Istnieją ludzie, których szafa pęka w szwach, żadna z szuflad się nie domyka, a rano można usłyszeć spod ich nosów ciche przekleństwa zakończone westchnieniem “znowu nie mam się w co ubrać”. Istnieją też tacy, którzy mają wyjątkowo małą garderobę, a zawsze wyglądają tak, że równie dobrze mogliby skoczyć po pracy na casting do nowego filmu Allena albo rozmowę o wymarzoną pracę na bardzo wysokim stanowisku. Po latach należenia raczej do tej pierwszej grupy, zorientowałam się, że ilość posiadanych ubrań nie gra żadnej kluczowej roli. Często nawet utrudnia proces kompletowania wygodnej i eleganckiej stylizacji. Można mieć tysiące kiepskiej jakości ciuchów, nienadających się do końca na żadną okazję lub skromną selekcję takich, które świetnie komponują się ze wszystkim i uratują nas z każdej modowej opresji.
Sporo czytałam ostatnio o tak zwanej garderobie kapsułowej – czyli minimalistycznym rozwiązaniu, by zawsze mieć się w co ubrać. Książka Emilie Albertini i Anne Humbert “Bądź chic – tajemnice kobiecej garderoby” też wpadła mi w ręce mniej więcej w tym samym czasie – i jeśli znacie moją miłość do poradników, wiecie, że choć je uwielbiam, podchodzę do nich dosyć krytycznie. Bo poradnik w dzisiejszych czasach może wydać niemalże każdy, nawet ktoś, kto wcale nie jest ekspertem ani autorytetem w danym temacie, więc trzeba mieć się na baczność, żeby nie zainwestować czasu i pieniędzy w zbiór porad, które albo już dobrze znamy, albo które wcale się nie sprawdzą.
Modowe poradniki są trudnym polem bitwy, bo ilu autorów, tyle gustów. Nieraz próbując wygooglować w sieci wizerunek autorek, łapałam się za głowę, zastanawiając się, jak ktoś kto zestawia panterkę z krzykliwymi neonami, może publikować książkę o tym, jak reprezentować francuski szyk. Dlatego na półkach mojej biblioteczki, modowych poradników jest jak na lekarstwo – figuruje tam tylko Kasia Tusk i Pernille Teisbaek. Nie widzę sensu podążania za poradami stylistek, których styl po prostu mi nie odpowiada. Książka “bądź chic!” zaintrygowała mnie swoją szatą graficzną i słowami, które ją rozpoczynają:
“Podążanie za trendami niesie za sobą spore ryzyko: po pierwsze, traktując je bezkrytycznie, możesz czasami wywołać komiczne wrażenie, a po drugie, musisz stawić czoło konkurencji, która nie śpi. Zawsze znajdzie się jakaś dziewczyna lepiej zorientowana w odpowiedniej długości nogawki, która przy pierwszej okazji zwróci ci uwagę, że twoje czółenkami z paskiem pochodzą z kolekcji sprzed trzech lat.
Chcąc się wyróżnić, można nosić krzykliwe drukowane tkaniny, łączyć je z ubraniami w paski z dużym logo, wkładać czerwone rurki i malować paznokcie na mandarynkowo. Ale któregoś dnia zdajemy sobie sprawę, że własny styl opiera się na prostocie i to właśnie w tym momencie, inni pogratulują nam wyglądu. Koniec czyszczenia karty na byle jaką bluzę z nadrukiem, lepiej zachować swój PIN na dobrze skrojoną sukienkę albo marynarkę ze szlachetnej tkaniny. Nadszedł czas, aby skupić się na rzeczach niewychodzących z mody, nauczyć się je dobrze dobierać i dbać o nie tak, żeby stały się naszą drugą skórą”.
Leave a Reply