. Jak popadamy w nadmiar?
Sporo rzeczy trzymamy upchnięte w szafach czy szufladach “na wszelki wypadek”. Zakładamy, że być może kiedyś nam się przydadzą. Z doświadczenia wiem, że gromadzenie daje też złudne poczucie zabezpieczenia na przyszłość – mam ogromną szafę, mam miliony książek na każdy temat, mam zapas zdjęć do publikacji, zapas pomysłów na posty, które chcę napisać.
Często zaczynamy gromadzić wiele rzeczy wtedy, kiedy polepszają się nasze warunki finansowe. Dostajemy awans, na koncie ląduje większa wypłata, a my chcemy zapewnić sobie wyższy standard życia i nagrodzić się za efektywną pracę.
Wpadamy też często w pułapki wyprzedaży. Ja też przez długi czas miałam w głowie myśl, że kiedy kupuję zapas ubrań w promocyjnej cenie, inwestuję w przyszłość i postępuję racjonalnie i zapobiegawczo. Niestety skupiałam się wówczas na ilości, a w odstawkę poszła refleksja czy wynoszę tyle spodni, bluzek, sukienek i czy są one na tyle uniwersalne, że posłużą mi nawet po zmianie gustu, który jak wiadomo, ciągle trochę się modyfikuje.
. Kupowanie nie leczy smutku (i nie rekompensuje braków, które odczuwamy)
Anthony de Mello, hinduski mistyk i psychoterapeuta ujął swoje podejście do gromadzenia nadmiaru dóbr tak:
„Kiedy wróbel buduje gniazdo w lesie, zajmuje zaledwie jedną gałąź. Kiedy jeleń gasi pragnienie w rzece, pije nie więcej, niż może pomieścić jego brzuch. My gromadzimy rzeczy, ponieważ nasze serca są puste”
Gromadzenie najróżniejszych rzeczy daje złudne poczucie bezpieczeństwa i przygotowania na różne ewentualności, ale z tyłu głowy wciąż mamy obawę przed utratą zgromadzonego dobytku. Wkładamy dużo emocji w budowanie bazy potrzebnych przedmiotów (i ich zastępców, na wszelki wypadek), ale nawet kiedy uda nam się skompletować, wciąż czujemy niepokój, że istnieje jeszcze coś, czego nie mamy, a co mogłoby zabezpieczyć nas na przyszłość jeszcze lepiej.
Trudno wówczas odróżnić rzeczy zbędne od tych niezbędnych.
Leave a Reply