
Spacer po Jeżycach z Juliette in wonderland
Grunwald nosi w kieszeni album ze wspomnieniami
Urodziłam się na Śródce, ale dorastałam na Grunwaldzie. To właśnie tam rozbijałam sobie kolana podczas za szybkich rowerowych wyścigów, chodziłam z siatką na sznurku, w ramach marzeń o posiadaniu psa, którego mogłabym w podobny sposób wyprowadzać na spacery i wisiałam z koleżankami na osiedlowym trzepaku. No, może to ostatnie wspomnienie jest trochę naciągane, bo zawsze bałam się o głowę i nie odwracałam swojego świata do góry nogami. Przynajmniej nie w ten sposób. Co zabawne, jako mała dziewczynka przeczytałam gdzieś wywiad z Anią Muchą – pewnie podkradłam mamie Glamour – w którym wyznała, że jej zdaniem, najseksowniejszą częścią kobiecego ciała jest mózg. Od tego czasu postanowiłam, że będę dbała o swoją czaszkę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nie trzeba wcale się w nią uderzyć, żeby dostać na głowę – no wiecie, to było przed początkami przygody z fotografią i internetem 😀
Dzisiaj uwielbiam Grunwald za lasek Marceliński, który jest dla mnie niemalże jednym źródłem zdrowszego tlenu – nie wiem co zrobię, jeśli go kiedyś wytną (tfu, tfu!) – zawsze planowałam wykorzystać drukarkę do produkcji pieniędzy (termin realizacji: emerytura, bo na razie boję się krat i przysłowiowych sucharów – jeśli już, to tylko z żurawiną!), ale jeśli taka sytuacja kiedyś nastąpi, wydrukuję na niej 100000000000000 petycji. Latem objeżdżanie lasu rowerem, a jesienią i zimą długie spacery. To jedna z głównych składowych wieczornego szczęścia.
Jeżyce – czy tam mieszkają jeże?
Jeżyce to od niedawna raj dla takich żarłoków jak ja. Można tutaj odnaleźć każdą kuchnię – tajską, indyjską, wegańską, nowerską, włoską… I jedno jest pewne – na pytanie dokąd nocą tupta jeż, istnieje tylko jedna prawidłowa odpowiedź – na Jeżyce! Na pewno do którejś z tutejszych knajpek. (Możecie się nie śmiać, ale ja zawsze unoszę na chwilę kąciki ust, kiedy to mówię, bo to mój inside joke ze znajomym, który zwiedzanie Poznania rozpoczął właśnie od Jeżyc – nazwa tego osiedla tak mu się skojarzyła i pytał mnie, czy wywodzi się od samic jeża).
A skoro już jesteśmy myślami na Jeżycach… Na chwilę się tutaj zatrzymajmy – rzućcie okiem na kadry, które stworzyłam razem z Julką z bloga Julietteinwonderland. Spacer po jeżyckich rejonach był dobrym pretekstem do kolejnej sesji. Za to w przyszłym tygodniu będziemy tworzyć editorial na Łazarzu. Czyli powrócimy na moment do początku tego wpisu 😉 Oby magia pozwoliła się złapać!
Leave a Reply