Tajniki Instagrama

Dlaczego metoda follow/unfollow wyrządzi Ci więcej szkody, niż korzyści

W wielu pięknie wypozycjonowanych wpisach, pokroju “jak w ciągu 2 miesięcy zdobyłam na Instagramie 10 000 obserwujących” widzę wzmianki na temat masowego obserwowania innych. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że po hurtowym rozdaniu obserwacji, przychodzi przymus nadużycia funkcji “unfollow”. A to już podchodzi pod celową manipulację – uciesz kogoś tym, że zyskał nowego czytelnika, nowego podglądacza, nowego towarzysza internetowej przygody, a po 2 lub 3 dniach bez żadnych skrupułów się z nim pożegnaj, mając przy tym nadzieję, że się nie zorientuje i nie odwdzięczy się pomachaniem na do widzenia. Na samej górze wyszukiwarki pod jednym z kluczowych haseł na temat zdobywania obserwujących, wyświetla mi się poradnik metody “1-2 punch”, która polega na tym, że codziennie zaczynacie obserwować kilkaset nowych osób i każdej z nich polubiacie dwa zdjęcia (jedno aktualne, a jedno z odległej przeszłości). Dany szczęśliwiec, zdaniem propagatora tej metody, czuje się wyróżniony i odwdzięcza się swoimi polubieniami i klika uradowany “follow”. 

Is it fair? Nie jestem osobą, która powinna zadawać to pytanie, bo przyznam się, w imię szerzenia szczerości: i ja nie mam całkowicie czystego sumienia. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto w akcie desperacji choć raz nie zrobił czegoś nierozsądnego. Ja nawet nie sięgam po swój kamyk. Kilka lat temu, w przypływie smutku spowodowanym zastojem rozwoju konta, spróbowałam metody follow unfollow – i ta próba utwierdziła mnie w przekonaniu, że to bardzo niekorzystna technika, niewarta czasu ani zachodu. Dlaczego?

Powiedzmy to sobie, a może nawet wykrzyczmy caps lockiem: metoda follow-unfollow to technika doprowadzająca do szczerej irytacji wielu użytkowników Instagrama.  Szczególnie tych, którzy są w stanie monitorować liczbę swoich obserwujących, bo mają ich poniżej 10 000. Jednego dnia świętujesz 10 001 obserwatorów, a nazajutrz rano budzisz się i widzisz, że licznik pokazuje już tylko 9 850. Ola Nowak i Rafał Maślak, jak i inni influencerzy mnożący swoje zasięgi dzięki metodzie funf, prawdopodobnie Cię właśnie odobserwowali. Skoro to takie denerwujące, dlaczego ludzie używają tej metody i dlaczego Ty nie powinnaś po nią sięgać?

. Dlaczego zaczynamy obserwować innych ludzi?

W uczciwym świecie: dlatego, że nas inspirują, dlatego, że chcemy być na bieżąco z treściami, które publikują, dlatego, że nas czymś zainteresowali. Aktualnie? Często dlatego, że liczymy na rewanż, na odwdzięczenie się spamem serduszek, na to, że podniosą nam statystyki. A kiedy już to od nich jakimś cudem dostaniemy, przestaje nam aż tak na nich zależeć. Kiedy zaczynasz kogoś obserwować, ta osoba (*no chyba, że to Selena Gomez lub Książę Harry), zauważa ten fakt i mniej lub bardziej się z tego powodu cieszy. Ego każdego twórcy lubi nowych odbiorców, bo nowi odbiorcy to wyraz docenienia i znak, że publikowanie ma sens.

Ci zaobserwowani twórcy najprawdopodobniej sprawdzą kim jest osoba, która postanowiła zacząć ich śledzić. Być może, jeśli coś ich zaintryguje i przykuje ich uwagę, zaczną ją też śledzić (a czasami zrobią to bez większego powodu, dziękczynnie).

Kiedy praktykujemy metodę follow/unfollow i obserwujemy wszystkie konta, jak popadnie, być może uzbieramy sobie grono nowych obserwujących. Prawdopodobnie tak. Moja koleżanka uzbierała w ten sposób prawie 6 000 obserwatorów w ciągu niecałego pół roku – ale tu pojawia się drugie ‘ale’, już trochę mniej związane z uczciwymi zasadami gry. Kiedy obserwujemy wszystkich ludzi, bez większej selekcji, w rezultacie, uzbieramy bardzo zróżnicowane i nierówne grono odbiorców. Oni nie pasują do naszej niszy. Ich nawet najprawdopodobniej wcale a wcale nie interesuje to, co mamy do powiedzenia czy przekazania. 

To kończy się ładną sumą na liczniku, ale niskim wskaźnikiem zaangażowania (engagement rate) i ludźmi, którzy niby z tobą są, ale tak naprawdę twoje wpisy interesują ich mniej niż śnieg – i to nawet nie zeszłoroczny, a ten sprzed pięciu lat.

 

. Kulisy metody follow / unfollow

Dlaczego ludzie stosują metodę funf (follow/unfollow)? Bo chcą maksymalnych efektów i wysokich liczb w szybkim czasie. Marzą o ekspresowym przyroście. Według nich, najłatwiejszą i najlepiej sprawdzającą się metodą jest właśnie obserwowanie masy obcych ludzi. Czy to wciąż działa? Patrzę na konta znajomych i widzę, że liczby się zmieniają, ale myślę, że pomimo pozornej skuteczności, stosowanie tej techniki stanie się niedługo jeszcze bardziej utrudnione – blokady i limity Instagrama już się zaostrzają.

Zauważyłaś, że zaobserwował cię ktoś znany / ceniony w blogosferze? Zazwyczaj nie można za szybko się cieszyć, bo istnieje duże ryzyko, że pobędzie z tobą bardzo krótko. Dlaczego?

  • nawet nie spojrzał na to, co publikujesz, a twoje treści i tak by go nie zainteresowały – zaobserwował cię tylko po to, żebyś mogła się odwdzięczyć i kliknąć “follow back”
  • nie odwdzięczyłaś się obserwacją, więc odobserwuje cię, tylko po to, by za jakiś czas wrócić i nieświadomie powtórzyć tę akcję

W tym momencie każdy z nas może obserwować tylko 7 500 osób. Tylko? Tak, mi też nie pasuje tutaj to słowo. To zawrotna ilość twórców – wręcz przytłaczająca, nigdy nie bylibyśmy na bieżąco z ich publikacjami, nawet gdybyśmy całkowicie wyrzekli się własnego życia. Tak więc mała sugestia dla tych, którzy nie stosują omawianej dziś techniki, są po zupełnie drugiej stronie dylematu – ale często wahają się, czy kogoś zaobserwować “z powrotem”. Kiedy jesteś w trakcie budowania swojego konta, nie możesz obserwować każdego, kto obserwuje ciebie – bo na którymś etapie będzie to niemożliwe, a ty nabawisz się wstrętu do przeglądania tablicy, bo nigdy nie będzie tam niczego, co cię naprawdę interesuje.

metoda follow unfollow

. Moje refleksje na temat tej metody

I moje doświadczenie. Tak, tak, wiem, że chcecie, żebym opowiedziała trochę więcej o tej haniebnej próbie. Czy zakończyła się sukcesem? Nie. Przez krótki czas testowania czy to faktycznie działa, byłam pozytywnie zaskoczona – działało. U moich progów stanęło kilkaset nowych osób. Jednak większość szybko odeszła – zaobserwowali mnie “z powrotem”, tylko w wyrazie podziękowania, a zupełnie nie dlatego, że interesowały ich moje publikacje. Follow/unfollow to nie jest metoda, która umożliwia zbudowanie zaangażowanej społeczności. Na Instagramie, trochę jak wszędzie w życiu, na jakimś etapie orientujemy się, że liczy się jakość, a nie ilość.

Możemy mieć 100 obserwujących, którzy kibicują nam przy każdym działaniu i którym nasze treści sprawiają realną frajdę, możemy też mieć 10 czy nawet 100 tysięcy followersów, którzy nie mogą sobie nawet przypomnieć z czym kojarzy im się nasza twarz i nie mają pojęcia dlaczego właściwie nas obserwują.

Konto z 100 wiernymi i zainteresowanymi obserwującymi nie zapłaci za nas rachunków i nie zafunduje nam ekskluzywnych influencerskich wczasów, ale czasami na pewno dostarczy nam więcej radości i satysfakcji z tworzenia. Nie przejmujmy się ludźmi, którzy uprawiają follow/unfollow. Być może zawsze będą wśród nas (ze strachem przed blokadą konta w oczach).

Kiedy skupimy się na naturalnym wzroście – coś zawsze ruszy. Czasami licznik będzie stał w miejscu, a nawet spadał, ale to jak z wymianą sierści u psów – stara sierść musi spaść, żeby mogła pojawić się nowa. Niezainteresowani obserwujący muszą odejść, żeby na ich miejsce mogli przyjść ludzie, którzy świadomie chcą z tobą być. Żeby budować zainteresowaną społeczność i wychodzić jej na przeciw, warto analizować swoje statystyki – jak to robić? Podpowiadam w jednym z poprzednich wpisów: Jak czytać statystyki Instagrama, by podpowiedziały nam jak rozwijać konto. Rzymu nie zbudowano w ciągu jednego dnia –  grona oddanych czytelników też nie stworzysz przez jeden wieczór, a nawet przez tydzień intensywnego klikania “follow”, na przemian z “unfollow”.

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply