Zdrowie i fitness

Czy i co warto suplementować? Mój research i (szczera) recenzja Sundose

Reklamy suplementów towarzyszą nam wszędzie i nieraz uciekają do psychologicznej manipulacji. Czy warto im ulegać i jaką suplementację warto rozważyć?

Na wstępie zaznaczę, choć już to pewnie wiecie, jeśli widujemy się w sieci częściej – nie jestem lekarzem. Chciałam nim przez długi czas zostać, ale ostatecznie odkryłam w sobie inne powołanie i cieszę się, że tak wyszło. Tematami okołomedycznymi i tak wciąż się interesuję i pogłębiam je – dla siebie, bo to szalenie intrygujące. Pozwala wiele rzeczy zrozumieć i wziąć zdrowie bardziej w swoje ręce (a ja niestety akurat wiem jak to jest, kiedy to zdrowie nawala, więc mam jeszcze większą motywację). Dziś porozmawiamy sobie trochę o suplementach, bo ile ludzi, tyle opinii na ich temat. Nawet w środowisku lekarskim nie ma oficjalnych stanowisk, a zalecenia WHO często się zmieniają. Jak więc z nimi jest? Czy warto inwestować w drogie specyfiki? Czy spośród tych dostępnych na rynku jest coś, co naprawdę poprawi nasz stan zdrowia już po miesiącu lub kilku? Czy to nie są tylko marketingowe bajki i ładne opakowania z zawartością, której skuteczność trudno dowieść?

Niełatwo odpowiedzieć na te pytania, bo to skomplikowany wątek. Dziś spróbujemy jednak przyjrzeć się naszemu zapotrzebowaniu na poszczególne mikro i makroelementy i zastanowić się kto powinien sięgać po suplementy i jakie rozwiązanie wydaje się najbardziej optymalne. Let’s go!

. Siła reklamy – musisz to mieć, natychmiast

Reklamy leków i suplementów cieszą się wyjątkowo wysoką skutecznością – bo w przypadku gorszego samopoczucia dopadają nas nieraz wyrzuty sumienia “muszę w końcu zainwestować w zdrowie, żeby się bardziej nie posypać“. Producenci reklam wiedzą gdzie uderzyć, by dotknąć naszych słabych punktów i bez skrupułów tę wiedzę wykorzystują. “Produkt xxx postawi Cię na nogi! Nie zapominaj, by o siebie zadbać! Nie żałuj na to, co najważniejsze”. Te reklamy nieraz wywołują wręcz zawstydzenie, że zastanawiamy się czy warto wydawać kilkadziesiąt złotych na ten obiecujący specyfik. Nad czym my się zastanawiamy, przecież tu chodzi o jakość i długość życia! Producenci tych reklam oczywiście bardzo chcą, byśmy tak myśleli. 

Wielu z nas jest kompletnie zielonych i zagubionych w temacie tego, co warto połykać, więc często biegniemy do apteki po wszystko, co ma przekonującą reklamę albo zawiera rekomendację kogoś lubianego.

. Jakość, ilość, cokolwiek

Suplementy są niekiedy produkowane przez firmy krzaki z zakładem produkcyjnym w… małym garażu. Nie ma co ukryć – to  dla wielu dochodowy biznes, dlatego kusi i januszy biznesu. Było kilkukrotnie głośno o przypadkach, kiedy owe alfy i omegi przedsiębiorczości zamawiały podejrzane proszki z Chin, przesypywały do kapsułek i sprzedawały w wysokich cenach. Koniecznie w pięknym pudełku opatrzonym kilkoma chwytliwymi hasłami!

Na co więc zwracać uwagę decydując się na suplement? Warto prześledzić firmę. Ile lat istnieje już na rynku? Jeśli kilkadziesiąt, musiała przejść wiele kontroli i ma już wyrobiony system zarządzania jakością. Przeczytałam też mądrą poradę u Pana Tabletki (czyli Marcina, dyplomowanego farmaceuty): jednoosobowa, mała firma lub start-up niemalże nigdy nie dostarczy nam suplementów najwyższej jakości. Prawie na pewno sprowadza surowiec z podejrzanych źródeł, by zminimalizować koszty i utrzymać się na powierzchni.

Suplementy sprzedawane tylko on-line muszą przejść nieco łagodniejsze restrykcje niż te oficjalnie dopuszczone do sprzedaży w aptekach. O tym też warto pamiętać, choć to oczywiście tylko jeden z istotnych szczegółów.

