Interior Design

No to urządzamy! Etap pierwszy

Pokuszę się o stwierdzenie (na bazie obserwacji znajomych i oczywiście: siebie), że dwa ostatnie lata u wielu z nas odmieniły postrzeganie domu i przytulnej przestrzeni. W końcu prawdopodobnie spędziliśmy w czterech ścianach więcej czasu, niż kiedykolwiek. Przejścia na pracę zdalną, konieczność ograniczenia wyjść… Rozglądając się po swoim bliskim otoczeniu, zauważyłam kilka dominujących tendencji: część z nas zaczęła częściej narzekać na przestrzeń, w której żyjemy (bo po tylu godzinach w niej spędzonych, bardziej rzucało się w oczy to, że jest na przykład: trochę za mała, za ciemna, zbyt zagracona, zbyt chaotyczna, urządzona w piętnastu różnych, niekoniecznie pasujących do siebie stylach), bardziej przyglądać się temu, gdzie żyjemy (regularnie słyszę teraz spostrzeżenia pokroju: o, w porze lunchu mam w moim domowym biurze skrajnie czadowe światło!) i przede wszystkim: bardziej dbać o to, co nas otacza (odgruzowywać, sprzątać, urządzać na nowo, zastanawiać się nad stylem mebli, odnawiać, kombinować i szukać ładniejszych lub praktyczniejszych rozwiązań).

A co u mnie? Do którego teamu należę? Do której grupy pandemia mnie przypisała?

Szczerze mówiąc… Właściwie, to do każdej. Zaczęłam mocniej odczuwać to, co mi w przestrzeni wokół mnie przeszkadzało (za dużo rzeczy, za dużo mebli, za mało bieli i spójnych, nie rywalizujących ze sobą o uwagę akcentów), zaczęłam dostrzegać więcej pięknych zjawisk zachodzących w ciągu dnia (tak, głównie świetlnych: no kocham światło i to jak zmienia się w ciągu dnia!), ale co dla mnie najistotniejsze: zaczęłam bardziej świadomie myśleć o przestrzeniach i kolorach 😮

I lepiej dostrzegać ich wpływ na samopoczucie, nastrój, energię.

Kiedyś może i machnęłabym ręką i westchnęła: bez przesady, wystrój wnętrza nie może mieć aż takiego znaczenia. Ale ma – kurcze, dziś już wiem, że to wcale nie żadne interiorcoachingowe wymysły wyssane z palca. To jak, gdzie i w jakich kolorach żyjemy ma spory wpływ – nawet jeśli nie chcemy dać się im zinfluencować.

Ale dziś właściwie nie miało być o tym!

Natknęłam się na słowa, które bardzo ze mną rezonowały: dom, to dla mnie tworzenie pięknej i świadomej przestrzeni, w której można wygodnie czerpać przyjemność z małych rzeczy. Żeby nie było, że poddałam to własnej interpretacji (z resztą come on, to nieuniknione: redaktor zawsze coś dopisuje), wersja w oryginale: To me this is what home is about really: creating a beautiful space to enjoy simple pleasures.

My jesteśmy póki co na początkowym etapie urządzania.

Przed nami wciąż dużo wyborów – poszczególne meble, dekoracje, dodatki.

Poniżej małe uwiecznienie obecnego stanu – by być może kogoś z was zainspirować, no i w sumie też trochę dla nas: by móc uwieczniać postęp i zmiany!

 

 

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply