Widząc malejące liczby, warto powiedzieć stanowczo “nie jestem czekoladą, żeby mnie wszyscy lubili”, po czym przypomnieć sobie, że nawet za nią nie wszyscy przepadają; i sięgnąć po łagodzące smutek owsiane ciastko.
To pierwszy, kryzysowy krok, ale ponieważ owsiane ciastko nie jest wieczne (a raczej siekacze są w stanie pogryźć je w ciągu 10 sekund), więc w ramach kolejnego kroku, zamiast się smucić i zastanawiać “co zrobiłam nie tak, że odchodzą?”, podejść do sprawy mniej personalnie, a bardziej analitycznie. Żeby uświadomić sobie co mogło się stać i jak możemy zareagować, zapobiec temu zjawisku w przyszłości. Dziś opowiem też o tym jak ja to widzę – a że jestem związana z mediami społecznościowymi od dawien dawna, ciągle mierzę się z taką sytuacją. Raz ludzie przychodzą, raz odchodzą. Wciąż pamiętam też czas, kiedy Instagram służył głównie publikacjom zdjęć deseru czy krzywego kadru znad morza, a nie był jeszcze wielowątkową platformą, na której wartość konta wyznacza zaangażowanie obserwujących, no i która staje się niekiedy sposobem na życie.
Jako prywatny twórca, ale i osoba działająca zawodowo w tej medialnej, kreatywnej branży, znam potencjał mediów społecznościowych – a raczej ciągle badam go na nowo, by wyciągać jak najbardziej aktualne wnioski. Instagram to machina, którą można toczyć własnymi rękami, by generować kliknięcia, odzew, sprzedaż. To nie tylko miejsce do pokazywania swoich prac, swoich treści, swoich możliwości, ale i dla niektórych ta część sieci, w której zarabiają. Pewnie stąd powstało też tak wiele narzędzi do śledzenia zaangażowania, jego wzrostu lub spadku i tendencji, które wykazują obserwujący. Nasi obserwujący. Czy z uśmiechem na ustach przychodzą czy może odchodzą od nas ze skwaszoną miną?
W pracy często korzystam z tych narzędzi, statystyki i wszelkiej maści cyfry są dla klientów bardzo ważne. Bardzo, bardzo. Chcą widzieć swoje wyniki w postaci liczb. W przeszłości sporządzałam z nich wiele raportów. Tych narzędzi zechciałam spróbować również dla mojego konta – jak wiecie, mało komercyjnego, bardzo własnego. I wiecie co wam powiem? Przez jakiś czas z zapartym tchem śledziłam kto się ze mną wita, a kto żegna. Dostawałam powiadomienie za każdym razem, kiedy ktoś przestawał mnie obserwować. Patrzyłam wtedy na profil tej osoby i dopowiadałam sobie w myślach miliony powodów, dla których mógł stracić zainteresowanie moimi treściami. Serce się trochę łamało, oczywiście. Za każdym razem. Byłam przybita, zadawałam sobie równocześnie pytanie “dlaczego tak się tym przejmujesz?”, ale odpowiedzi wówczas nie znalazłam. Zastanawiałam się za to, który wpis lub które zdjęcie, stories, myśl mogły spowodować, że ktoś zdecydowanym ruchem kliknął to bolesne “unfollow”. Która wieść ode mnie przelała czarę i sprawiła, że nie chciał widzieć mnie już może i nigdy więcej.
Leave a Reply