Motywacja i inspiracja, Przemyślenia, Życiowe

Zachowywanie pozytywnego podejścia do świata, podczas niepewnych czasów – moje refleksje i sposoby

Jak zachować uśmiech na twarzy, gdy wszystko wywróciło się do góry nogami? Jak cieszyć się czymkolwiek, kiedy niemalże wszystko stanęło pod znakiem zapytania?

Tak jak pewnie i wy, od ponad 5 tygodni zadaję sobie te pytania.

Pewnie już nieraz o tym pisałam, ale wciąż tak myślę i to się pewnie nie zmieni: według mnie kwintesencją życia i jego celem jest odnajdywanie radości w tym, co zapraszamy do swojego życia. Dbanie o to, żeby projekty, nad którymi pracujemy dawały nam satysfakcję, by ludzie, którymi się otaczamy inspirowali nas, a my ich. Chcę mieć w życiu moc sprawczą, czuć, że to ja wybieram, a nie że życie to bieg z przeszkodami, a moim głównym zadaniem jest przeskakiwanie kłód, które rzuca pod nogi i łapanie zadyszki i lęku, że mogę nie zdążyć uciec.

Niestety nie można ukryć –  tutaj pojawiła się duża kłoda, dla nas wszystkich i nie da się jej obiec albo przeskoczyć od tak.

Nasze zmagania z pandemią przypominają trochę skoncentrowaną kulą zmartwień i obowiązków, które toczą się w naszym kierunku. Wielu z nas straciło jedno lub kilka źródeł dochodu, wielu z nas martwi się o zdrowie swoich bliskich.

Czy w takiej sytuacji jest więc w ogóle miejsce na spokój ducha i choć trochę uśmiechu?

Na pewno nie jest to łatwe i nie możemy przykleić sobie sztucznego uśmiechu i nagrać na sekretarce telefonu odpowiedź “nie mogę teraz odebrać, ale gdybyś chciał zapytać – wszystko jest świetnie, wręcz przewspaniale”. Nie o udawany spokój w tym wszystkim chodzi, oczywiście. Z drugiej strony – kluczowym elementem zachowania jako takiej kondycji psychicznej i wewnętrznego dobrobytu jest, tak mi się wydaje, robienie rzeczy, które wywołują w nas pozytywne emocje. Rzeczy, które nas ekscytują, dostarczają nam satysfakcji albo po prostu nas szczerze interesują. Na tyle, na ile to możliwe w aktualnych sytuacjach.

Wszyscy walczymy, jedni intensywniej, drudzy mniej, ale ta sytuacja dotyka nas wszystkich. Ja codziennie staram się trzymać małego, uniwersalnego planu i zauważyłam, że nie tylko teraz, ale generalnie zawsze – ma on naprawdę dobre zastosowanie. Dotąd (przed kryzysem i pandemią) największe jego działanie widziałam jesienią i zimą, kiedy dni były krótkie, a poziom energii – niższy niż przez jasną i słoneczną część roku. Wtedy taka rutyna i poczucie porządku dnia miało dla mnie olbrzymie znaczenie. Okazuje się, że podobnie jest teraz (ale właściwie zawsze się sprawdza – czy ciepło czy zimno, czy dobrze czy źle). 

Na czym polega ten mały plan zachowywania względnego spokoju i porządku?

  1. Myję rano twarz
  2. Staram się wstawać codziennie o podobnej porze (gdzieś wyczytałam, że to mocno wpływa na wewnętrzny spokój – zwłaszcza na dłuższą metę i co ciekawe, psychologowie polecają też tę zasadę ludziom walczącym z depresją)
  3. Staram się choć trochę rano poruszać (spacer, mini joga, rozciąganie)
  4. Mówię “nie”, różnym sprawom, które nie są priorytetowe

Rano lecę z tymi nawykami (jedynie przez cały dzień staram się trzymać czwórki). Opracowałam  też większą, bardzo uniwersalną listę rzeczy, które poprawiają nastrój i dobrze wpływają na wewnętrzny spokój – staram się jej przestrzegać, mam nadzieję, że pomoże lub zainspiruje i Was 🙂

 

 

1. Jedna rzecz dziennie

Warto robić codziennie jedną rzecz, która sprawia nam dziką frajdę, ale nie jest do końca użyteczna. 

Coś, co nie wpłynie pozytywnie na nikogo innego i robimy ją tylko dla własnej przyjemności. Wydaje mi się, że szczególnie teraz wszyscy nagłaśniają konieczność bycia produktywnym – wszyscy nawołują, żebyśmy oddali się nauce, przenoszeniu biznesów do świata on-line, szyciu maseczek, poprawianiu relacji z innymi, realizowaniu projektu, na który wcześniej nie było czasu. I to na pewno słuszne i może przynieść super efekty, ALE nie można tego robić przez całą dobę, bo się znacznie szybciej wypalimy albo mocno zmęczymy. Fajnie choć przez 20 minut dziennie porobić coś, co nie jest produktywne – to zwłaszcza ważne dla tych z nas, którzy mają manię gonienia za czasem i potrzebę sprawdzania czy jest się produktywnym człowiekiem. Ja trochę mam – wiecznie coś piszę, robię, wymyślam. Ostatnio wyczytałam, że to ciągła gonitwa i trzeba czasami świadomie ją przerwać i przez minimum 20 minut zająć się czymś, co nie należy do “produktywnych zajęć” (czyli nie służy innym ludziom, rozwojowi naszej kariery/biznesu lub edukacji). To może być rysowanie, malowanie, śpiewanie, zrobienie deseru, wyprawa rowerowa albo sięgnięcie po mniej lub bardziej odmóżdżającą książkę.

2. Świeże powietrze

To brzmi jak zdanie wyrwane z różnych podręczników, ale nie, nie, potwierdzam z autopsji: nawet jeśli to tylko 5-10 minutowy spacer, oderwanie się od ekranów przenosi do całkowicie innej rzeczywistości – i pozwala zauważyć, że życie toczy się też na zewnątrz. Ptaki śpiewają, chmury płyną – i to pozwala trochę się zdystansować i poczuć, że świat nie kończy się na tym firmowym lub prywatnym problemie, z którym się zmagamy.

3. Taniec

Nie wiem jak wy, ale ja jestem jedną z tych osób, które kochają tańczyć, ale właściwie tylko solo. Samotne tańczenie wydaje mi się najbardziej odprężające – nie trzeba martwić się krokami, nadążaniem za rytmem, tym żeby nie podeptać tanecznego partnera. Wystarczy po prostu włączyć ulubioną playlistę i zacząć się ruszyć – jak dla mnie, to numer jeden wśród małych ucieczek i naprawiaczy nastroju. Jeśli wasza ulubiona muzyka nie jest szczególnie energetyczna i ogólnie mówiąc – taneczna, może warto wrócić do playlisty z czasów młodości? Do jakichś nastoletnich hitów, które zawsze porywały nas z miejsca? Czasami warto też zasłonić rolety, żeby poczuć się naprawdę swobodnie – i wtedy jak to mówią “dance like nobody’s watching”

4. Podcasty i Youtube

Poznawanie i uczenie się nowych rzeczy podwyższa poziom entuzjazmu do życia, nawet kiedy dana rzecz jest dosyć skomplikowana i trudna. Pewnie też o tym już słyszeliście: podobno to właśnie odróżnia dzieci od dorosłych – dzieci ciągle wykazują ciekawość, dociekają “jak to się robi, jak, jak jak”, a dorośli często machają ręką i myślą “wszystko już wiem, niczego nowego nie potrzebuję”.  I ten drugi tok myślenia to pułapka, która powoduje spoooro pesymizmu i braku energii do dalszego funkcjonowania i niezbędnego rozwoju, by dostosować się do postępu świata. Słuchajmy ciekawostek o tym, czym się interesujemy, nauczmy się tego, o czym zawsze marzyliśmy – nie tylko po to, by wykorzystać czas, ale właśnie dlatego, że poznawanie nowych rzeczy odmładza nasz umysł. A sprawny umysł, to i często radośniejszy umysł 😉

5. Ustalmy sobie konkretny, wyznaczony czas, żeby słuchać podcastów i oglądać Youtube’a

Bo łatwo o tym myśleć, chcieć zacząć to robić, ale ostatecznie tego nie robić – bo po prostu nie ma kiedy. Nie tylko po to, by się intensywnie czegoś uczyć i chłonąć być może przydatne informacje / nową wiedzę. Również dlatego, że oglądanie podcastów i filmów na YT to namiastka kontaktu z ludźmi – zazwyczaj fajnymi, mądrymi ludźmi, których interesuje to, co nas. Te wszystkie rzeczy tworzą realne, żyjące osoby, które funkcjonują w tych samych czasach, co my. Możemy zarazić się od nich nowym spojrzeniem i poczuć się zrozumianymi i mniej samotnymi w swoich przekonaniach / pasjach / planach na przyszłość.

Jak sami widzicie, te rzeczy nie są wcale trudne do zrobienia – ale i tak są wyzwaniem, bo trzeba wygospodarować na nie czas. Czytałam niedawno badania psychologiczne, które wykazały, że bierne spędzanie czasu (oglądanie filmów i seriali / granie w gry itp.) wpływa niekorzystnie na optymizm i mentalne zdrowie, bo kiedy większość dnia spędzamy chłonąć coś pasywnie, wiele naszych potrzeb (stworzenia czegoś, zrobienia kroku do przodu w kierunku marzeń, przydania się komuś) nie zostaje spełnionych i odbija się to na naszej podświadomości.

Oczywiście nikt nie powinien surowo oceniać naszego czasu i tego jak decydujemy się go spędzić. Mamy prawo wykorzystywać go tak, jak chcemy (jeśli oczywiście nikomu to nie szkodzi). Nawet najbardziej produktywna osoba ma dni, kiedy siedzi na kanapie i nie posuwa do przodu absolutnie niczego, ignorując całą listę zadań – nie bądźmy więc wobec siebie krytyczni, nie pozwólmy by zalały nas wyrzuty sumienia. To bywa bardziej szkodliwe od dnia z niską produktywnością, bo po co się zadręczać, skoro to raczej nic nie zmieni?

Jeśli mamy gorszy dzień – to jest ok. Bardzo ok. Kolejne dni będą lepsze 🙂

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply