. Szczęście to wielkie słowo i każdy definiuje je inaczej, ale nie ukrywajmy – tak, liczby są w stanie poprawić nastrój i to nawet tym, którzy deklarują zniesmaczenie materializmem.

Fejsbuk powoli odchodzi nieco do lamusa, więc polubienia na nim, nie wywołują już u większości tak szerokiego uśmiechu jak lecące z prędkością światła serduszka na Instagramie. Instagram był początkowo platformą, na której ludzie dzielili się zdjęciami swojego codziennego życia i tym, co wydawało się “zbyt błahe” na Fejsbuka. Zdjęcia jedzenia, kwiatów, układanek z muszelek, widoczku złapanego przez okno autobusu w drodze do pracy. Nikt chyba nie spodziewał się, że minie kilka lat, a IG przeistoczy się w platformę ociekającą luksusem i zdjęciami rodem z katalogów modowych i podróżniczych. Co więcej – że stanie się dla wielu ludzi narzędziem pracy i drogą do kariery. I że niektórym będzie w stanie otworzyć aż tyle drzwi do marzeń (spójrzcie przykładowo na Jessicę Mercedes – znawcy szacują, że zarabia dzięki Instagramowi kilka milionów rocznie).

Become popular or die trying – myślę, że tak w dużym uproszczeniu dałoby się podsumować wyścigi, które toczą się codziennie na Instagramie. Wiele tam piękna i inspiracji, ale i zazdrości, zawiści i oszustw. Jak właściwie wszędzie, gdzie można coś zarobić.

Twórcy Instagrama postanowili powoli wypowiadać tym drugim wartościom wojnę – najpierw usuwając konta botów oraz konta, które były podejrzane o nielegalne zdobywanie polubień i obserwujących. Teraz deklarując chęć skłonienia użytkowników do przywiązywania wagi do jakości udostępnianych materiałów, a nie do liczb. Tak naprawdę dotychczas wszystko kręciło się wokół cyferek – im więcej obserwujących i im większe zaangażowanie, tym szansa na lepiej płatne współprace. Wszyscy się do wszystkich porównują – poznałam wiele bloggerek i uwierzcie mi, że podczas każdej rozmowy zawsze padał wątek statystyk i porównanie do kogoś z konkurencji. Wydaje się, że nie tylko ja miałam takie doświadczenia. Instagram wpadł na szalony pomysł i zdaje się, że następnie skwitował go “why not?”, bo chodzą słuchy, że owy pomysł jest powoli wdrażany w życie.

Co ten Instagram znowu wymyślił, czyli o co chodzi z zapowiedzią zniknięcia licznika polubień?

W Canadzie i Stanach programiści wprowadzają już beta wersję Instagrama, w której licznik polubień jest… Niewidoczny. Kompletnie niewidzialny dla wszystkich, z wyjątkiem autora zdjęcia. Czy ta rewolucja, która odmieni nie tylko nasze spojrzenie na aplikację, ale i życie twórców, którzy utrzymują się z pokazywania na Instagramie kulis swojego codziennego życia? Kiedy (i o ile w ogóle!) nowa wersja wejdzie już w życie, nasi obserwatorzy nie będą wiedzieli, kto i w jakich ilościach polubił nasze zdjęcie przed nimi. Statystyki będą znane tylko jednej osobie – Tobie. 

To rewolucyjne o tyle, o ile sponsorzy i firmy szukające swoich ambasadorów, często patrzą głównie na zaangażowanie obserwatorów i liczbę polubień. Zanim w blogera zainwestują, chcą widzieć, że ich zdjęcia dobrze się ‘sprzedają’ i zyskują sporo serduszek, czyli wirtualnego symbolu aprobaty.

Wśród mikro i makroinfluencerów zawrzało – co teraz z tymi liczbami?

. Instagram to gra liczbowa?

Podczas wielu spotkań z bloggerami i bloggerkami próbujemy często rozszyfrować enigmę, czyli tajemnice instagramowego algorytmu. Musicie wiedzieć, że na jego temat krąży wiele legend. Większość instagrammerów przyznaje, że spadające na łeb i szyję statystyki, doprowadzają ich do frustracji i tworzą realny stres. Siwe włosy i poobgryzane paznokcie.

Instagram to całkowicie darmowa aplikacja, a jak wiadomo, wszystko co darmowe, raczej nie przynosi zysków (przynajmniej nie bezpośrednio). Biznesmeni lubią jednak pieniądze, więc zawsze na jakimś etapie muszą zacząć je zarabiać. Zazwyczaj w dużej ilości. Tak więc jeszcze kilka lat temu, kiedy instagram się rozwijał i zbierał użytkowników, nie było wielu haczyków i komplikacji. Zadanie było proste: zachęcić do korzystania jak największą liczbę ludzisk. Udało się.  Dziś, kiedy liczba jego użytkowników jest imponująca i liczy spoooooro zer, wiadomo, że to zaangażowanie i miłość do aplikacji, da się zmonetyzować. Twórcy Instagrama byliby przecież nierozsądni, gdyby tego nie wykorzystali.

Na jaki pomysł wpadli? Ograniczenie widoczności postów i konieczność ich płatnego promowania. Twoje posty nie docierają do wszystkich ludzi, którzy cię obserwują – aby dotarły, musiałabyś wrzucić do skarbonki Instagrama kilka monet. Musisz zapłacić, aby dotrzeć do społeczności, którą przez poprzednie lata budowałaś. To dołujące, bo często słyszę od bliskich znajomych “kurcze, nie wyświetlają mi się Twoje publikacje na tablicy, nie wiem dlaczego, ustawiasz może to, aby docierały tylko do jakiejś konkretnej grupy? Nigdy ich nie widzę”. Trzeba przyznać, że to mądre posunięcie ze strony Instagrama, bo ludzie płacą – i to często n i e m a ł e  kwoty. Szczególnie firmy i duże marki. One są w stanie zapłacić najwięcej.

Wszyscy chcą zarabiać. To oczywista potrzeba. Tutaj zarabiać chcą dwie strony – i absolutnie rozumiem, że i twórcy Instagrama chcą się wzbogacać, ale mimo wszystko, obcięte zasięgi bolą.

. Czy lajki mają znaczenie? 

Dla większości ludzi,nawet j eśli zarzekają, że ‘wcale nie’ jednak  m a j ą  znaczenie. Pragnienie dużej ilości lajków jest pragnieniem otrzymania zapewnienia, że to co robimy, jest ładne, imponujące, fajne czy potrzebne. Kiedy wkładasz w coś dużo energii i czasu, miło ci, kiedy ktoś to docenia. Lajki nie powiedzą ci nic konkretnego o człowieku, ale dla wielu firm to “być albo nie być” – bo ilość polubień i zaangażowania w jakiś sposób przekłada się na wartość biznesową. Można się nimi gdzieś pochwalić albo zaimponować jakiemuś potencjalnemu kontrahentowi.

Jakie zarzuty pod swoim adresem słyszą często bloggerzy? Że dla lajków zrobią w s z y s t k o 

Ale prawda jest taka, że tak nas Instagram wychował. Że tak działa nie tylko IG, ale wszystkie media społecznościowe. Kiedy muzyka staje się teraz ceniona? Kiedy osiąga milion odsłuchań. Podobnie z filmami, teledyskami… Cóż, popularność jest w cenie i przynosi zyski – nawet ślepy jest w stanie to zauważyć.

. Jak funkcja niewidocznych polubień będzie wyglądała w praktyce?

Wciąż będziesz mogła zobaczyć swoje własne statystyki, ale tylko swoje – nikogo innego. I nikt nie będzie miał dostępu do twoich. Będziesz mogła sprawdzić kto polubił twój post, ale stanie się to wiedzą tajemną, dostępną tylko tobie. Syndrom wiecznego porównywania się do wszystkich w końcu zostanie uzdrowiony.

. Plusy niewidocznego licznika polubień

Nie będziemy oceniali zdjęć i filmów przez pryzmat ich sławy. Będziemy obiektywniej patrzyli na ich jakość i przesłanie, zamiast zauroczyć się w nich tylko dlatego, że polubiło je już 10000000 innych ludzi. Może zaczniemy wydawać opinie bardziej indywidualnie, nie sugerując się zdaniem innych. Potencjalni sponsorzy i partnerzy, będą patrzyli na oryginalność materiału. Na to jak się prezentuje. Oko nie będzie najpierw skręcało w kierunku liczb. Jeśli ktoś będzie zainteresowany współpracą z nami i będzie chciał odkryć jak wygląda nasze zaangażowanie i liczby, które za nami stoją, możemy posłużyć się media kitem, czyli pakietem informacji i statystyk z naszych dotychczasowych działań.

Mniej zdjęć w stanikach?

Nie jest tajemnicą, że blogerzy i wszyscy internetowi twórcy często mocno analizują to, czy materiał, który przygotowują będzie “likeable”. Często decydują się nie udostępniać tego, co może cieszyć się mniejszym zaangażowaniem. Wrzucają to, co na pewno przypadnie do gustu odbiorcom, nie patrząc na to, czy faktycznie ten materiał jest zgodny z ich przekonaniami / estetyką. Wiedzą, że wysokie ‘notowania’ poprawią im na chwilę humor. Czasami całkiem łatwo wpaść w tę pułapkę i się na moment pogubić – według badań, najwięcej polubień zyskują zdjęcia, na których jest twarz w całej okazałości, lub odsłonięte ciało, najlepiej w bikini. Czy to oznacza, że wszyscy powinniśmy spamować setkami selfie i powypinanych wygibasów w strojach kąpielowych? Mam nadzieję, że nigdy nie dojdziemy do takich wniosków (choć oczywiście sporo twórców dochodzi).

Kiedy znikną polubienia, będziemy mieli więcej odwagi udostępniać to, co naprawdę nam w duszy gra. Nie będzie już dylematu “czy to uzyska sporo polubień?”

. I jeszcze więcej plusów i korzyści

  • niektóre statystyki są fałszowane i są wynikiem mniejszych i większych oszustw. Nie od dziś wiadomo, że i ci wielcy twórcy kupują sobie zaangażowanie i polubienia, aby liczby wyglądały jeszcze bardziej imponująco. Kiedy licznik zniknie, wielu z nich prawdopodobnie zaoszczędzi i może przemyślą sobie sprawę
  • nie będziemy się martwili o jakiej porze opublikować zdjęcie. Dziś często czekamy z tym do 20 – bo według badań, wtedy uzyskamy najwięcej polubień. Czasami po prostu głupio dodać coś o 3 w nocy, kiedy atakuje nas bezsenność, bo wiemy, że o tej porze nikt nie zobaczy tego postu, a rano będzie dziwnie wyglądał z tak małą liczbą serduszek. Żegnaj dylemacie!
  • według wielu doniesień, zdjęcia z profesjonalnego aparatu uzyskują gorsze wyniki niż zdjęcia zrobione telefonem. Jednak mobilna fotografia pod niektórymi względami nigdy nie dorówna np. pełnowymiarowym Canonon. Wiele razy ludzie unikają zdjęć z aparatu, pięknych, artystycznych, bardzo pro, bo wiedzą, że algorytm wywyższa telefoniczne wspomnienia. Kiedy lajki przestaną mieć znaczenie, nie będziemy musieli o tym myśleć w ten sposób i być może wiele osób postawi na lepsze jakościowo zdjęcia – bez obawy o to, że skoro nie są robione telefonem, są cięższe wagowo (tj mają więcej MB), uzyskają mniej wyświetleń.

. Każdy dobry pomysł ma też swoją ciemniejszą stronę

Twórców utrzymujących się z działań na Instagramie martwić może to, że ludzie wiedząc, że licznik polubień jest niewidoczny, przestaną korzystać z funkcji rozdawania lajków. Będą je po prostu oglądali, scrollowali, bez żadnej reakcji. A wówczas, gdy marka poprosi o przesłanie statystyk, ujrzy niskie zaangażowanie i małe liczby.

Drugą sprawą jest to, że ukryte polubienia, mogą zachęcić ludzi do kupowania obserwujących. W końcu to będzie jedyny wciąż widoczny licznik, być może marki zaczną przywiązywać do niego jeszcze większą wagę. Nikt nie zobaczy, że przy 240 000 obserwujących otrzymujesz tylko 50 polubień.

. W trosce o zdrowie psychiczne?

Rzecznicy prasowi i osoby troszczące się o PR Instagrama, mówią, że usunięcie licznika polubień usunie społeczną presję. Prawdopodobnie kiedy ktoś traktuje lajki jako źródło dowartościowania, a ich chwilowy zastój lub niż przyczynia się do depresji albo poważnego dołka, problemem tutaj nie są wcale polubienia ani Instagram, tylko po prostu niska samoocena i akceptacja siebie. I trzeba dotrzeć do źródła tych uczuć, aby je wyleczyć.

Niemniej, szanuję Instagrama za to, że postanowił przyjrzeć się kwestii notorycznego porównywania się do innych.

Kolejną kwestią jest też to, że istnieją ludzie, którzy oceniają wartość innych patrząc na liczby. Na grubość portfela, ilość nieruchomości i właśnie ilość lajków pod zdjęciami. Kiedy nie będą widzieli polubień, będą mniej oceniać – przynajmniej hipotetycznie.

. Kiedy nasze liczniki znikną? 

Na razie to tylko wstępny projekt, o którym zrobiło się szumnie, przez mocne nagłośnienie ze strony oburzonych i zachwyconych instagrammerów. Programiści testują wciąż wersję beta – nikt nie wie, czy wejdzie do powszechnego użytku, czy się przyjmie i czy zostanie z nami na dłużej. Na razie nie ma się czym martwić czy też skakać ze szczęścia – wiele wstępnych projektów zmian umiera na jakimś etapie i nigdy nie wchodzi na dłużej w życie. Instagram nigdy oficjalnie nie potwierdził tego, że ta zmiana to pewnik, który pojawi się we wszystkich krajach. Na razie to głównie spekulacje oparte na ich oświadczeniu, że testują taką możliwość – nie umiemy przewidzieć jak wypadnie i czy przejdzie do kolejnego etapu. Według najnowszych wieści zza mórz i oceanów – w wielu krajach użytkownicy instagrama nie widzą już licznika polubień pod cudzymi zdjęciami, ale trudno powiedzieć co będzie dalej.

Aby nie patrzeć na tę propozycję zbyt subiektywnie, może przytoczę Wam kilka opinii innych osób ze świata mediów społecznościowych: 

Angelika, nauczycielka w gimnazjum:

Pewnie patrzę na to z innej perspektywy, bo na co dzień uczę nastolatków i widzę jak wielki wpływ mają na nich media społecznościowe. Ich humor zależy od tego ile polubień uzyskali pod ostatnim zdjęciem. Uzależniają od popularności naprawdę wiele. Bardzo cierpi na tym ich samoocena. Wydaje mi się, że taka zmiana mogłaby wyjść im na dobre.

 

Cheryl / cherylshops.net

Jestem za tą zmianą. Przyznaję się bez bicia, że sama spędzam za dużo czasu porównując się z innymi, analizując ile mają polubień i w czym jestem od nich gorsza, że nigdy nie osiągam takich liczb. Marnuję dużo czasu i to w bardzo niezdrowy sposób – a zamiast się zamartwiać, mogłabym w tym czasie robić zdjęcia albo coś napisać.

jak pozbyć się blokada na instagramie

Dee / vanillapapers.net

Kiedy nie będziemy widzieć tych wszystkich statystyk, twórcy skupią się na produkowaniu bardziej sensownego kontentu. No bo byle jakie zdjęcie nie obroni się już tylko tym, że polubiło je 1000000000 osób. Nie będziemy tego widzieli, będziemy widzieli tylko tą byle jaką fotę, zrobioną kompletnie na odwal. To zmieni podejście zwłaszcza tych, którzy kupują obserwatorów i polubienia, aby roztaczać pozory bycia sławnymi, a w gruncie rzeczy niczym się nie wyróżniają, bo produkują marne fotografie i nic ciekawego światu nie przekazują.

 

A jakie jest Wasze zdanie? Co sądzicie na temat małej rewolucji, która być może za moment nas czeka? 🙂

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

3 komentarze

  1. Michał Krawczyński

    Czerwiec 11, 2020 at 5:41 pm

    Fajne i ciekawe teksty.bede zaglądać

  2. Kinga

    Sierpień 18, 2020 at 8:02 pm

    Nie widzę ilości polubień na insta tak mniej więcej od listopada 2019. Początkowo było to spowodowane testowaniem oprogramowania beta, ale po powrocie do standardowego tak pozostało. Nie jestem maniaczką, zwyczajnie robię zdjęcia, krajobrazy, jak każdy lubię kiedy się podobają ale nie mam doła kiedy nie. Czuje niesmak, że ja ich nie widzę, tym bardziej, że inni tak.

  3. Alf

    Listopad 24, 2020 at 11:37 pm

    I bardzo dobrze. Być może wreszcie skończy się irytujący trend “kolekcjonowania kontaktów”, gdzie ktoś wysyła mi zaproszenie do znajomych, a gdy w odpowiedzi również go dodaję, ten po paru dniach anuluje. Na szczęście są apki pozwalające odnaleźć i odhaczyć takich “cwaniaków”, jednak to zajmuje trochę czasu. Teraz, gdy nie widać już, ile dany profil ma obserwujących, być może “cwaniacy” kolekcjonerzy z 1000 obserwujących i zaledwie 20 obserwowanych dadzą sobie spokój. Brak liczby serduszek pod zdjęciami mi absolutnie nie przeszkadza, po wrzuceniu materiału od razu widzę, czy się ludziom podoba, wystarczy kliknąć w nick ostatniej osoby, która polubiła, by zobaczyć całą listę. Szkoda tylko, że parę dni temu ikona serduszka została zastąpiona sklepem, ale cóż, takie prawa rynku :-). Pozdrawiam.

Leave a Reply