
3 książki, które zachęcają do tego, by bardziej doceniać swoje życie
Fakty są dosyć konkretne: prawdopodobnie mamy jedno życie.
Teorii na ten temat jest oczywiście wiele – niektórzy zakładają, że żyć jest jednak wiele i następują one bezpośrednio po sobie, inni przyjmują, że życie ziemskie jest częścią drogi, a po nim nadejdzie kontynuacja, ale w innej formie. Niemniej brakuje nam niezbitych dowodów na stuprocentowe potwierdzenie któregoś założenia. To kwestia indywidualnych wierzeń. Nie chcę dziś pisać o tym, po której stronie jestem i w co tak właściwie wierzę. Nie chcę, by nas to tutaj podzieliło, nie w tym dziś rzecz 🙂
Dopóki nie jesteśmy niczego pewni, wydaje mi się, że najbezpieczniej jest skupiać się na czerpaniu szczerego szczęścia z życia, którym żyjemy. Z codzienności, w której się odnajdujemy. Z ciała, w którym funkcjonujemy. Z umysłu, którym działamy i z oczu, którymi postrzegamy świat.
W dzisiejszych czasach bardzo łatwo zafiksować się na porównywaniu się do innych. Media społecznościowe i wszechobecne relacje nam to w dużej mierze ułatwiają. W ten sposób zawsze wydaje się, że inni są bardziej uprzywilejowani, bardziej uzdolnieni czy pod jakimś innym względem lepsi. Zapominamy o tym, że być może to nam inni ludzie wielu rzeczy zazdroszczą, lub mamy coś, o czym ktoś szczerze marzy. To błędne koło – aby wykorzystać potencjał własnego życia i umiejętności, które w sobie nosimy, musimy się często skupić na sobie, bo zazdroszcząc komuś np. pięknego głosu, możemy przespać i kompletnie nie rozwinąć własnego talentu aktorskiego. Lub innego skilla, którego po prostu nie zauważamy, podglądając przez cały czas świat dookoła, zamiast siebie.
Kiedy uznajemy coś za pewnik, przestajemy to tak naprawdę dostrzegać (patrzymy, ale trochę nie widzimy) i to niebezpiecznie łatwa metoda, by to zniszczyć lub utracić.
Myślę, że to dotyczy niemalże wszystkiego – przyjaźni, związków, rodziny, pracy, zdrowia czy właśnie naszych talentów i szczęścia, jakie mamy w życiu. Tylko nie mówcie, że nie macie szczęścia – już sam fakt, że oddychamy teraz bez pomocy aparatury czy to, że stoimy na dwóch nogach j e s t szczęściem (i nie wszyscy je mają). Lista naszych szczęść jest naprawdę długa.
W pogoni za pieniędzmi, karierą i uwagą wymarzonych ludzi, łatwo zapomnieć o wartości jaką ma nasze życie. Ciągle nam przecież czegoś do pełni szczęścia brak (lepszej fuchy, fajniejszego partnera, większego mieszkania, wakacji na Bali?), a przestając cieszyć się tym, co już otrzymaliśmy, często mocno to zaniedbujemy. Nie wiem jak wy, ale mi wydaje się, że jako gatunek bardzo zabieganych homo sapiens, potrzebujemy czasami przypomnienia, że mamy już wiele rzeczy, za które możemy być wdzięczni. I wiele rzeczy, które warto docenić i o nie zadbać, by móc się nimi cieszyć dłużej.
Dziś chciałam podzielić się z wami książkami, które pomogły mi patrzeć na moje życie bardziej przychylnym okiem, lepiej je rozwijać i cieszyć się częściej z tego, jakie jest. Mam nadzieję, że i wam dadzą do myślenia – mogą (choć oczywiście nie muszą) pomóc.


1. Zamień leczenie na jedzenie // Prof. Dr Andreas Michalsen
Myślę, że docenianie życia polega w dużej mierze na dbaniu o nie, dziękowanie za to, co zostało nam dane i staraniu się, by to życie było jak najzdrowsze – no bo przecież bo kiedy jesteśmy zdrowi, jesteśmy w stanie czerpać z niego pełnymi garściami oraz pomagać tym, którzy nie mieli tyle szczęścia. Kiedy jesteśmy chorzy, potrzebujemy nieraz pomocy innych i towarzyszy nam poczucie niepewności i bezradności – nie możemy też spełniać swoich i cudzych marzeń tak intensywnie, jakbyśmy chcieli.
Wierzę mocno w to, że nasze zdrowie jest w dużej mierze w rękach nikogo innego, jak nas samych, ale to, co robimy teraz, odbije się czasami na nas dopiero za kilkadziesiąt lat, więc nie wszystkie konsekwencje widoczne są natychmiast i chyba to sprawia, że tak wielu z nas porzuca zdrowe nawyki, tłumacząc sobie “przecież jestem młoda i zdrowa”.
Zawsze myślałam o sobie w ten sposób, wielu z was pewnie też! Miewam co prawda problemy z układem oddechowym czy stany przewlekłego zmęczenia, ale mówiłam sobie “kto nie ma?” i nie słuchałam swojego ciała przez długie lata (sami pewnie wiecie, siedząc w biurze o to szczególnie łatwo).
Aż pewnego dnia uderzyło mnie to , ilu moich znajomych zaczyna chorować (a niektórzy z nich są jeszcze MŁODSI ode mnie). U koleżanki wykryto stwardnienie rozsiane, u innej toczeń, u 5 moich koleżanek rozpoznano zmiany przednowotworowe, u 3 nowotwór. U co najmniej 15 ludzi z mojego otoczenia rozpoczęły się poważne problemy z tarczycą. U przyjaciółki poważne zmiany ginekologiczne. Chciałabym czuć się forever young i wierzyć w to, że mnie to nie dotyczy, ale wcinając pizzę i popijając ją colą, coraz trudniej było mi to sobie wmawiać.
Każdego z nas może to spotkać – nie znamy do końca naszych genów i predyspozycji.
Ale dobry news jest taki, że możemy wzmacniać organizm, dbać o jego stan i tym samym minimalizować albo chociaż opóźniać starzenie i postępowanie zmian. Możemy pokochać swoje ciało i otoczyć je opieką, by służyło nam jak najdłużej. I wówczas samoistne procesy już tak nas nie przerażają, nie budzą lęku, bo mamy świadomość, że robimy to, co możemy, by chronić narzędzie do życia – nasze ciało. Bo tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z istnienia wielu organów, zanim nie zaczną boleć. A one codziennie pracują jak szalone, żebyśmy mogli prawidłowo funkcjonować. Zasługują na choć małe i ciche “dziękuję”.
Zupełnie szczerze – od kiedy sobie to uświadomiłam, zwracam uwagę na to, co jem i bardziej słucham zaleceń lekarzy czy dietetyków, którym ufam. Czuję, że moje życie jest w moich rękach i realnie sprawia mi to radość, pomaga pozostać spokojną (choć jak każdemu, zdarzają mi się momenty niepokoju).


Czy warto o siebie dbać? Warto. Ja sobie tłumaczę (kiedy mi się akurat mniej chce), że lepiej samemu, niż pozwolić by kiedyś musiał za nas to zrobić ktoś inny. Odkrywam coraz bardziej, że to może być olbrzymią frajdą i przyjemnością. Myślę, że to dobra inwestycja, która procentuje w przyszłości.
Dlatego też sięgnęłam po książkę dr Anreada. Jej hasło przewodnie to “Mądrze jeść, mądrze pościć, dłużej żyć”. Kto by nie chciał? Jasne, okazuje się, że prawie każdy, ale no właśnie, nie zawsze jesteśmy przystać na wyrzeczenia, których zdrowsze życie wymaga. Książka prezentuje najświeższą wiedzę na temat odkryć dotyczących zdrowego odżywiania się i omawia terapie chorób przewlekłych – również tych cywilizacyjnych, które tak często dotykają i naszych bliskich. Dr Michalsen mówi:
“Jedząc to, co dla nas dobre, możemy uwolnić się od wielu dolegliwości, wzmocnić organizm, uaktywnić procesy samonaprawcze i poprawić samopoczucie, a więc i jakość życia”.
Rozdziały o poszczeniu ominęłam, bo na razie wydaje mi się, że to zbyt zaawansowana wiedza, na którą nie jestem gotowa, ale z pozostałych chętnie skorzystam, bo od dawna czuję, że pora mocniej o siebie zadbać, żeby w przyszłości nie żałować zaniedbań. Szczególnie, że doktor szczerze zachęca do niestosowania zerojedynkowej metody: albo wszystko albo nic. Małe kroki w kierunku świadomej diety i brania zdrowia we własne ręce też się bardzo liczą. Każdy mały akt nie jest bez znaczenia.
Żeby nie czynić zbyt dużych spoilerów, podzielę się z wami taką małą garścią ciekawostek z książki:
- soczewica jest wyjątkowo zdrowa, obniża poziom cukru we krwi, zawiera substancje balastowe i jest prebiotykiem (ucieszyło mnie to bardzo, bo to jedno z moich ulubionych warzyw – soczewica z curry i mleczkiem kokosowym to raj dla podniebienia!)
- egzotyczne i na ogół bardzo drogie jagody acai czy goi nie są wcale zdrowsze od naszych rodzimych jagód czy borówki amerykańskiej, a często są naszpikowane o wiele większą ilością pestycydów i innych szkodliwych substancji
- kurkuma ma silne działanie antynowotworowe. Intensywnie sięga się po nią w Indiach – kraju, o ubogiej służbie zdrowia i niskim komforcie życia. Pomimo niedogodności, przeludnienia, ogromnego smogu i często dramatycznych warunków higienicznych, liczne badania sugerują, że hindusi rzadko zapadają na nowotwory własnie dzięki temu, że kurkumina jest stałym elementem ich diety – statycznie każdy spożywa dziennie ok. 2 g kurkumy. Kurkumina (substancja czynna zawarta w kurkumie) chroni przed rakiem jelit, wspomaga lecenie polipów jelitowych, udowodniono też jej pozytywny wpływ na inne choroby układu trawienia, choroby mózgu, reumatyzm i choroby płuc. Żeby zwiększyć jej wchłanialność, najlepiej spożywać ją z dodatkiem pieprzu.
- dajemy owsiance zielone światło! To podobno jedno z najzdrowszych możliwych śniadań. Owiec wpływa na obniżenie poziomu cukru we krwi i zawiera sporo beta glukanów, które w udowodniony sposób łagodzą objawy alergii, kataru siennego oraz chorób autoimmunologicznych. Michalsen doradza posypanie owsianki cynamonem i ozdobienie jej kilkoma orzechami, najlepiej włoskimi.
- jak dowiodły badania opublikowane w “British Medical Journal” dotyczące produktów silnie przetworzonych – spożycie nieprzetworzonej żywności jest zdecydowanie zdrowsze. Częstsze spożywanie produktów mocno przetworzonych bezpośrednio wiąże się ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na nowotwór. Zdanie doktora Michalsena jest takie – jeśli nas na to stać, powinniśmy kupować produkty z bardziej ekologicznych upraw. Dodaje też, że nie warto kupować przedrożonych produktów, które będziemy jedli np. raz w miesiącu, bo zbawienny wpływ takich dodatków i suplementów będzie bardzo nikły. Lepiej postawić na bardziej budżetową zdrową żywność, ale sięgać po nią codziennie.
Książka jest moim zdaniem bardzo warta uwagi, bo sporo w niej wskazówek dotyczących rzeczy, które realnie i bez dużych nakładów finansowych jesteśmy w stanie zmienić. I mogą to być małe, bezbolesne ulepszenia. Nie musimy przecież od razu wywracać wszystkiego do góry nogami i przeprowadzać ogromnej rewolucji, zawsze lepiej zrobić coś nawet bardzo małego, niż nic. Organizm każdy gest auto-miłości przyjmie z wdzięcznością (brzmi może jak frazes, ale przyrzekam, że nawet po wprowadzeniu małych modyfikacji codzienności, bardzo to czuję).



2. Potęga niedoskonałości // Thomas Navarro
Od czasów, kiedy zainstalowałam Instagrama (ile to już lat temu, kto policzy?), jestem narażona na ciągły atak perfekcjonizmu. Jak z resztą my wszyscy.
Miliony publikacji nieskazitelnych twarzy, mieszkań bez ani grama kurzu, stuprocentowo poprawnych treningów, relacji podróżniczych rodem z najpiękniejszych katalogów. Wszystko jest równe, symetryczne, błyszczące i czyste. Każdy jest uśmiechnięty i superproduktywny. Każdy odnosi sukcesy i funkcjonuje w przeszczęśliwym związku, w którym nie ma miejsca na kłótnie, są za to tony róż i drogich niespodzianek.
To motywuje – i inspiruje do pracy nad sobą i własnym życiem – ale i frustruje, prawda? Bo ścigamy za czymś niedoścignionym. I czymś co często nie istnieje – fotografuję ludzi, więc wiem jak modelki z Instagrama wyglądają bez makijażu. Równie pięknie, bo są wtedy prawdziwe i naturalne – ale nie mają jednolitej cery czy gigantycznych oczu, o których ich obserwatorki tak marzą i których im zazdroszczą! Bo to byłoby nieludzkie. A jednak wierzymy, że one być może naprawdę je mają i obwiniamy siebie za to, że my nie jesteśmy aż tak idealni (no i nie mamy tych wyłupiastych, wielkich oczu).
Związki, które na Instagramie wydają się oazami miłości i polukrowanej czułości, w rzeczywistości nieraz są po prostu pasmem robienia sobie wspólnych selfie, przy których facet często wzdycha i mówi “kur*e, po co to wszystko, wyluzujmy, jestem zmęczony, daj żyć’
Spodobały mi się słowa zapowiadające książkę:
“W naszych wyobrażeniach wszystko musi być najlepsze. Mamy wysokie oczekiwania i ciągle podwyższamy sobie poprzeczkę. Mówimy z dumą “jestem perfekcjonistą, goniącym za ideałami”. Ale perfekcjonizm to pułapka i tylko z pozoru przynosi korzyści. Zamiast nas uszczęśliwiać, częściej odbiera nam prawdziwą radość z życia”
Tomas Navarro, autor tej pozycji, to hiszpański psycholog. Rozpisał się, by podpowiedzieć nam (bazując na swoim ponad dwudziestoletnim doświadczeniu w zawodzie) jak skutecznie urzeczywistniać cele (i że czasami “wykonane jest lepsze niż idealne”), jak ustalać zdrowe priorytety i jak radzić sobie z własnymi niedoskonałościami, jak i niedoskonałościami naszych najbliższych.
Czytałam też poprzednią książkę Tomasa “Kintsugi, jak czerpać siłę z życiowych trudności” – i zupełnie szczerze, miałam chwile zwątpienia, bo to była długa i ciężka lektura. Ta jest lżejsza i czyta się ją przyjemniej. Jest napisana w bardziej przystępnej formie, a zdania są krótsze (może to kwestia innego tłumacza).
To wartościowa, dająca do myślenia pozycja. Motywuje, ale też tłumaczy wiele naszych zachowań (sporo się z niej o sobie dowiedziałam, choć to czasami niewygodne, przyznaję, haha).
Przytoczę wam dwa fragmenty, które mocno mnie pokrzepiły w trudnym momencie walki z pracą:
Opaść z sił to rzecz ludzka. Podobnie jak strach, niepewność czy odczuwanie wątpliwości. Czasami mamy wrażenie, że nie robimy postępów i czujemy blokadę. Myślę, że to dobry moment, by przystanąć i obejrzeć się za siebie. By przyjrzeć się zmianie, jaka w nas zaszła, przyjrzeć się progresowi, który zrobiliśmy. Mniejszy lub większy, ale na pewno zauważalny. Nikt nie ma pojęcia, ile kosztowało to was energii i wysiłku. Nie pozwalajcie więc innym, by was oceniali.
Oczekiwania to swojego rodzaju próba przewidywania przyszłości. To coś, co uznajemy za możliwe i chcemy, by się wydarzyło, niezależnie od tego, czy nasze przekonanie jest realistyczne i racjonalne, czy nie. Każdy z nas ma swoje oczekiwania, co więcej, mamy prawo mieć takie oczekiwania, jakie tylko sobie życzymy. Jednak pamiętajmy, że duża wiara w nasze oczekiwania nie oznacza, że samoistnie przerodzą się one w rzeczywistość. Każdemu oczekiwaniu należy nadać “operacyjność”, a więc uczynić z niego zestaw celów i zabrać się do pracy. Tylko wtedy oczekiwania będą miały szansę się ziścić. Pragnienie czegoś bez podejmowania działań jest nic nie warte.






3. Jak uspokoić swoje myśli // Sarah Knight
Podtytuł książki dedykuje tę pozycję tym, którzy martwią się na zapas.
Czyli trochę mi, a trochę nie mi – bo czasami martwię się za dwóch, a czasami nie martwię się wcale, choć powinnam.
Ale jednak to fundamentalny fakt – martwienie się potrafi obniżyć jakość życia i sprawia, że nie doceniamy tego, co mamy, bo jesteśmy już myślami przy potencjalnych, hipotetycznych niepowodzeniach.
W dużej, uproszczonej metaforze – dostajemy od życia talerz ulubionego makaronu, jeszcze jest pełen, a już martwimy się tym, że za chwile będzie pusty. I przez to urok delektowania się i błogiego smakowania znika, bo obawy biorą górę.
Sara Knight pisze wiele rzeczy prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. Wykłada kawę na ławę, pewnie dlatego zwana jest poradnikowym antyguru – nie tłumaczy wszystkiego w zawiły i bardzo obszerny sposób, jak większość poradników wydanych przez naukowców, psychologów i psychoterapeutów.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie, bo tekst jest bardzo czytelny, podzielony na wiele podrozdziałów, ciekawostek i podpunktów.







Sarah tłumaczy jak wziąć życie w swoje ręce i przestać tracić horrendalnie ogromne ilości czasu na niepotrzebne czynności, które bardziej nas dołują i wysysają energię, zamiast pomagać. Momentami zdaje się na nas krzyczeć, ale to dla naszego dobra. Uświadamia ile życia tracimy na snucie czarnych scenariuszy, zamiast po prostu skuteczniej działać, ale też nie zadręczać się stuprocentową powagą i ciągłą presją. Po przeczytaniu tego, co Sarah miała do powiedzenia, poczułam duży zastrzyk motywacji, żeby odłożyć narzekania na bok, docenić swoje umiejętności i je po prostu wykorzystywać. I od 2 tygodni obserwuję, że – choć czas pandemii to duża próba dla postanowienia minimalizacji ilości zmartwień – że martwię się trochę mniej. Mniej mówię, więcej robię. Więc jeśli dorzucimy do lektury trochę samozaparcia, mogą wyjść fajne rzeczy.
Na zaostrzenie apetytu, zostawiam was z dwiema myślami Knight:
“Czas jest zasobem ograniczonym od samego początku. Więcej ci go nie wyprodukują. Co oznacza, że w końcu ci go zabraknie i nie zdołasz zrobić wszystkiego – włącznie z popadaniem w histerię i zamartwianiem się tym co ma się wydarzyć lub się wydarzyło. Po co wydawać go więc na te zmartwienia, skoro możemy zainwestować go w działania lub odpoczynek, które w znacznym stopniu poprawią jakość tego czasu, który nam pozostał?”
A te porady, tak myślę, mogą przydać się i dziś, w obliczu izolacji lub kwarantanny, którą przechodzimy:
Pięć wskazówek jak się uspokoić w obliczu światowego kryzysu:
- Ogranicz wystawienie na informacje. Dobrze poinformowany obywatel nie musi zbierać informacji przed śniadaniem, przy śniadaniu, na sedesie, na rowerze treningowym, w trakcie pracy, a na dodatek tuż przed zaśnięciem. Jednorazowa sesja informacyjna (lub opcjonalnie dwie krótsze) powinna wystarczyć, żebyś nie wypadł z obiegu, a równocześnie utrzymał ciśnienie na przyzwoitym poziomie.
- Zachowaj równowagę. Jeśli nie jesteś w stanie unikać dwudziestoczterogodzinnego cyklu medialnego, w zamian za każdy zły news, zafunduj sobie coś, co ukoi twoje nerwy. Możesz spoglądać na ulubione zdjęcia lub wymyślić inne ukojenie.
- Wgryź się w temat. Być może wyda się to sprzeczne z intuicją, ale zagłębienie konkretnego bieżącego wydarzenia, które akurat wywołuje w tobie najmocniejszy oddźwięk, może pomóc w pokonywaniu tych najbardziej paranoicznych fantazji.
- Napisz coś. Napisanie gniewnego listu – do światowego lidera, lokalnego radnego czy rzeczniczki – może ci naprawdę pomóc. Zostało naukowo dowiedzione, że pisanie pamiętnika pomaga odzyskać spokój, dzięki przelaniu gorących, kłębiących się myśli na papier.
- Czyń dobro. Kiedy sama czuję się bezradna w obliczu stanu świata, darowizna na rzecz dobrej sprawy jest jedną z tych rzeczy, które dają mi ukojenie.
Każdy człowiek jest inny i każdego z nas motywuje trochę coś innego. Mnie te pozycje skłoniły do przemyślenia wielu kwestii związanych z dbaniem o swoje życie i docenianiem go na co dzień, nie tylko od święta, kiedy nadarza się ku temu okazja, czyli odpowiednio duży sukces. Książki często nie są gotowymi rozwiązaniami, a takim impulsem do własnego, spersonalizowanego działania lub ułożenia nowego planu.
Czekam na wasze ulubione książki lub propozycje, które odmieniły wasze spojrzenie do doceniania swojej codzienności! 🙂 Koniecznie podzielcie się w komentarzach.
. M o g ą C i ę t e ż z a i n t e r e s o w a ć :
Leave a Reply