
Kulisy Instagramowej rzeczywistości
. Instagramowa rzeczywistość = wirtualne kłamstwo?
No więc jak to jest z tymi zdjęciami – czy to one wprowadzają nas w błąd? Coraz częściej myślę, że w Instagramowej rzeczywistości problemem nie są wcale zdjęcia – a odbiorcy, którzy naprawdę dopowiadają sobie zbyt wiele i porównują swoje życie z życiem, które jak przypuszczają, prowadzą autorzy danych fotografii. Idealizujemy cudze życie, a później dziwimy się, że pałamy do kogoś niechęcią. Znany twórca wrzuca o 10 zdjęcie dużego cappucino, otoczonego roślinnością drogiej warszawskiej kawiarni? W głowach ludzi, którzy ziewają akurat w biurze, a deadline’y gonią szybciej od wyścigowego samochodu Kubicy, pojawia się myśl “ten to ma dobrze. Pracuje dla siebie, n i c poważnego nie robi, tylko leniuchuje i wypija hektolitry kofeiny.” A najprawdopodobniej czeka właśnie na spotkanie, jest lekko zestresowany, kawa mu wcale nie smakuje, bo pije ją tylko po to, aby się pobudzić, nie wie czy jeśli klientowi nie spodoba się projekt, będzie miał za co wypić kolejne. Nad projektem przesiedział całe noce i wory pod oczami sięgają podłogi. Ale tego już nie ma na zdjęciu. Tego nikt nie zobaczy, ani nie usłyszy. Więc zazdrościmy i hejtujemy, bo przecież to leniuch byczący się nad filiżanką cappuccino. Na pewno ma lepiej, a robi mniej.
. Moc (nie)dopowiedzeń
Dopowiedzenia i niedopowiedzenia są krzywdzące. To one wywołują emocje i zazdrość – bardzo, BARDZO często nieuzasadnioną. Piszę o tym, bo te fałszywe założenia dotykają nie tylko znanych ludzi, businessmanów i popularnych artystów – a nas wszystkich, każdego dnia. Kiedy oceniamy ludzi, nie mamy czasu przyjrzeć się temu co naprawdę robią i zastanowić się czy n a p r a w d ę mamy wystarczającą wiedzę na ich temat, aby ich ocenić. Kiedyś, w czasach gimnazjum, do mojej szafy w jednym miesiącu przybyły cztery sukienki z Zary. W tamtych czasach Zara była dla mnie i dla moich koleżanek czymś na kształt symbolu luksusu i światowej mody – no wiecie, dla osób, które nie pracowały na pełen etat, niektóre ceny były prawdziwym kosmosem. To był początek wiosny, miałam trochę oszczędności zgromadzonych przez dłuższy czas (z urodzin i z dorywczej pracy – udzielałam korepetycji z angielskiego, polskiego i matmy), miałam akurat doła stulecia, bo coś nie poszło po mojej myśli w kwestiach sercowych, no więc postanowiłam, że skoro ja jestem smutna, to niech chociaż moja garderoba będzie wiosenna. Przez poprzednie miesiące właściwie nic nie kupowałam, tylko oszczędzałam, więc poszłam, wpadło mi w oko kilka modeli i je kupiłam. Za uczciwie zarobione pieniądze. Cieszyłam się oczywiście, bo były piękne (mam je do dzisiaj, haha 😀 )
Wiecie co usłyszałam od koleżanek? Najpierw je skrytykowały. Że brzydkie i niewarte swojej ceny. Jedna mnie rzekomo pogrubiała. A później za plecami, o czym dowiedziałam się przez przypadek, okazało się, że rozpowiadały, że kupiłam drogie sukienki, bo dostałam pieniądze… Od sponsora. Rozpowiadały, że spotykam się z kimś bogatym i ktoś kupił mi te kiecki. Wiecie jak to zabolało? Boli do dzisiaj, bo uważałam te dziewczyny za przyjaciółki. Miałam 14-15 lat. Z nikim się nawet chyba nie spotykałam, tylko platonicznie wzdychałam. I nagle ktoś postawił mi taki zarzut. Teoretycznie najbliższe osoby. Mimo, że znały prawdę, oceniając na podstawie wycinku rzeczywistości, postanowiły stworzyć swoją teorię. Stuprocentowo absurdalną, ale one w nią wierzyły i rozpowiadały ją dalej.
. Oceniamy, choć wcale nie wiemy
Później wielokrotnie dotknęło mnie ocenianie na podstawie urywkowej wiedzy – na przykład przez ludzi, którzy wiedzieli, że kocham fotografię. Podczas kłótni z koleżanką, Olą, którą znałam 5 lat i zawsze miałam dla niej czas – zawsze kiedy tylko miała problem, gorszy moment, czy potrzebowała wsparcia/porady, ale rzadko sama się przed nią otwierałam, bo po prostu tak już mam, że nie zawsze czuję potrzebę narzekania i opowiadania o swoich dylematach, usłyszałam raz “Jesteś głupią księżniczką, a Twój jedyny problem to to gdzie zrobić beznadziejne zdjątka” (zachowałam oryginalne słowa). Bardzo zabolało, bo:
- nawet jeśli moje początkowe zdjęcia były beznadziejne (bardzo możliwe, że były!), miały dla mnie o g r o m n e znaczenie i fotografia była moją największą miłością, zawsze. Czymś, co zawsze było przy mnie, bez względu na wszystko.
- co złego jest w tym, że robiłam zdjęcia w różnych miejscach? Pewnie, że to nie był mój największy problem – ale kiedy coś robiłam, chciałam przemyśleć jak można zrobić to lepiej. Ciekawiej. Można mieć wiele różnorodnych problemów i wciąż robić swoje – i to nie neguje ich istnienia.
Poczułam się oceniona przez pryzmat moich zdjęć. A raczej faktu, że je robię. To, że miałam czas na fotografię, dla tej koleżanki oznaczało, że muszę prowadzić luźne i beztroskie życie. A przecież to wcale nie jest oczywiste ani tożsame! I szczerze mówiąc, zupełnie tak nie było.
Teraz wiem już, że wszyscy oceniają, widząc kawałek cudzej rzeczywistości. Instagram w tym pomaga – ktoś eksponuje wspomnienia z wakacji, na których wszyscy są uśmiechnięci? Ale idealna rodzinka. Szczęściarze. Takim to dobrze. Leniuchują na plaży, więc chwila, chwila dlaczego nie są teraz w pracy? Pewnie milionerzy. Kogoś oszukali. Pieniądze spadły im z nieba. Przecież trzy miesiące temu też byli na urlopie!
I tak właśnie ludzie się nakręcają. Porównują. Zazdroszczą. Instagram sprzyja zazdrości – bo widzimy tylko the bright side of somebody’s life. Tylko fragment. Wybrany wycinek. Wyselekcjonowany kwadrat lub prostokąt.
. Co dzieje się za kulisami?
Jak wygląda dzień osoby, która wrzuca codziennie rano fotę symetrycznej owsianki? Czy jej biurko naprawdę jest takie czyste i idealnie białe? Całkiem możliwe, że wszystkie owsianki zostały przyrządzone przez weekend, w ilości hurtowej, różnorodnie udekorowane i uwiecznione – już na zapas. Może po jednej dla każdego członka rodziny? To, że ktoś codziennie o 7 wrzuca ich zdjęcie nie oznacza przecież, że w danym momencie jedną z nich konsumuje. Może jest już w autobusie i jedzie do pracy.
Nie zazdrośćmy czegoś, czego nie jesteśmy pewni. Tak często zazdrościmy stylu życia, który nawet n i e i s t n i e j e.
Artystka Chompoo Baritone stworzyła projekt, który ukazuje jak bardzo mały wycinek rzeczywistości odbiega od jej całokształtu. Spójrzcie tylko. Czasami aby mały fragment był piękny, trzeba po prostu zepchnąć wszystkie pozostałe rzeczy na bok 😀 Dlatego – nie dajmy się zwieść pozorom! Instagramowa rzeczywistość powinna inspirować, ale tylko w pozytywny sposób – bez oceniania, zawiści i krytyki. Bo nigdy nie wiemy co znalazło się poza kadrem.
Leave a Reply