Motywacja i inspiracja, Przemyślenia, Życiowe

Pytania, które warto sobie zadać, żeby nie zmarnować życia

Presja, by robić więcej. By wyciskać dobę jak świeżą, włoską cytrynę

Znacie ją z autopsji? Mam wrażenie, że współcześnie media gloryfikują taki pościg. Bądź tu, bądź tam, bądź lepsza, piękniejsza, bardziej wydajna. Zawsze bardziej. Tylko, że kiedy naprawdę dokręcimy śrubę i wprawimy się w intensywną hiper-aktywność i ciągły lęk, że może mimo, że działamy na najwyższych obrotach wciąż robimy za mało i da się więcej, więcej, więcej, zamiast pysznej lemoniady, uzyskamy bardzo gorzki sok, w którym gorycz przeleje czarę odczuwania satysfakcji z codzienności. Bo najprawdopodobniej będziemy robić wiele wbrew sobie. Jak tego uniknąć? Poznać siebie. A siebie można poznać dokładnie w taki sam sposób w jaki poznajemy, hm, powiedzmy – przystojnego brodacza, który jedzie z nami w przedziale PKP – zadając pytania. 

Nasze społeczeństwo wychwala ciągły bieg, dlatego poprzeczka szybuje wyżej i wyżej. Mamy wobec siebie olbrzymie oczekiwania, nie zastanawiając się za często po co nam to – czy naprawdę tego chcemy? Aby sprostać setkom oczekiwań, musimy niekiedy zrezygnować z czasu dla siebie, z czasu dla bliskich, z dłubania przy swoich ukochanych zajęciach. Nie zrozumcie mnie źle – wytrwała praca bywa piękna, bo napędza ją determinacja. Ciężka praca to też świetne świadectwo dyscypliny i samozaparcia. I często można w ten sposób zajść bardzo daleko – tylko najpierw trzeba się upewnić, że chce się iść właśnie w tym kierunku. To musi być świadomy wybór, a nie wdrapywanie się na byle jaki wieżowiec do utraty tchu. Każdy z nas potrafi być bardzo zajęty – wystarczy napchać grafik spotkaniami, zgodzić się na wiele niskobudżetowych projektów, do których zawsze potrzebują chętnych i voila: nagle jesteśmy ultrazabieganymi ludźmi, którzy nie mają na nic czasu, bo gnają od jednej sprawy do drugiej. Easy. A przynajmniej stosunkowo proste. W wersji uproszczonej już w ogóle: wystarczy codziennie umówić się na kilka spotkań z byle jakim znajomymi, siedzieć z nimi godzinami nad piwem i nagle czas też magicznie wyparuje. I też nie będzie go już na prawie nic innego.

Będziemy bardzo zajęci, ale czy produktywni? Czy popchniemy cokolwiek ważnego do przodu?

Ważniejsze jest to nad czym pracujemy albo o czym rozmawiamy, a nie ile godzin pracujemy i ile godzin rozmawiamy.

. Sami pozbawiamy się wolności

To może najpierw sprecyzuję: czym jest dla mnie wolność? Możliwością robienia mniej, bez niepokoju. Możliwością zwolnienia. Możliwością skupienia się na tym, co ma dla mnie znaczenie. Możliwością wybrania tych rzeczy. Możliwością wybrania siebie i swoich potrzeb. Jak zaprosić do swojego życia taki stan, a raczej jak go stworzyć? Powiecie pewnie, że najważniejsze są możliwości finansowe – i im więcej oszczędności albo wpływających co miesiąc liczb z przyzwoitą ilością zer na końcu, tym łatwiej. Ale to nie prawda, przynajmniej nie całkowita: znam wiele osób, które opływają w dobrostan, ale szczęśliwe ani spokojne nie są. Przeciwnie.

Jestem pewna, że taka wolność jest dostępna dla każdego. Warto zacząć od kilkunastu podstawowych pytań, które pozwolą nam przeanalizować to, co właściwie w życiu najważniejsze – ale jak często okazuje się, że jeszcze nigdy nad tym nie usiedliśmy! A ta wiedza jest zasadniczo niezbędna, by zacząć projektować codzienność, która nas satysfakcjonuje.

Odpowiedzi na te pytanie mogą też posłużyć jako świetna baza pójścia w kierunku esencjalizmu (pisałam o nim sporo w tym wpisie!) – robienia mniejszej ilości rzeczy, ale tych naprawdę istotnych i korzystnych dla nas. Nie musimy wcale ciągle robić więcej i więcej. Czasami (często) krokiem w kierunku rozwoju nie jest dorzucenie sobie kilku nowych obowiązków, a bardziej świadome skupienie się na jednym lub dwóch. Warto robić mniej, oczywiście pod warunkiem, że robimy wtedy dobre, rozwijające rzeczy. Skupmy się na skutkach naszych działań i tym jaką wartość te działania wnoszą w nasze życie. Jakie emocje – czy na pewno budujące, sprzyjające wzrostowi? Czy czujemy się z nimi dobrze?

pytania, które zmieniają życie, pytania, które warto sobie zadać na rozdrożu

Często spędzamy całe tygodnie na zajmowaniu się rozpraszaczami, zamiast przysiąść do tego, co naprawdę mogłoby nas pchnąć ku spełnieniu celów.

 Sama się nieraz na tym łapię. Na przykład: potrafię zrobić nadwyżkę artykułów dla klienta, zamiast skupić się na pisaniu własnego produktu, własnej książki – która choć na razie w fazie początkowego rozwoju, mogłaby dać mi o wiele więcej satysfakcji i autospełnienia, niż pisanie tekstów, pod którymi nawet nigdzie nie widnieje moje nazwisko. Nikt nigdy nie dowie się, że to ja je napisałam. Po co więc wkładam w to znacznie więcej serca, niż to, na co się umawialiśmy?

Dlaczego marnujemy tak wiele czasu i nie przesuwamy się w kierunku własnych marzeń? Często dlatego, że:

  • zgadzamy się na zbyt wiele zobowiązań/projektów (i to nie zawsze przez problem z asertywnością!)
  • narzucamy na siebie zbyt wielką presję czasu i próbujemy zrobić zbyt wiele najróżniejszych zadań w ciągu jednego dnia – na końcówkę listy “to do” nigdy nie starcza już doby
  • zajmujemy się zbyt wieloma tematami, przez co jesteśmy zawsze zmęczeni i wena nie pojawia się na dłużej

Moim osobistym pogromcą dobrej organizacji jest często podpunkt drugi – źle szacuję ile czasu zajmie mi dane zadanie, przez co kończę swój dzień z poczuciem porażki: bo na liście “do zrobienia” zadań było o wiele więcej, niż to, co zdołałam zrobić. Czy mogłabym zrobić więcej? Wątpliwe, bo często jestem przyklejona do ekranu i non stop nad czymś działam. Czuję się rozczarowana i te emocje przechodzą też na kolejny dzień – bo mam poczucie, że muszę wówczas wiele nadrobić.

Co może temu skutecznie zapobiegać? Pozwólmy sobie na szczerość – sami ze sobą. Jak chcielibyśmy spędzać swój czas, na co chcielibyśmy przeznaczać swoją energię?

 

  1. Jakie emocje chciałabym, żeby dominowały w moim życiu?
  2. Co uwielbiam robić?
  3. Jakie wartości są mi najbliższe? (ale tak naprawdę: bez powtarzania “miłość, uczciwość, patriotyzm” rodem z plakatów albo wyborów Miss World)
  4. Jak brzmi moja definicja szczęśliwego życia?
  5. Jaka jest moja prywatna definicja sukcesu?
  6. Gdybym tylko ja mogła o tym decydować i nie musiałabym się niczym przejmować (pieniędzmi, rodziną) – w co inwestowałabym swój czas, na co najchętniej poświęcałabym swoje dni?
  7. Jak chciałabym się czuć – czy jestem szczęśliwa, gdy ciągle za czymś gnam a każdy dzień przynosi miliony spotkań i spraw czy marzę o spokoju i bardziej monotonnych obowiązkach?
  8. Dlaczego nie czuję się szczęśliwa wykonując moją obecną pracę? Co mi w niej nie pasuje?
  9. Co mogłabym zmienić, by czuć się w niej lepiej? Jakie cechy miałaby praca, która bardziej by mnie satysfakcjonowała?

 

pytania, które pomagają zaprojektować życie świadome

. Jak zacząć życie w większej zgodzie ze swoimi planami właściwie od razu?

  1. Spisz listę swoich celów i priorytetów na najbliższe 3 miesiące.

Co chciałabyś ukończyć przez najbliższe 3 miesiące? Nie wybiegaj za bardzo w przyszłość. Nie rób listy 100 celów. Tylko te realne do wykonania, do których jesteś w stanie przysiąść. U mnie będzie to na przykład codziennie przez 3 miesiące poświęcanie: 1 godziny na słuchanie angielskich biznesowych tekstów i nauka z nich, 2x w tygodniu konwersacje ze znajomym, który mówi na poziomie c2, tygodniowo napisanie 20 stron książki, 4 lekcje programowania tygodniowo. Wykonalne? Jak najbardziej. Ale muszę wpisywać sobie to w kalendarz, bo inaczej zaplanuję tyle nieważnych rzeczy, że na to nie starczy czasu i energii. A przecież to są moje priorytety!

2. Który cel z tych wypisanych jest najbardziej kluczowy?

Z tego nie wolno nigdy rezygnować, choćby nawet sam Obama zapraszał na drinka z palemką. No chyba, że obieca, że będzie też Michelle 😀

Najważniejszym krokiem, by taki esencjalizm naprawdę działał jest pozbawienie siły tak zwanego FOMO – fear of missing out – czyli lęku przed tym, że coś nas ominie. Kiedy jasno wyznaczymy swoje cele i będziemy pewne, że je realizujemy, to co mogłoby nas ominąć? Wiele omija tych, którzy codziennie idą na piwo do centrum i nigdy nie mają wolnego wieczoru, by usiąść i zastanowić się, czy jest coś, do czego dążą. I zawsze odkładają wszystko na później, bo chwilowa przyjemność wygrywa. Odmawianie uwalnia. Może ludzi zdenerwować, ale ostatecznie to my musimy przysiąść nad tym, co dla nas ważne – nikt nie zrobi tego za nas. Wyświechtane, ale niestety prawdziwe.

Presja, by zadowolić wszystkich dookoła jest silna, ale to niemożliwe – robiąc wszystko tak, jak oczekują tego inni, nie zdołamy zrealizować naszych pragnień i marzeń. Nie żyjemy w kilku rzeczywistościach równocześnie – niestety tylko w jednej.

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply