Motywacja i inspiracja, Przemyślenia, Życiowe

Praca z domu: jak jej nie znienawidzić?

Praca z domu to w większości nie żadna błoga laba, jak wydaje się tym, którzy nigdy tak nie pracowali. To przede wszystkim duże wyzwanie, bo nagle dom z miejsca odpoczynku, staje się też polem działania zawodowego – no i jak teraz oddzielić jedno od drugiego?

        Epidemia koronawirusa wielu z nas przymusiła do otwarcia swojego osobistego, domowego biura – no, nawet jeśli to tylko skrawek kanapy z rozłożonym laptopem. Wiem z autopsji, że wiele osób zawsze marzyło o pracy zdalnej i wyobrażało ją sobie jak pracę marzeń, ale kiedy nagle z dnia na dzień przyszło kompletnie zmienić swoje otoczenie i zasady pracy, sprawa przestała być tak fajna, jak by się mogło wydawać.

No bo umówmy się: potrzeba trochę czasu, żeby przyzwyczaić i przystosować się do każdej zmiany. A to niemała zmiana.

Postanowiłam o tym napisać, bo pracuję zdalnie już od dłuższego czasu – i sama wiem jakim niekomfortowym obrotem rzeczywistości byłoby dla mnie, gdyby ktoś z dnia na dzień, powiedzmy od jutra, kazał mi siedzieć 8 godzin w ciasnym biurze, pozbawioną wielu nawyków i swobód, które wypracowałam sobie w domu.

Gdybym nagle musiała siedzieć na niewygodnym fotelu, bez możliwości zrobienia tych wszystkich rzeczy, które zawsze robię podczas pracy – byłabym trochę sfrustrowana.

Taka nagła zmiana na pewno mocno zaburzyłaby moje poczucie wypracowanej już i dobrze sprawdzającej się rutyny –nie mogłabym robić co godzinę serii przysiadów, skakać podczas researchu, co dwie godziny przebiegać się po schodach w tę i z powrotem. To u mnie małe rzeczy, które sprawiają, że czuję się podczas pracy dobrze.

I zdaję sobie sprawę z tego, że to działa w dwie strony! Ludzie kochający pracę z biura, mający swoje rutyny związane z kolegami z pokoju, swój rytm każdego dnia, mogą poczuć się bardzo źle, będąc przymuszonymi do pracy ze swojego domu lub mieszkania – gdzie warunki są zupełnie inne.

. Praca z domu brzmi niekiedy obiecująco 

– i kiedy człowiek pracujący w biurze, słyszy o kimś “pracującym zdalnie” wyobraża sobie często popijanie kawy z ogromnego kubka i siedzenie w pidżamie przy rozłożonym na łóżku komputerze. Ale praca w pidżamie i powolne, flegmatyczne wywiązywanie się z zadań, nie jest tym, co robi większość ludzi pracujących z domu – nijak ma się do tego, co robią profesjonaliści, mający taki tryb pracy. Serio, (prawie) nikt z nich nie pracuje w pidżamie, bo to niestety udowodnione, że pidżama na naszym ciele obniża efektywność, no i często też pewność siebie.

Praca z domu może być bardzo wyczerpująca – i w wielu przypadkach bywa początkowo trudna do ogarnięcia i dobrego zorganizowania.  Jawi się wielu jako marzenie, ale z tego co teraz słyszę od znajomych – po spróbowaniu takiego trybu, duża część ludzi przyznaje, że praca w biurze jest jednak pod niektórymi względami łatwiejsza. Nie chcę dziś wchodzić w szczegóły wad i zalet – bo to obszerny temat, który z pewnością poruszę nieraz w osobnych wpisach.

Poniżej chciałam podzielić się moimi przemyśleniami i sposobami, które pozwalają uniknąć poczucia “flegmatycznej pracy”, no i pozwalają też polubić zdalną pracę, bo zaczyna ona mieć ręce i nogi, dzięki czemu zaczynamy dostrzegać swoją efektywność i plusy wygody, jaką ta forma pracy oferuje. Here we go.

1. Unikam kanapy

Mięciutkie poduszki, puchaty materac sofy albo pufa-worek mogą okazać się komfortowymi miejscami do kreatywnych czynności, takich jak jednoosobowa burza mózgów (a raczej burza: lewa półkula vs prawa), albo do pisania mniej poważnych maili, które bywają powtarzalne, ale żeby wprowadzić się w stan głębokiego skupienia, wykorzystać logiczne rozważania i odhaczyć jakieś poważne zadanie, potrzebujemy też poważnego stanowiska do pracy. Mówiąc “poważne” nie mam na myśli ogromnego, skórzanego fotela, dwumetrowego biurka i ściany z mapą świata za plecami. Wystarczy po prostu wygodne krzesło (i przyjazne naszym plecom i postawie – to najważniejsze!) i nawet małe biurko/stół. Oczywiście najlepiej, żeby było to takie stanowisko, którego nie wstydzilibyśmy się komuś pokazać np. podczas telekonferencji, bo wtedy poczujemy się po prostu bardziej profesjonalni, a to przekłada się często na efekty naszej pracy.

Biurko i pozycja siedząca lub stojąca (ja od miesiąca testuję stojącą, bo odezwał się problem z kręgosłupem) sprzyjają uwadze. Leżenie z laptopem przypomina nieraz czekanie aż zachce nam się spać albo coś wytrąci nas z koncentracji. Często zaczniemy ziewać albo myśleć o niebieskich migdałach – no bo łóżko i kanapa po prostu są zakodowane w naszej podświadomości jako miejsca relaksu i błogości, a nie produktywnej pracy i może lepiej tego nie zmieniajmy.

Jeśli siedzenie przy biurku wydaje wam się nudne i zbyt służbowe – i macie ochotę powiedzieć “nie po to pracuję zdalnie, żeby tkwić przy nudziarskim biurku”, warto dodać sobie tutaj czasoumilaczy takich jak np. ulubiona świeczka, nawilżacz powietrza, który pryska bryzą w waszą stronę, talerz z orzechami, dzbanek z wodą z owocami. Od razu poczujemy się bardziej “luksusowo” i niemalże tak, jakbyśmy pracowali z zadowoleniem z kawiarni (tylko w tle nie ma rozmów ludzi obok i nikt nie każe płacić nam 18 zł za kawę, win win).

2. Wstaję tak wcześnie, jakbym musiała dojechać do biura 

Chodząc do pracy na 9, musiałam wstawać o 6:50 (często i przed -.-), tyle, że wtedy i tak nie miałam na nic czasu, a całe te dwie godziny przed początkiem pracy były dosyć nerwowe i pełne pośpiechu. Przy pracy zdalnej, stres typu “czy zdążę na ten autobus” albo “czy zdążę wstąpić po drodze po pomarańczę” odpadają (thanks god), ale jednego jestem pewna – gdybym wstawała 5 minut przed tym jak mam w planach włączyć komputer, czułabym się i tak spięta i miałabym z tyłu głowy myśli, że nie zdążyłam zrobić tego, co powinnam (wyjść z psem, rozciągnąć się, zjeść dobre śniadanie, w spokoju wypić kawę i przeczytać choć 10 stron książki). Dlatego wolę i tak wstać wcześnie i dzięki temu zacząć pracę z przeświadczeniem, że ten poranek był wystarczająco długi by wszystko fajnie odhaczyć. To mi daje duży spokój!

No i w ciągu tego porannego czasu można naprawdę dużo zrobić (pranie, porządki, zakupy, trening, coś swojego) i wtedy łatwiej być strasznie wdzięcznym za możliwość pracy zdalnej – bo możemy wykorzystać czas, który normalnie spędzilibyśmy przeklinając na korki albo na długaśną trasę do biura i często byłby po prostu stracony.

Zazwyczaj pracując zdalnie łatwiej też o możliwość wcześniejszego rozpoczęcia pracy – np. o 7 czy 8. I wtedy możemy wcześniej skończyć i mieć więcej drugiej części dnia dla siebie – a przy pracy w odległym biurze wiązałoby się to z większymi komplikacjami.

jak polubić pracę zdalną

3. Staram się nie być dla siebie wrogim i zbyt wymagającym kompanem

Chyba nikt z nas nie wytrzymałby w pokoju z koleżanką, która non stop mówi nam “mogłaś zrobić to szybciej. Powinnaś już mieć zrobione więcej. Nie wolno ci wyjść na przerwę, zanim nie skończysz tego i tego” – dlaczego więc czasami sami tacy dla siebie jesteśmy? Przerwy w pracy w biurze są całkowicie naturalne i wszystkim wydają się codziennością – ale przecież w domu też przysługują! Trudno oczekiwać od siebie stukania w klawiaturę i patrzenia prosto w ekran przez bite 8 godzin. Najlepiej pracuje się kiedy możemy odchodzić od laptopa, przejść się na krótki spacer (choćby i 5-10 minut), posłuchać ulubionej muzyki, przez moment potańczyć. Ciało nie jest przystosowane do spędzania długich odcinków czasu w jednej, sztywnej pozycji, bardzo się wtedy męczy i napina. Nie róbmy mu tego (moje zawsze się przed tym buntuje i mocno boli, kiedy zapominam o tym ruchu).

4. Lubię mierzyć swoją produktywność i czas spędzany nad danymi zadaniami

Podczas pracy z domu mamy często trochę więcej elastyczności, niż podczas pracy w biurze. Możemy rozplanować swoje zadania na dany dzień w zgodzie z tym o jakiej porze mamy najwięcej energii/koncentracji i dopasować obowiązki  o różnym charakterze do swoich osobistych preferencji (np. rano zacząć od odpisywania na maile, później przeznaczyć godzinę na telefony itd.). Często możemy sami ułożyć swój plan działania i się go trzymać (jeśli działa). Pod koniec dnia dla klienta albo pracodawcy i tak najważniejsze jest to, że zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić – nie dociekają jaka była nasza strategia albo dokładny plan dnia, szczególnie kiedy wszystko jest fajnie zrobione. Ale w tym też często kryje się pułapka – złudzenie dużej ilości czasu! Dlatego warto zaobserwować o jakiej porze różne czynności wychodzą nam najlepiej i choć trochę kontrolować swoją produktywność / czas poświęcany na dane zadania, żeby nie pracować znacznie za długo (pracując z domu łatwo się na tym złapać, serio).

 

Z tych najbardziej uniwersalnych porad, które z tego co zaobserwowałam – sprawdzają się niemalże u każdego, to już chyba wszystko na dziś 😉 Jeśli musieliście nagle odnaleźć się w rzeczywistości home-office, nie zadręczajcie się tym, że jesteście mniej efektywni lub, że macie momentami dość – przystosowanie się do nowych warunków trochę trwa, nie można wymagać od siebie natychmiastowego dopasowania do nowości. Cierpliwość bardzo pomaga, nie krytykujmy sami siebie! Praca zdalna potrafi zaoszczędzić mnóstwo czasu i bywa niesamowicie sprzyjająca – niedługo bardziej rozpiszę się o tym dlaczego jestem tego pewna!

jak pracować zdalnie

Jestem ciekawa jak wasze obserwacje i odczucia odnośnie pracy w domu. Pozytywne czy jednak negatywne? Chętnie poczytam, jak zawsze!

Ściskam i trzymajcie się 🙂

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply