
Piękne paznokcie i HCV w prezencie – Czym można zarazić się u kosmetyczki?
Autoklaw jest bardzo drogi, może wystarczy tonik?
W szpitalach, przy wielu pacjentach i najróżniejszych zakażeniach oraz chorobach, do wyjaławiania sprzętu prawo nakazuje używania autoklawu. Teoretycznie, autoklaw powinien znajdować się również w każdym gabinecie stomatologicznym, kosmetycznym oraz oczywiście, obowiązkowo w studiach tatuażu. To zapewniające higienę urządzenie, które dzięki bardzo wysokiemu ciśnieniu, usuwa wszelkie chorobotwórcze drobnoustroje, wirusy, bakterie oraz grzyby. Owe profesjonalne i zapewniające bezpieczeństwo akcesorium ma właściwie tylko jedną wadę. Pewnie się domyślacie. Cenę. Duże placówki mogą i muszą sobie na nią pozwolić, jednak mniejsze… Spójrzmy prawdzie w oczy – która osiedlowa kosmetyczka mogłaby szarpnąć się na wydatek bliski 4 000 złotych, od tak? No hej, przecież to prawie połowa urządzenia do laseroterapii! A na nim można zarobić krocie!
Moją klientką była przepiękna luksusowa prostytutka!
Jak większość z nas (czy się do tego głośno przyznajecie, czy też nie 😀 ) czuję przyrost pewności siebie, kiedy wiem, że moje paznokcie nie są poobgryzane i pomalowane domowymi metodami, na szybko, byle jak. Wiem, że wiele dziewczyn potrafi zrobić sobie efektowny manicure samodzielnie, w zaciszu swoich czterech kątów, ja niestety mam do tego dwie lewe ręce. Uważam, że warto sprawić sobie przyjemność i dać się wyręczyć. Tym bardziej, że to nie są zwalające z kolan koszty. Podczas swojej przygody z dbaniem o wizerunek dłoni, odwiedziłam łącznie 6 kosmetyczek.
Pierwsza nie miała zielonego pojęcia o wirusach i bakteriach, więc się nie przejmowała. Błoga niewiedza pozwala spać spokojniej 😉 Niestety, miałam wówczas naście lat i również byłam nieuświadomiona, przez co trochę naiwna. Wykreślcie “trochę” i wstawcie “bardzo”… Dziewczyna średnio lubiła to, co robi, ale nie widziała siebie w żadnej innej pracy. Chodziłam do niej, bo:
- nie przyjmowała w profesjonalnym gabinecie, a u siebie w mieszkaniu, przez co panował u niej swojski i domowy klimat
- poleciła mi ją przyjaciółka i zazwyczaj wspólnie umawiałyśmy się na wizyty
- nie miałam do niej daleko, 30 minut autobusem
- mogłyśmy porozmawiać z nią dosłownie o wszystkim i była wyjątkowo rozmowna – po kilku spotkaniach otwarcie opowiadała o swoim życiu erotycznym
Otwartość otwartością, ale łatwo wysnuć domysły, że ktoś, kto nieustannie narzeka na swoje “niskie zarobki”, nie będzie inwestował w środki odkażające ani tym bardziej autoklaw. Dwie sytuacje, które powinny obudzić moją czujność? Owa kosmetyczka, nazwijmy ją Dominiką, miała skłonność do mówienia o swoich pozostałych klientkach. O ich prywatnym życiu, facetach, codzienności. Często z przekąsem. Raz wyznała, że jedna z jej klientek jest prostytutką. Ale nie taką zwykłą, bo to towar z wyższej półki – zadbana, piękna,stawki ma baaardzo wysokie, a więc jest luksusową prostytutką. Z nutką zazdrości w głosie streszczała mi jej wyznania, a słuchając jej odnosiłam wrażenie, że puenta jej opowieści jest jasna “taka łatwa i przyjemna praca, a takie pieniądze!”
Głupia ja, nie wpadłam od razu na pomysł, że powinnam jak najszybciej uciekać. Prostytutka to niemalże gwarancja bakterii, wirusów i bóg wie czego. Chcielibyście być obsługiwani tą samą frezarką, na której został jej naskórek?
Wiem, że nie, ale prawdopodobnie jesteście.
Nigdy nie masz pewności.
Nie każda kosmetyczka jest taka szczera jak Dominika – i nie każda prostytutka jawnie wyznaje swoją profesję. Stąd potrzeba dezynfekcji i jednorazowych narzędzi – nie wiecie kim była poprzednia klientka, z kim sypia i jakich wirusów jest nosicielką. Pomyślicie – okej, okej, ale ja chodzę do ekskluzywnego salonu, więc co z tego, że nie ma autoklawu – tutaj przychodzą wyłącznie poważne kobiety, które stać na luksusowe traktowanie i są zdrowe. Niestety – to nie takie proste. Nie da się na oko ocenić czyjegoś zdrowia. Pozory mylą.
Nawet jeśli poprzednia klientka, z którą mijacie się w drzwiach, jest bardzo ułożona i spokojna, wciąż może być nosicielką wirusów HCV, HBV, HIV, świerzbu lub gronkowca złocistego. Wasze zaufanie do kosmetyczki niczego tutaj nie zmieni. Przecież ona nie jest gastrologiem, lekarzem chorób wewnętrznych ani nawet dermatologiem, więc na jakiej podstawie może ręczyć za osoby, które się do niej umawiają?
Leci krew? Nie przesadzaj, malutkie zadrapanie!
Przy którejś wizycie z kolei, Dominika bardzo mocno naruszyła skórę mojego wskazującego palca. Poleciała krew. Zapiekło i zabolało. Nie piszę tego po to, żeby się żalić – no hej, mam bardzo wysoki próg bólu i nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie to, że rana to pole popisu dla wszelkich drobnoustrojów. Otwieramy im wtedy furtkę, a one mogą radośnie wbiegać i nam szkodzić. Poprosiłam grzecznie Dominikę o przetarcie powstałej ranki wodą utlenioną lub spirytusem salicylowym (to najtańsze środki do dezynfekcji, 1,5 zł za buteleczkę), a ona zaczęła narzekać “boże, przesadzasz, takie tam zadrapanie, do wesela się zagoi!” Tłumaczę, że nie w tym rzecz, zapomnę o tym udrapnięciu, ale mam obniżoną odporność i wolałabym odkazić miejsce urazu, tak dla wewnętrznego spokoju. Reakcja? “Przemyję pod koniec, bo teraz nie będę szukać wody utlenionej”.
Zagryzłam zęby, bo nie chciałam być niegrzeczna. A byłam stanowczo za grzeczna. Później co kilka sekund trącała rankę pilniczkiem, tym samym, którego używała przy setkach innych klientek. Z ogromem ich martwego naskórka i mnożącymi się bakteriami i wirusami, bo martwy naskórek niemalże zawsze je zawiera.
Więcej do niej nie poszłam. Odnalazłam inną. Odszukałam ją na Instagramie, miała przepiękne zdjęcia dłoni klientek i wydawała się wyjątkowo miła.
Brak dezynfekcji to wstyd i hańba! Ale… ja też tak robię.
Poszłam z wysokimi nadziejami i postanowieniem: w drzwiach, już w progu powiem, że proszę o jednorazowy pilniczek i dezynfekcję frezarki. Powiedziałam. Owa kosmetyczka była nieco starsza, w okolicach 35 lat, na pierwszy rzut oka – bardzo staranna i dbająca o klientkę.
Zbulwersowała się “jak to pani poprzednia kosmetyczka nie odkażała słupka do usuwania skórek ani frezarki?! To się nie mieści w głowie! Przecież to kompletny brak higieny!”
To uśpiło moją czujność. Taka zniesmaczona, to na pewno obeznana z tematem. Zaręczała, że przed przyjściem każdej klientki starannie wszystko odkaża. Nie ma autoklawu, ale środek o bardzo dużej mocy.
Za pierwszym razem tuż po mnie przyszła kolejna dziewczyna – usiadła już na fotelu, a ja szukałam gotówki, bo zorientowałam się, że prawdopodobnie wzięłam tylko kartę. Była już obsługiwana, bo szukanie środków chwilę mi zajęło (za duża torebka i dwa portfele!), a frezarka, ani pilniczek… Nie zostały w żaden sposób odkażone. ŻADEN.
Za drugim razem przyszłam przed czasem. Chwilę siedziałam i czekałam. Po poprzedniej klientce frezarka ani pilniczek NIE zostały zdezynfekowane. Zwróciłam kosmetyczce uwagę. Powiedziała “ojej, zapomniałam!”. Chyba nie wierzę w tak zaawansowaną sklerozę 😉 Kolejna dziewczyna poszła w moje ślady i też przyszła przed czasem. Miała podejrzane zmiany skórne. Więcej do owej kosmetyczki nie poszłam, bo nie ufam jej “mocnym środkom” w opakowaniu po toniku.
Przesadzasz, przecież to tylko nieinwazyjny zabieg!
Ryzyko jest za duże. Prawdopodobieństwo zadrapania i uszkodzenia wierzchniej warstwy skóry? Niemalże stuprocentowe. Nie dajcie sobie wmówić, że usługi salonów kosmetycznych to nieinwazyjne zabiegi, niewymagające dezynfekcji. Wszystko, co ma kontakt z naszą lekko uszkodzoną skórą, może bezproblemowo przeniknąć do głębszych warstw i do krwi. Jeśli chodzisz do kosmetyczki jesteś w grupie wysokiego ryzyka zakażeniem:
- wirusem HIV
- wirusem zapalenia wątroby HBV
- wirusem HCV
- gronkowcem złocistym (nie ma żadnych oficjalnych statystyk, ale to jeden z największych zmór rynku kosmetologii)
- świerzbem
Wystarczy niewinna wizyta i kontakt podrażnionego naskórka z niesterylnymi narzędziami. Zadbaj nie tylko o swój wygląd, ale bezpieczeństwo i wybieraj salony z autoklawem – droższe, owszem, ale co z tego, że zaoszczędzisz kilkadziesiąt złotych, jeśli na leczenie wydasz kilka tysięcy? 😉
Ja aktualnie chodzę do kosmetyczki, która choć autoklawu nie ma, obsługuje mnie wyłącznie moim sterylnym pilniczkiem. Poprosiłam ją o nieużywanie frezarki i nieusuwanie skórek. To też dobry sposób na uniknięcie ryzyka. Dziewczyny, uważajcie na siebie!
Leave a Reply