Interior Design

Stonowane dodatki – mój subiektywny przewodnik po minimalistycznych odkryciach

Czasami wstęp pisze się tak, by zgrabnie brzmiał, a potem można się nagle zorientować, że nie jest on pewnie do końca prawdziwy.

Tak było i tym razem.

Chciałam z rozpędu napisać: w moim krótkim życiu, miałam okazję przebywać i mieszkać we wnętrzach w naprawdę rożnych stylach.

I wiecie co?

To chyba nie tak. Przecież to życie nie było (nie jest) wcale krótkie! – za moment moje urodziny. Jeszcze nie okrągłe, ale ciut bliżej. Trochę mnie to przeraża.

Przemilczmy ten fakt i tanecznymi krokami dobijmy do brzegu. To znaczny: do sedna.

To, że przebywałam (krócej i dłużej) w różnej maści przestrzeniach jest akurat prawdą. Były wśród nich bardzo ciemne wnętrza, bardzo kolorowe i odważne, pełne spirytualnych akcentów, zagracone milionem deskorolek (to akurat fun fact, który pewnie powinnam przemilczeć), bardzo “tajemnicze” z mrocznym korytarzem, typowo studenckie, pachnące latami ’60, ale i takie w których 3/4 miejsca zajmowały sportowe sprzęty, albo góry ubrań. Dosłownie góry – mogące śmiało rywalizować wysokością z tym znanym szczytem z opakowań Tablerone (przypomniałam sobie jak on się nazywa – teraz bardziej testuję waszą pamięć, ha!)

Po różnych doświadczeniach, wiem jedno: jasne przestrzenie, ograniczona liczba mebli i dodatków i choć trochę “niezagospodarowanej strefy” działa kojąco. Na zmysły, ale też na produktywność, energię i – nawet jeśli to tylko moje placebo – na wewnętrzne poczucie zadowolenia z tego gdzie się znajdujemy i jak ogarniamy rzeczywistość.

Nadmiar rzeczy, pomieszane style, mix wszystkich kolorów tęczy i dużo ciemnych tonów działają na mnie odwrotnie.

Od jakiegoś czasu staram się podporządkowywać tej teorii. I minimalizować ilość otaczających mnie przedmiotów (to po pierwsze), a po drugie: wybierać raczej te, które nie przytłaczają kolorem ani wzorem. Czyli w praktyce: głównie białe, brązowe (/beżowe) i drewniane 😀

Poniżej mały zbiór pięknych dodatków, wpisujących się w nieprzytłaczający minimalizm, na które natknęłam się przy okazji ostatnich poszukiwań.

1. Lampa stołowa z ceramiki Isla z bawełnianym kloszem – 99 zł / 2. Lampa stołowa z drewna akacjowego – Kare Design – 539 zł / 3. Lampka nocna Ron – 389 zł / 4. Lampka z betonową podstawą – 419 zł / 5. Lampa z podstawą z ceramiki (o wdzięcznej nazwie: Gisella) – 419 zł 

1. Wazon o kobiecych kształtach Avaji – 299 zł / 2. Wazon z piersiami! – 319 zł / 3. Wazon muszla z ceramiki – 199 zł 

1. Miska Terrazo – 89 zł / 2. Misa dekoracyjna Nox – 179 zł / 3. Miseczka z marmuru – 99 zł 

1. Oprawiony wydruk lineart – 139 zł / 2. Zapraszająca wycieraczka – 149 zł / 3. Miseczki z marmuru – 160 zł / 4. Ręcznie wykonany kubek (w komplecie 3) – 140 zł 

Korzystając ze strefy zwierzeń, którą stworzył ten post (sama ją sobie stworzyłam, no dobrze) – jestem raczej trudnym klientem i zdecydowanie wolę nic nie kupić, niż kupić coś co podoba mi się tylko na pół gwizdka. No i nie jestem największą wielbicielką odważnego mieszania kolorów i faktur, dlatego większość rzeczy jest dla mnie stanowczo za pstrokata. Większość przedmiotów, które widzę nawet nie tyle, że mi się nie podoba – po prostu mam do nich podejście “fajnie, że istnieją i komuś służą, kogoś cieszą, ale nie chciałabym tego mieć“.

Dlatego nie polecę wam tu niczego, o czym sama nie myślałabym mocno pozytywnie.

Dajcie znać, czy takie przeglądy będą dla was przydatne – i czy też wzdychacie do tych klasycznych tonacji. Jeśli nie, wzdycham właśnie podwójnie: za was też. Żartuję, to trzeba samemu!

Do następnego!

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply