Wywiady

Pasja zmienia życie: Szymon

Choć przypuszczam, że wszyscy jesteście już sporo lat po maturze, mam dla was zagadkę, która przypomina nieco te rodem z maturalnego arkusza. Jak połączyć do wspólnego mianownika następujące słowa: motoryzacja, rozwój osobisty, apetyt na życie i pasja do biegania? Nie pytajcie wujka Google i nie zaglądajcie do nieistniejącego klucza. Odpowiedzią jest gość mojej dzisiejszej rozmowy.

Meet Szymon

Jak opisałbyś siebie w 6 słowach?

Kreatywność, ostatnio też poszukiwanie…

Poszukiwanie szczęścia, miłości, sensu życia?

Swojej drogi. Poszukiwanie ścieżki, którą chciałbym iść w życiu – na różnych obszarach. Na obszarze zawodowym i hobbistycznym. W tej chwili robię to, co robię, ale czuję, że gdzieś czeka na mnie coś, co dostarczy mi więcej szczęścia. Jestem teraz na etapie zmian. Na pewno pasuje do mnie też słowo sport, bo właściwie od zawsze był obecny w moim życiu. I nie, zupełnie nie ten sport na poziomie – siadamy na kanapie z pilotem w ręce i oglądamy mecz w telewizji. Ostatnio był mudial i pewnie, że go oglądałem, ale to nie ten wymiar sportu. Zdecydowanie wolę go uprawiać niż oglądać. Pływanie, żeglarstwo, rower, bieganie.

I w czym najbardziej się do tej pory odnalazłeś?

Są sporty, które mogę uprawiać na co dzień. Na przykład po ciężkim dniu pracy idę biegać do lasu – brzmi to pewnie modnie i banalnie, ale kiedy wychodzę o tej 21 do Parku Sołackiego, albo nad Strzeszynek, to głowa nagle zaczyna odpoczywać. Przestaję myśleć o obowiązkach, resetuję umysł, a zmęczenie fizyczne temu pomaga. Z jednej strony ta zielona oaza sprzyja. Z drugiej, zmęczenie fizyczne likwiduje zmęczenie psychiczne. Fantastyczne uczucie. Jedynie zimą wybieram basen zamiast biegu, bo walka z wiatrem i temperaturą odebrałaby radość z biegania.

Mamy już cztery słowa.

Dołożyłbym do nich motoryzację, która też od zawsze mi towarzyszyła. Ostatnio zrobiłem prawo jazdy na motocykl. Chcę wejść na nowy obszar. Jeśli chodzi o samochody, to często bywa tak, że kiedy rozmawia się z chłopakami, pada pytanie “a ile to ma koni?”. Określanie motoryzacji miarą ilości koni jest dosyć powierzchowne. Jest tyle fajnych niuansów motoryzacji i jest tyle ciekawostek – od skomplikowanych parametrów technicznych, aż po wygląd. Auta mają swoje różne przeznaczenia. Istnieją małe, kobiece samochodziki – którymi czasami też się zachwycam, bo na przykład Fiat 500 jest dla mnie piękną formą i cukierkiem w postaci samochodu. Nawiązaniem do tradycji i do historii Włoch. Jest taki pico bello. Jeśli powiążesz motoryzację z marketingiem i zobaczysz w jakim kierunku ona idzie – co się sprzedaje, a co nie, jak marki próbują się kreować. Nie jest istotne tylko to, że ktoś coś wymyślił – później jeszcze długa droga do sprzedaży. W motoryzacji staramy się skupić na emocjach.

Pięć słów. 

Rodzina – jest dla mnie mega ważna. Ostatnio obserwuję takie zjawisko: ludzie, którzy wyjeżdżają z rodzinnych miejscowości do dużych aglomeracji, na przykład do Poznania, mają do wyboru: odcięcie się od tej rodziny i brak rozwoju, takie potoczne “stoczenie się”, albo właśnie wręcz odwrotnie: intensywną karierę, sukces, nastawienie na rozwój. Kiedy masz rodzinę na miejscu, masz zawsze możliwość rozmowy z bliskimi, albo wskoczenia na wspólny posiłek – tak jak choćby ja dzisiaj, na niedzielny obiad. Ludzie, którzy tak nie mają, żyją w systemie “praca, szkolenia, praca”i tęsknią, albo jednak nie czują tej potrzeby bliskości z bliskimi krewnymi.

Szóste?

Poznań i Wielkopolska. Chociaż swoją drogą mam znajomą, która choć jest stąd, fascynuje się wschodnią częścią kraju.  Sam byłem kilka razy w tych rejonach i muszę przyznać, że mieszkają tam bardzo pogodni ludzie, niezwykle otwarci na innych. Jeden ze współlokatorów, z którymi mieszkałem w przeszłości pochodził spod Lublina – wyjątkowo otwarta dusza, podzieliłby się z Tobą swoją ostatnią bułką. Z sercem na dłoni, które dało się od razu wyczuć. Jeśli potrzebujesz takich ludzi – tam da się ich odnaleźć. Ale odbiegając od tej dygresji – jestem zafascynowany moim miastem, Poznaniem i Wielkopolską. Nasza historia w dużej mierze wynika z tego jak długo byliśmy pod zaborem pruskim. Mamy mnóstwo powiązań z Niemcami. Nawet Wrocław jest nieco podobny do Poznania. Jedziesz do Szczecina lub Gdańska – i myślisz sobie to samo “fajne miejsce, ale nieco podobne do Poznania”. Sięgnijmy dalej: jedziesz do Berlina i mówisz: zupełnie inne miasto, bo to jednak inna kultura, bogactwo różnorodności, ale mimo wszystko wyczuwasz nutkę podobieństwa. A Warszawa i Łódź? Totalnie coś innego. Inaczej poukładana przestrzeń.

A gdybyś musiał wybrać jedno miasto, do którego musiałbyś się przeprowadzić – na które z nich by padło?

Jeśli miałby zadecydować sentyment i emocje, wybrałbym Gdańsk. Gdyby chodziło o karierę, to pewnie padłoby na Warszawę. Widzę siebie w Warszawie, ale tylko na krótki czas – na przykład na dwa lata.

A gdybyś musiał przeprowadzić się do innego kraju? Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś na rozmowie kwalifikacyjnej i Twój rekruter mówi, że masz wybrać oddział firmy w którym będziesz pracował. Nie możesz wybrać Polski. Jakie miejsce by Cię skusiło?

Na pewno dobrze czułbym się w Niemczech – choć to asekuracyjny wybór. Pasuje mi ich porządek. Jednak gdybym miał zaszaleć sercem… Hmm. Nigdy nie pociągały mnie na przykład Stany Zjednoczone – wiem, że wytworzył się taki trend “woo, jedźmy do Stanów!”, ale te rejony nigdy mnie nie kręciły. Włochy natomiast są fajne turystycznie, natomiast mam wrażenie, że włoska rozlazłość do mnie nie przemawia i bym się z nimi nie dogadał. Czasami chodzą mi po głowie kraje skandynawskie i zastanawiam się jak będzie wyglądało zderzenie mojego wyobrażenia o skandynawskim życiu z ich prawdziwą rzeczywistością. Chciałbym zwiedzić Norwegię. Ale czy chciałbym tam zamieszkać? Chyba nie, chyba trochę za chłodno. Ale już wiem! Francja! To taki kompromis (śmiech). O tak, załóżmy, że mógłbym zamieszkać we Francji.

Gdzie można Cię spotkać w poniedziałkowy poranek?

Najpierw w łazience pod prysznicem, następnie przy śniadaniu, a następnie w samochodzie, w drodze do Suchego Lasu.

A w piątkowy wieczór?

Bardzo kontrastowo – choć na pewno nie można mnie spotkać w Pachy. Nie kręcą mnie te klimaty. Natomiast często można spotkać mnie ze znajomymi przy piwie. To co prawda brzmi dosyć szumnie – tak jakbym za każdym razem zbierał grupę co najmniej dziesięciu znajomych, a w rzeczywistości często jest to znacznie mniejsza ilość, na przykład dwóch znajomych. Środowy wieczór też jest ciekawy, bo można mnie spotkać w kinie w Cinema City.

Zatem najlepszy film, jaki ostatnio widziałeś?

Ostatnio widziałem “Zimną Wojnę” Pawlikowskiego. Czarno-biały film. Polecam, choć to bardzo spokojna produkcja – nie wychodzisz z kina naładowana energetycznie. Niewiele dialogów, wszystkie emocje przekazane obrazem. Robotę robią kadry. Dlatego nie dziwię się, że cieszył się uznaniem w Cannes – myślę, że dużo łatwiej było im zrozumieć i odebrać ten film wzrokiem, niż czytając tłumaczenie. Można go zrozumieć nie słuchając. Myślę, że zasłużył sobie na nagrody.

Jak brzmi Twoja definicja szczęścia?

Powiedziałbym, może trochę banalnie, że to życie zawodowe, rodzina i zdrowie. Robienie tego, co się lubi. Ja jestem też na takim etapie, że strasznie cenię sobie dzielenie się z innymi ludźmi różnymi rzeczami – nawet niematerialnie. Dzielenie się wiedzą. Dzielenie się pomysłami – tak jak na przykład dzisiaj nasze spotkanie – masz możliwość wymiany myśli. Tak często jest na studiach – chodzisz na miliony wykładów, które Cię nie wciągają, aż tu nagle iskra i słuchasz anegdoty, która w jakiś sposób wpłynie na Twoje postrzeganie rzeczywistości. Czujesz, że się rozwijasz. Ostatnio zagłębiłem się w kanał na YouTube’ie, który serdecznie polecam – 20m2 Łukasza Jakóbiaka. To wyjątkowo inspirujący materiał. Wiedza o ludziach w pigułce, tak ciekawie skondensowana. Sposób jego działania naprawdę jest godny podziwu. Dobiera intrygujących ludzi i zadaje dobre pytania. Oglądam te wywiady i przyznam szczerze, że bardzo się wciągnąłem. Natomiast na poziomie wiedzy, gospodarki i kultury, istnieje taki program: Onet Rano. Sama forma jest nietypowa, bo wywiady są przeprowadzane w samochodzie. Bartosz Węglarczyk z TVNu wraz z 2 innymi prezenterami wsiadają do auta, w którym są kamery i dosiadają się do nich zaproszeni goście. Jadą sobie przez Warszawę, stoją w korkach, piją kawę i w międzyczasie prowadzą rozmowę.

Kto najbardziej Cię inspiruje?

Z żyjących ludzi przyglądam się przez cały czas moim rodzicom. Nie wiem czy słowo inspiracja jest tutaj właściwe, bo w różnym czasie różnie ich oceniam, różnie interpretuję ich wybory. Czasami na przykład zastanawiam się dlaczego wyprowadzili się w miejsce położone 20 kilometrów za miastem. A później zaczynam rozumieć, że pewnie chodzi o ten spokój: mogą wyjść i skosić trawę, prowadzą inny tryb życia. To im odpowiada. Nie chcą już gonić za tym co w centrum. Przez dłuższy czas w ogóle nie mogłem tego pojąć – po co?

Czyli preferujesz zdecydowanie szybszy styl życia?

Szukam równowagi. Takiego balansu pomiędzy spokojem a szybkim życiem. Są takie chwile, że potrzebuję akcji, życia na walizkach i wtedy lubię, gdy dużo się dzieje. Praca, po pracy różne zajęcia, później szykowanie się na jakieś wyjście, następnie wyjazd… Jednak są też takie momenty, że potrzebuję wyciszenia i dłuższego biegu. Ostatnio niestety mniej czytam. Książka, która wywarła na mnie niedawno kolosalne wrażenie to biografia prezydenta miasta Poznania, Jacka Jaśkowiaka. Polityka. Niesamowita pozycja o jego życiu, słusznych i trudnych wyborach; o tym jak to się stało, że poszedł w tym kierunku. Wiele różnych wątków będzie łatwiejsze do zrozumienia komuś, kto mieszka w Poznaniu – bo opowiada o Ławicy i o Dębcu. Jest też wiele o sporcie i biznesie. Myślę, że to książka bardziej dla faceta. Bo sam nie wiem – czy kobiety interesuje sport i biznes? (śmiech)

No pewnie. Biznes bardzo. Sport…To pewnie zależy, ale myślę, że też. 

Jak się ma taką figurę to pewnie sport nie musi bardzo interesować (śmiech)

No właśnie kobiety na pewno bardziej interesuje uprawianie sportu niż jakiekolwiek jego techniczne aspekty. Praktyka wpływa na figurę. 

A propos – ostatnio trochę nabijam się z przysiadów. Dziewczyny na siłowni robią ich n a p r a w d ę mnóstwo.

Pewnie przyjemny widok? 

Dla mnie nieco komiczny, natomiast kobiety sobie ubzdurały, szczególnie te fitnessowe, że odstająca pupa jest fajna. Ja nie widzę w tym nic atrakcyjnego, ale dziewczyny z wielką determinacją trenują tę część ciała. I wiem, że robią te przysiady tylko po to, żeby te pupy stały się wypukłe. Jak kuperki.

Czyli nie wzdychasz do Kim Kardashian?

Nie. Tak samo jak do Jennifer Lopez też nie.

Nie wierzę. 

Naprawdę nie. Cenię sobie inne walory u kobiet.

Jakie walory? Co jest dla Ciebie najatrakcyjniejsze?

Bardzo ciekawy temat. To jest trochę tak, że trzeba to przyznać otwarcie – żyjemy w czasach, kiedy istnieje bardzo bardzo wiele pięknych i atrakcyjnych kobiet. Jest wybór. Mnóstwo dziewczyn: zgrabnych, ładnych, dobrze ubranych i mądrych lub wykształconych. Ale to oczywiście nie jest wszystko – to tylko pierwszy look. Uwielbiam zadbane kobiety. Zdarza się tak, że możesz spotkać 50letnią kobietę, która jest bardziej zadbana niż niejedna dwudziestolatka. To bardzo pociągające kiedy kobiety o siebie dbają. Pewnie w drugą stronę to też działa – wy też lubicie kiedy faceci są zadbani. A z aspektów bardziej psychicznych: ludziom teraz trochę brakuje refleksji. Nieczęsto zdarza się ktoś z kim możesz pogadać i widzisz jakąś realną reakcję. Ludzie idą razem na film i później wymieniają opinie pokroju “fajny film!”. Dociekasz “ale co ci się w nim podobało?” i słyszysz “no po prostu fajny film” i nie ma nic poza tym. Nie wymagam od nikogo górnolotnej recenzji, nie o to chodzi, nie każdy jest krytykiem filmowym, ale bardzo cenię sobie jakieś większe refleksje. I dobre serducho – o tym chyba nie trzeba mówić, bo to normalne i ważne. Cenię też świadomość i ciekawość świata – kiedy na przykład rozmawiasz z drugą osobą na tematy, które zupełnie jej nie dotyczą, a i tak widzisz zaangażowanie i wiesz, że potrafi się dopytać. To jest ważne.

Twoja recepta na udaną rozmowę? Z kim najlepiej Ci się rozmawia? 

To się ściśle wiąże z poprzednim pytaniem – otwartość komunikacyjna to klucz. Otwartość, inspiracja, coś nowego – to mnie kręci w rozmowie. Nie ukrywam, że to postrzeganie wiąże się też z moim zainteresowaniem rozwojem osobistym.

No właśnie, jak to się stało, że zacząłeś się nim interesować?

Po części nieświadomie ponieważ czasem odpalałem YT i z czasem na przykład Jacek Santorski i Jacek Walkiewicz stali mi się bliscy. Wykład Walkiewicza “Siła odwagi” bardzo zmienił mój światopogląd. A na świadomym poziomie – moja była dziewczyna była bardzo wkręcona w te tematy i przyznam szczerze, że wtedy je trochę kwestionowałem, uważałem to wszystko za nadmiar farmazonów i psychologiczny bełkot. Później na szczęście zacząłem się w to zagłębiać, zastanawiać i odkryłem, że jednak miała rację.

Twoje ulubione miejsce w Poznaniu? Gdzie czujesz się najlepiej?

Zdecydowanie w okolicach Starego Rynku, który się zmienia i zaskakuje. Przez te zmiany ciągle dostrzegasz coś nowego. Plac Kolegiacki jest piękny. Ulica za Bramką też. Zachodnia część Poznania również przechodzi teraz metamorfozę. A odpoczywać lubię w pobliżu Sołacza, nad Strzeszynkiem, Rusałką, Kiekrzem. I tam też biegam.

 

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply