Może nie bez powodu amerykanie mówią “easy like sunday morning”. Niedzielny poranek ma w sobie coś, czego brakuje wszystkim pozostałym porankom – leniwą beztroskę i brak pośpiechu, który tak bardzo doskwiera w ciągu tygodnia. Właściwie wszystko, co wcześniej nagliło, może poczekać… Do poniedziałku. Bo choć jego zarys majaczy już nieśmiało na horyzoncie, wciąż jest odległy i myśli o nim można zepchnąć na sam tył umysłu. W niedzielę mało kto odczytuje maile, telefony milczą, a czas płynie trochę wolniej – damn, i nie da się ukryć – znacznie przyjemniej. W jedną z minionych niedziel, jako potwierdzenie tej małej teorii, że to najlepszy dzień spośród wszystkich siedmiu, zrealizowałyśmy z Julką (Juliette in Wonderland) wyjątkowo spokojną sesję – istnieje slow fashion, slow food, więc postanowiłyśmy dołożyć do tych pojęć i slow photography.
Every photoshoot should look like that
Podjadałyśmy słodkie śniadanie (mojego nie widać na zdjęciach, więc się przyznam: zgrzeszyłam bezlutenową tartą borówkową, ale ciii!), popijałyśmy herbatę, rozmawiałyśmy, a zdjęcia powstawały w międzyczasie. Dzięki temu uzyskałyśmy zamierzony efekt – aurę nieco sennego poranka z rozmarzonym uśmiechem i pozostałościami snów z minionej nocy w oczach. Julka ma na sobie jesienną stylizację, bo bohaterem głównym tego editorialu jest gruby sweter Ilpiu. Idealny na chłodniejsze poranki – nie tylko te niedzielne. Choć najlepiej rozgrzewa sencha z cytryną, wiadomo! Za udostępnienie miejsca do sesji i pyszne kalorie dziękujemy kawiarni Wypiekarnia Kawa & Wypieki przy ulicy Kościelnej 17. A teraz pora na śniadanie dla oczu… Czyli zdjęcia!
Leave a Reply