. Suplementować czy odpuścić i po prostu lepiej jeść?

To dosyć kontrowersyjne pytanie, ale powiedzmy sobie najpierw o 3 faktach: trudno o idealną, codziennie maksymalnie zbilansowaną dietę, nawet kiedy naprawdę o to dbamy; w wielu zdrowych produktach ilość witamin i minerałów jest uboga ze względu na współczesny proces uprawy / produkcji; suplementy nie dostarczą nam olbrzymich dawek składników, bo zdecydowana większość jest słabo wchłaniana. Nie warto więc przyjmować tu zerojedynkowego myślenia: jem bardzo zdrowo, więc nie potrzebuję ŻADNEGO suplementu albo: biorę mnóstwo suplementów, więc mogę codziennie jeść pizzę i popijać colą i zapomnieć o owocach i warzywach.

. Suplementy dla każdego?

Czy istnieją jakieś suplementy, które warto brać nawet przed badaniami krwi i rozeznaniem potencjalnych niedoborów? Tu akurat zdania są jednogłośne: są takie. Istnieją substancje, które nie wywołują żadnych groźnych skutków ubocznych (a przynajmniej dotąd ich nie stwierdzono), niwelują stany zapalne i zwiększają odporność (ale nie są niebezpieczne dla osób z chorobami autoimmunologicznymi). 

Nie są to suplementy, które zmienią nasze samopoczucie z dnia na dzień, nie są radykalne, ale brane regularnie przez dłuższy czas mogą pomóc, a na pewno nie zaszkodzą.

 Możemy do tej grupy zakwalifikować: trany i olej z wątroby rekina (lub innych ryb – to czasami lepsza opcja, bo mniej skażona metalami ciężkimi), omegę-3, witaminę d3 (zdecydowana większość populacji ma niedobór, bardzo trudno ją też przedawkować). Jak mówi Marcin z bloga Pan Tabletka: trudno dostatecznie suplementować witaminę słońca, gdy tego przez większość roku nie ma.

czy warto kupić sundose negatywne opinie

 
 
. Warte uwagi

Dokładna suplementacja i jej zapotrzebowanie jest oczywiście podyktowane wieloma czynnikami: w dużej mierze naszym trybem życia (inne potrzeby ma ktoś, kto nie rusza się sprzed komputera, inne wyczynowy sportowca, wiekiem, chorobami, typem organizmu), więc suplementowanie powinno być uszyte na miarę, a właściwie często też dobierane podczas obserwacji organizmu. I ta obserwacja trwa niekiedy kilka miesięcy, więc czasami trudno o ekspresowe wnioski! Ja na przykład świetnie czuję się po ashwagandzie, dużej dawce omega-3, spirulinie i chlorelli, którymi aktualnie robię sobie małą kurację, a po włączeniu probiotyków prawie przestałam mieć problemy z bólem brzucha. Natomiast wiele razy kupowałam z polecenia znajomych suplementy, których efektu nawet po 6 miesiącach stosowania zupełnie nie widziałam. Wierzę więc, że każdy organizm reaguje zupełnie inaczej.

. Spersonalizowane suplementy Sundose – moja próba

Kilka miesięcy temu dostałam propozycję przetestowania suplementów szytych na miarę, dobieranych po przeprowadzeniu BARDZO szczegółowego wywiadu. Zgodziłam się, bo miałam kilka problemów (niedoskonałości na skórze po zjedzeniu czegokolwiek choć trochę pikantnego, chroniczne zmęczenie, bardzo bolesne miesiączki, przy czym to ‘bardzo’ to wciąż understatement ;( ), których potencjalne rozwiązanie widziałam w suplach i wiązałam z tym sporą nadzieję, z resztą poczytałam sporo o firmie Sundose i koncepcja wydała mi się szczerze interesująca.

sundose szczera krytyczna opinia recenzja

Wypełniłam bardzo długą ankietę medyczną, dopasowałam wynik do swoich preferencji (na przykład postanowiłam wymienić zwierzęcą omegę-3 na roślinną, z alg! + wyrzuciłam ze składu wapń, który mi od lat nie służy, bo mam tendencję do hiperkalcemii we krwi) i zaczęłam intensywną suplementację. Produkt przyszedł do mnie w takim kartoniku (mieści się w nim miesięczna porcja, jedna saszetka na jeden dzień: każda mieści proszek i kilka tabletek).

Z dodatkowych bajerów, na etapie komponowania składu dobranego do moich potrzeb, dorzuciłam też maksymalną dawkę adaptogenów – byłam ciekawa jak szybko odczuję ich działanie.

szczera recenzja sundose firma sundose czy warto jakość składników

. Pierwsze wrażenia

Taka forma jest wygodna i trudniej zapomnieć o codziennej porcji – z resztą gdy ma się 10 buteleczek, to coś zawsze umknie. Tu wszystko jest w jednym miejscu, to jest fajne i zabieranie się za rozcięcie codziennej saszetki szybko weszło mi w nawyk. Poziom słodkości i kwaśności proszku można zmodyfikować: ja postawiłam na maksymalną kwaśność i minimalną słodkość, cała ja. Było to wciąż odrobinę słodkie i przyjemne kwaskowate, w smaku jak zdrowsza wersja extrasour lemoniady. Mi smakuje, ale raz dałam jedną saszetkę mamie i powiedziała, zachowuję oryginalny zapis: ble, ja tego nie wypiję! Tak więc zamawiając warto się zastanowić czy jednak nie bezpieczniej nie szaleć z kwaśnością czy słodyczą.

Co też ważne: te suplementy zawierają wysokiej jakości składniki bez konserwantów, przez co mają krótką datę ważności. Miesiąc od otrzymania, więc nie można o nich zapominać.

. Działanie? Czy zauważyłam zmiany?

Pierwsze działanie zauważyłam właściwie po upływie miesiąca:

  • trochę mniej wypadają mi włosy
  • szybciej niż zwykle zagoiło mi się skaleczenie na nodze
  • nie byłam przeziębiona, nawet żadnego kataru (to wniosek po 3 miesiącach)
  • miałam wrażenie, że mam więcej energii (na ile to placebo, a na ile nie, to trudno powiedzieć, ale tak było!)

. Opłacalność i cena

Suplementy potrafią kosztować krocie i niekiedy są sprowadzane z drugiego końca świata. Sundose bywa w niektórych kombinacjach tańszy niż np. kilka pojedynczych buteleczek różnych składników, kupowanych co miesiąc. A tu mamy pewność co do jakości tych składników.

Przyznam, że mój podrasowany skład, do którego dorzuciłam MAKSYMALNĄ dawkę adaptogenów i maksymalną dawkę roślinnej omegi-3 z alg był dosyć drogi: ok. 400-500 zł (za miesięczną kurację). To jednak już zauważalny wydatek co miesiąc, więc choć czuję się po nim naprawdę bardzo dobrze, po końcu współpracy będę na pewno kontynuowała suplementację, ale mniejszym pakietem, bez aż tylu rzeczy “extra”.

Wnioski końcowe

Znajomość własnego organizmu zawsze sprzyja. Warto robić badania, by wiedzieć czego nam brakuje, choć część niedoborów da się czasami wyczuć nawet po codziennym samopoczuciu + niektóre badania są tak niedokładne, że są nie do końca wiarygodnym źródłem danych do diagnozy zapotrzebowania. Skoczylas (lekarz, którego namiętnie oglądam na YT – ma duże doświadczenie i realną wiedzę, popartą olbrzymią lekarską praktyką, nie jest samozwańcem) mówi, że tak właśnie jest m.in z badaniami poziomu magnezu: nie dają rzetelnego obrazu, bo badanie wolnego, przyswojonego magnezu jest prawie nieosiągalne (nie w Polsce i nie w naszych laboratoriach), a tylko takie dałoby obiektywny wynik.

Wybierając suplementy warto:

  • dużo o nich poczytać, ale oczywiście tylko w wiarygodnych źródłach (u realnych autorytetów, a nie u samozwańczych znachorów, którzy głoszą tezy niepotwierdzalne przez żadne źródła naukowe, pokroju inż. Zięby)
  • sprawdzić producenta
  • obserwować reakcję organizmu – najlepiej na przestrzeni kilku miesięcy
Jestem ciekawa jak Wy do tego podchodzicie – suplementujecie niektóre substancje czy raczej zawsze zapominacie o sięgnięciu po te opakowania? Chętnie poczytam, bo czasami i ja mam problem z taką pamięcią 😉 

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply