Czytałam wręcz wyścigowo, ścigając się sama ze sobą i z wyznaczanymi sobie terminami. Zawsze przytłaczało mnie to ile sklepowych i bibliotecznych półek uginało się pod tysiącami tytułów, a ja nie odkryłam nigdy patentu jak czytać kilka naraz . Zarywałam noce, by nacieszyć się perypetiami bohaterów, którzy stawali się mi niemalże tak bliscy jak osiedlowi kumple i zasypiałam dopiero wtedy, gdy poznałam już happy end lub jego druzgocący brak.
Później na jakimś etapie czytanie przestało być moją ukochaną ucieczką od rzeczywistości, alternatywnym światem, do którego z taką przyjemnością co popołudnie chodziłam. Przyszła jak to mówią, proza życia: w szkole było coraz więcej zadawane, lista obowiązkowych lektur ciągle się wydłużała, a wraz z nią skracał się mój czas na czytanie osobistych wyborów, bo doba nieubłaganie nie chciała dać się uformować i rozciągać tak jak rozgrzana plastelina. Czytanie stało się przymusem, zadaniem do odhaczenia, a z mojego apetytu na nowe treści niewiele zostało.
Po latach, dosyć długo po pożegnaniu z wertowaniem po nocach repetytoriów z chemii czy biologii, żeby lepiej wypaść na kartkówce i nie podpadać nauczycielom, miłość powróciła, bo jak się okazało, nigdy do końca nie zardzewiała. Przypomniałam sobie jaką frajdą jest połykanie ciekawych książek, książek, których nikt nie każe mi znać, ale tych, które sama zadecyduję, że znać muszę. Nie chcę się już rozstawać z tym uczuciem, z tą całkowicie niegroźną, a właściwie w wielu kwestiach pomagającą w życiu, zajawką. Czasu wciąż nie ma w nadmiarze, bo wiadomo: dorosłe życie nie jest usłane wolnymi godzinami i masą urlopów, ale kiedy jest się dobrym przemytnikiem, znajdzie się sposób, by każdego dnia przemycić do grafiku kilkadziesiąt stron.
Dlatego postanowiłam stworzyć nowy cykl, serię postów, które już wiem, że będę kochała. I mam nadzieję, że i wy je polubicie. Będzie to krótkie streszczenie moich czytelniczych planów na kolejny miesiąc – plany, cele, tytuły, w których się zauroczyłam i chcę tę fascynację szybko skonsumować. Wraz z wytłumaczeniem dlaczego akurat one i co mnie w nich tak mocno pociąga. I dlaczego sądzę, że i wy możecie odnaleźć w nich inspirację.
Oczywiście na razie przybliżam dlaczego zdecydowałam się na sięgnięcie po daną książkę lub takie zakupy – i dlaczego chcę dane tytuły spałaszować. Co miesiąc pojawi się też raport małych czytelniczych sukcesów, zweryfikowanie czy udało się przez te treści przebrnąć i co mogę o nich powiedzieć już po bardzo osobistym poznaniu każdej strony, od pierwszej do ostatniej. To co, zaczynamy?
Leave a Reply