
Przegląd sierpniowego Beglossy: Flamingo Beach
W tym miesiącu szata graficzna miło mnie zaskoczyła – choć nie przepadam za różem, muszę przyznać, że ten odcień mnie nie drażni. Nie jestem do końca przekonana, czy zdjęcia to oddają, ale jest dosyć stonowany i bardzo… pozytywny. Taki optymistyczny ton 😉 Także już na wstępie: plus do dzienniczka za przyjemność dla oka. Pudełko można później wykorzystać jako gadżet pomagający w przechowywaniu czegoś zupełnie innego.
A zawartość? Najlepiej będzie, jeśli sami zajrzycie do środka.
Koncentrat Aube
Bohaterów sierpniowego pudełka zacznę Wam przedstawiać zaczynając od mojego ulubieńca. Co prawda nie zamieszkuje już w mojej kosmetyczce, bo oddałam go mamie – stwierdziłam, że jej bardziej się przyda – co nie zmienia faktu, że opis działania i elegancka buteleczka zdążyły mnie urzec. Odżywczy koncentrat AUBE to według producenta źródło kolagenu i ceramidów. Pomimo niewielkich rozmiarów i pojemności 15 mililitrów, jest podobno całkiem wydajny. Pewnie to w dużej mierze zasługa tego, że wystarczy kilka pojedynczych kropel dodanych do wieczornej pielęgnacji. Nakłada się je pipetą, która znajduje się wewnątrz buteleczki. Cena sklepowa na oficjalnej stronie producenta wynosi 189 zł 😮
Nivea-Fresh Revive
Latem i wiosną łapię się na tym, że zdecydowanie wolę myć częściej włosy, niż wysuszać je suchymi szamponami. Pewnie – zimą i jesienią to ratunek dla zatok, bo chodzenie spać w wilgotnych włosach lub wybieganie o świcie z mokrą czupryną, nie kończy się zazwyczaj dobrze. Właśnie dlatego po specyfiki mające przedłużyć świeżość włosów sięgam głównie dopiero wtedy, gdy temperatura za oknem znacząco spada. Nie zrozumcie mnie źle, bo to nie tak, że jestem wyjątkowo wybredną konsumentką – ale nie trafiłam jeszcze suchego szamponu, z którego byłabym w stu procentach zadowolona. Właściwie zawsze pojawia się jeden z dwóch problemów – albo za bardzo wysusza skórę głowy, albo sprawia, że włosy są nieprzyjemne w dotyku, sztywne i bardzo matowe.
Tak więc do suchego szamponu Nivei podeszłam ze sporą dozą nadziei – tym bardziej, że to produkt dedykowany blondynkom. Na razie jestem po pierwszym użyciu i jestem dosyć miło zaskoczona – oczywiście włosy są bardziej matowe, ale myślę, że tego efektu nie da się ominąć. Natomiast efekt odświeżenia jest natychmiastowy i naprawdę mocny – także można raz na jakiś czas dłużej pospać 😉
MIYO – Melon Kiss Lip Balm
Uwielbiam czerwień na ustach – niezależnie od pory roku, zawsze będzie dla mnie najbardziej zmysłową i kobiecą opcją. Podziwiam ją szczególnie na cudzej twarzy – na swojej oczywiście również ją lubię, ale zamiast nosić ją długimi godzinami na zewnątrz, od razu ląduje wewnątrz – za szybko ją zjadam! Niestety nie mam pojęcia od czego to zależy, bo testowałam już pomadki z najróżniejszych półek – tańszych, droższych, sieciówkowych i bardziej markowych, ale każda wytrzymuje na moich wargach maksymalnie 1,5 godziny. Kiedy wychodzę z domu na dłużej i wiem, że nie będę miała możliwości naniesienia poprawek, rezygnuję z mocnego koloru. Tym bardziej, że czasami brzydko schodzi, a tego wolę uniknąć. Naprawdę nie wiem co jest z moimi ustami nie tak – niedawno koleżanka poleciła mi pomadkę, która u niej zachowuje się świetnie. Sama jestem świadkiem – potrafi utrzymać się niemalże cały wieczór. Kupiłam, nałożyłam, wyszłam na spotkanie. Po 2 godzinach poszłam do łazienki – absolutnie nie po to, żeby monitorować stan ust – a w lustrze przywitały mnie resztki obrysu i całkowita pustka w miejscu, które było wypełnione soczystą czerwienią.
Dlatego często rezygnuję z szaleństwa i stawiam na pomadki nawilżające. Najbardziej lubię te naturalne i niebarwiące (skoro już rezygnuję z koloru…), ale pomadka dołączona do sierpniowego Beglossy pachnie kusząco. Jej pigment jest bardzo, bardzo delikatny, więc różowy odcień nie powinien sprawić, że się nie polubimy 😉
Element – krem do rąk i paznokci
Podobno to po dłoniach można najłatwiej rozpoznać wiek kobiety – twarz często wprowadza w błąd, bo jej najważniejszy element – oczy – nigdy się nie starzeją. Cóż, może to wystarczający powód, aby sięgnąć po dość niecodzienny składnik do pielęgnacji rąk i paznokci? Krem Element zawiera w swoim składzie filtrat śluzu ślimaka. Nie brzmi apetycznie, ani zachęcająco, ale podobno skutecznie likwiduje oznaki upływu lat. Kiedyś, kiedy nie chciałam używać zimą kremu do rąk, bo denerwowała mnie niemoc wynikająca z długiego czekania aż lepka maź się wchłonie, usłyszałam “dużo piszesz, więc musisz nawilżać narzędzie pracy”. Well. Tubka kremu Element ma aż 100 mililitrów.
Krem do skóry wrażliwej Bariesun SPF50+
W pudełku znajduje się miniatura 3ml. I w tych 3 mililitrach widzę największą wadę owego żółtego specyfiku. 3ml? Bardzo niewiele, starczyło na tylko jedną aplikację, a to czasami za mało, aby ocenić czy skóra lubi skład kremu. Niemniej jednak zawsze przyklaskuję wysokim filtrom, szczególnie wtedy gdy są zanurzone w bazie, która jest przyjazna wrażliwej skórze.
Ostatnio dostałam kilka wiadomości prywatnych z pytaniem o cenę pudełka Beglossy – więc już wyjaśniam 😀 W zależności od tego, na ilu miesięczną subskrypcję się zdecydujecie, cena pojedyńczego boxa będzie się różnić. Generalnie waha się w przedziale 39-49. Czy to dużo? Koszt zawartości pudełka, według ulotki do niego dołączonej, to teoretycznie 239 zł, więc naprawdę można sporo zaoszczędzić. Oczywiście od razu nasuwa się pytanie – czy gdyby nie Beglossy, też kupiłabym te produkty? Być może nie, ale testując coś nowego, mamy szansę trafić na rzeczy, z którymi nasza skóra naprawdę się polubi. Mam nadzieję, że sporo z tych z tego miesiąca okaże się właśnie takimi długodystansowymi sprzymierzeńcami!
Testowałyście kiedyś pudełka subskrypcyjne? Jak podoba się wam zawartość różowego BeGlossy? Co bardziej skradło wasze serca – flamingi czy krem ze śluzem ślimaka? Pół żartem, pół serio oczywiście – bo myślę, że znam odpowiedź!
Leave a Reply