
Odważne decyzje: życie w Palermo. Rozmowa z Kasią Wich
Słońce, zapach arancini unoszący się nienachalnie w powietrzu i włoski gwar, z którego trudno wyodrębnić konkretne słowa – tak pewnie wielu z Was wyobraża sobie pewnie Sycylię. Ja też miałam w głowie taki właśnie obraz. To miejsce od dawna było na mojej bucket liście, ale dopiero w zeszłym roku udało mi się ten plan zrealizować.
Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: turysta zwykle widzi dość niewiele, a przynajmniej z dość okrojonej perspektywy. Najczęściej nie dostrzega najciekawszych sekretów regionu, nie dociera do uliczek, które uwielbiają lokalsi, nie ma czasu poznać historii i mentalności mieszkańców. Dlatego rozmowy z ludźmi, którzy mieszkają w danym miejscu dłużej, są tak cenne. No bo ile jesteśmy w stanie sami zauważyć i przeżyć przez tydzień? Nie oszukujmy się – nawet z najlepszym planem, wciąż niezbyt wiele.
Co innego, kiedy ma się przewodnika, który zna miejsce jak własną kieszeń i zakochał się w nim do tego stopnia, że planuje wydać o nim przewodnik, obszernego e-booka pełnego historii, smaczków i tajemnic Sycylii. Ha. Ja miałam tym razem to szczęście!
Po onieśmielającym swoją autentycznością Palermo oprowadzała mnie Kasia. Kasia Wich. Kobieta-rakieta, którą możecie kojarzyć z jednego z moich poprzednich wywiadów z serii Pasja zmienia życie (o tu). Z Kasią znamy się od “piaskownicowych” lat, więc jestem świadkiem rozwoju i ambicji mojej imienniczki już prawdziwy KAWAŁ CZASU. Od wspólnego budowania piaskowych babek aż po spotkanie na południu Włoch, by porozmawiać o odwadze mieszkania poza Polską, o tym czy warto, o sycylijskiej codzienności i realiach życia we Włoszech. I o tym jak Palermo wypada na tle Paryża i Berlina (przypis od redaktora-aka-mnie: Kasia mieszkała w Paryżu przed przeprowadzką na Sycylię, do Berlina przeprowadziła się natomiast po 8 miesiącach mieszkania w Palermo), więc ma wyjątkowo ciekawe i świeże porównanie.
Zapraszającą dłonią przekierowuje Was do drugiej części tekstu: maksymalnie szczerej, kipiącej od emocji rozmowy z Kasią. Jeśli poczujecie niedosyt spostrzeżeń Kasi (a zgaduję, że tak właśnie będzie), na co dzień znajdziecie ją pod nickiem @cannoliamoci na Instagramie.
Wciąż trochę żałuję, że to blogowa forma, a nie podcast – obiecuję, że jeszcze kiedyś wystartuję z wywiadami w formacie audio, żebyście mogli usłyszeć te emocje na żywo. A tymczasem zaczynamy!
Zacznijmy może od małego przedstawienia – my znamy się już bardzo dobrze, ale opowiedzmy co nieco naszym czytelnikom. Na początku zdradź: czym zajmujesz się na co dzień?
Na wstępie muszę przyznać, że nie mogłam doczekać się tej rozmowy. Zawsze jestem tak podekscytowana możliwością opowiadania o Palermo, o Sycylii! Dziękuję Ci pięknie za tą możliwość.
Czym zajmuje się na co dzień? Una bella domanda. Ukończyłam dietetykę. To już ponad rok odkąd zdobyłam tytuł magistra, wciąż nie odebrałam dyplomu, a też od tego czasu nie ułożyłam żadnej diety. Przez ten rok chciałam spróbować swoich sił w pracy przed komputerem, ale nie zaskoczyło. Teraz wróciłam do cukiernictwa i cieszę się z tej decyzji.
Kiedy pojawiła się pierwsza myśl o Palermo? Od zawsze marzyłaś, by spróbować sycylijskiej rzeczywistości czy początkowo była to dość spontaniczna myśl? I dlaczego Palermo, a nie inne sycylijskie miasto?
Oj, przyleciałam do Rzymu 28/07/2021 roku z plecakiem i z jedyną pewnością – zimę spędzam w słonecznych, ciepłych Włoszech, ale jeszcze nie wiedziałam dokładnie gdzie.
Nigdy wcześniej nie byłam we Włoszech niżej niż Rzym, więc chciałam zostać tam, gdzie poczuję to coś, tą magiczną więź z miastem. Tak, pomyślałam o Palermo albo o Katanii – może 2 miesiące przed przylotem, ale to było gdybanie, nie byłam wcześniej w tych miastach.
Myślałam o Sycylii tylko z jednego powodu – bo tam będzie najcieplej! Ale jeszcze nie wiedziałam, co skrywa w sobie ta wspaniała wyspa.
Palermo to był pierwszy strzał, bo stolica wyspy, więc powinno być najwięcej rzeczy do odkrycia.
Co myślałaś o Palermo pierwszego dnia po przylocie? Jakie zrobiło na Tobie pierwsze wrażenie?
Kasia, przygotowałaś same dobre pytania!
Do Palermo przyjechałam pociągiem z Messyny. I po pierwszym dniu stwierdziłam – dobra dotarłam na Sycylię, to był cel, jest piękna, jest gorąco (wtedy były pobijane na Sycyli europejskie rekordy wysokich temperatur), ale ja chce wrócić do Rzymu, tam zostało moje serce i to jest miasto, w którym chce zamieszkać.
Jednak z racji kwestii finansowej, stwierdziłam, że na początek Palermo 2-3 miesiące, potem wrócę do Rzymu.
Po tych 2-3 miesiącach moja sytuacja finansowa się nie poprawiła, ale to nie było istotne, bo już wtedy byłam “cotta”, czyli totalnie zakochana w Palermo. W ludziach, w jedzeniu, w cieple, w słońcu, w morzu, w górach. W Sycylii.
Co wiedziałaś o Palermo i Sycylii przed przeprowadzką? Znalazły się wśród nich jakieś teorie-mity, które włoskie życie szybko obaliło?
O Palermo wiedziałam tyle, że jest na Sycyli, przysięgam.
Cały mój wyjazd do Włoch był zaplanowany, ale nie przygotowany.
Praca magisterska, obrona, praca, zamówienia na torty urodzinowe, ślubne… Tak naprawdę na 2 miesiące przed wyjazdem nie miałam kiedy o nim myśleć. Pojawiliśmy się w Rzymie na tydzień i potem same niewiadome. Miasta, w których byliśmy wybieraliśmy z dnia na dzień, noclegi bookowaliśmy dzień wcześniej, a pociągi kilka godzin wcześniej, w zależności jak nam się podobało w danym miejscu. Przewodniki czytałam w środkach komunikacji. W tych wszystkich miejscach byłam, żeby poczuć włoski vibe, uczyłam się tego i dawałam sobie na to czas.
Tak samo słowo „przeprowadzka” było dla mnie wtedy niepojęte. Ja po prostu spakowałam się do plecaka. Kilka koszulek, mata, aparat, ręcznik, szczoteczka do zębów, bo nawet nie do włosów i wyjechałam. Tylko nie wiedziałam kiedy wrócę.
Czy Palermo to Twoim zdaniem dobre miejsce na dłuższy pobyt (np. kilka lat) lub nawet docelową przeprowadzkę?
Trudne pytanie. Kocham Palermo bardzo bardzo, ale chyba z bólem serca muszę powiedzieć, że nie.
Przynajmniej nie dla mnie.
Palermo jest wielkie, ale małe i czuję, że wyciągnęłam z tego miejsca już tyle ile się dało. Ale każdy szuka czegoś innego. Ja w Palermo znalazłam prawie wszystko (bo oprócz pracy), czego potrzebowałam w tym momencie swojego życia.
Nie chcę zachęcać, nie chcę zniechęcać, bo to miasto trzeba poczuć na własnej skórze. Tak jak wszędzie są problemy większe, mniejsze. Ale są też rzeczy, których nie znajdziemy nigdzie indziej. Znam Włochów, którzy chcą uciekać z Sycylii, znam Włochów, którzy nie chcą jej opuszczać, bo znaleźli tam wszystko.
Czym życie na Sycylii różni się od polskiego życia? Jak bardzo musiałaś zmienić lub dostosować swoją codzienność?
Hahah, co musiałam zmienić? Dosłownie wszystko.
Przyjechałam do Włoch, żeby zanurzyć się we włoskiej kulturze, zostać jej częścią. To życie znacznie różni się od polskiego.
Na Sycylii życie jest zdecydowanie spokojniejsze, nie ma tyle pośpiechu. Wszyscy mają czas – żeby coś załatwić trzeba czekać wieki. Chociaż w sumie słowo spokojniejsze nie jest najlepsze, bo z drugiej strony wszędzie jest głośno, słychać warkot skuterów, głośne rozmowy, krzyki na targach – co nie jest powszechne w Polsce.
Wszyscy chcą wiedzieć wszystko – wystarczy przywrócona doniczka na ulicy, wszyscy otwierają balkony, żeby zobaczyć co się stało. Wszyscy chcą porozmawiać, wskazać drogę, pomóc, zaoferować kawę – wow, dla mnie w porównaniu z Polską był to szok kulturowy.
Tutaj najlepsze imprezy są w tygodniu, nie w weekend. Życie nocne jest bardziej bujne niż życie w ciągu dnia.
Największą je się kolacje, a najmniejsze śniadanie, a na obiad zawsze pasta. Przyjechałam do Włoch dość zakręcona, ale jednak troszkę uporządkowana – rytuały: joga, wszędzie na rowerze, 5 posiłków dziennie, bieganie. Nie mówię, że to jest niemożliwe do utrzymania na Sycylii, ale tutejsze zwyczaje bardzo to utrudniają.
Dużo zawszę słyszymy o tym, że włosi mają kompletnie inną mentalność i podejście do życia niż Polacy! Jakie różnice Tobie najbardziej rzuciły się w oczy i uszy? Czym Włosi i Włoszki Cię zaskoczyły? ^^
To racja, a ta odpowiedź może być bardzo chaotyczna!
Mnie urzekła otwartość, chęć pomocy, uśmiech, miłość do jedzenia i coś czego nie umiem opisać taką chęć do życia, beztroska. Ale wydaje mi się, że są też mniej zawzięci niż Polacy, często można zauważyć słomiany zapał.
I coś co zaczynam zauważać, to to, że mają malutkie problemy z trwałymi relacjami.
Włoszki są bardzo temperamentne i potrafią wszczynać dobre kłótnie. Potrafią też być zazdrośnicami. Włosi są zaczepni. A wszyscy są bardzo bardzo gadatliwi i głośni.
Rozmawiają ze sobą naprawdę bardzo dużo, ale żeby o jakiś bardzo istotnych rzeczach to niekoniecznie. Używają pełno pełno gestów, im dalej na południe tym więcej. Na pewno na południu panuje przekonanie, że pracuje się żeby żyć, a nie żyje żeby pracować i to jest cecha, którą uwielbiam!
Jak wypadają koszty miesięcznego życia w Palermo, w porównaniu do życia w polskich miastach? Na moim blogu i na Instagramie sporo też takich finansowych tematów, żeby inni planujący podobne podróże lub życiowe zmiany, wiedzieli na co się przygotować – więc może tu też uda nam się podpowiedzieć! Ile Twoim zdaniem potrzeba minimalnie mieć na miesięczne koszty utrzymania w Palermo?
Wszystko zależy od standardu życia, jaki chce się utrzymać.
Ceny mieszkań, pokojów przy wynajmie długoterminowym na tle innych miast, powiedzmy wciąż europejskich, to bardzo niskie koszty. Tak samo ceny w sklepach, zwłaszcza produktów, bez których włosi nie wyobrażają sobie życia – pasaty pomidorowe, pesto, sosy, różne typy makaronów, kawa, słodkie bułki śniadaniowe.
Co ciekawe, warzywa i owoce najlepiej kupować na ryneczkach bo ceny mogą być tam nawet 2-krotnie niższe niż w sklepach.
Jeśli chodzi o restauracje – zależy czy uczęszcza się w miejsca dla lokalsów czy dla turystów. Coś z czym kojarzy mi się Palermo to Aperol Spritz za 3 euro, oczywiście nie wszędzie, ale w Polsce nigdzie nie uświadczysz takiej ceny!
Chociaż tak jak wcześniej wspomniałam zależy od standardu życia- są pokoje za 150 euro miesięcznie, są za 550 euro. Ja chciałam zostać tam jak najdłużej, więc bardzo okrajałam swoje wydatki.
Były miesiące gdzie pozwalałam sobie na więcej – mini podróże, większa impreza, przygotowanie ciasta dla znajomych, ale przez 6 miesięcy nie kupiłam żadnej nowej rzeczy typu: ubrania, książki, nie byłam u fryzjera, nie wydawałam na paliwo, czy komunikację miejską. Moje wydatki ograniczyły się do mieszkania, zakupów spożywczych i codziennego cornetto i espresso na mieście.
Także przejdźmy do konkretów: w moim przypadku koszty utrzymania się wynosiły 450 – 600 euro/ miesiąc.
Czy istnieje szansa znalezienia lokalnej pracy, czy raczej jest to duże wyzwanie? Wiem też, że mieszkając w Palermo, pracowałaś zdalnie – jak oceniasz warunki do takiej pracy na Sycylii? Myślisz, że Sycylia to dobry wybór dla digital nomadów?
Niestety we Włoszech o pracę ciężko, zwłaszcza na południu. Znalezienie pracy graniczy z cudem, ale potem spotkamy jeszcze inne problemy. Praca często jest bez kontraktu, a wysokość wypłaty nijak ma się do godzin spędzonych w pracy i do ilości przydzielonych obowiązków.
Ja pracowałam zdalnie przez pewien okres, jako polski native speaker prowadząc badania marketingowe, jednak nie była to praca marzeń i stosunkowo szybko skończyła się moja przygoda w tej firmie.
Co do digital nomadów – wydaje się, że praca zdalna to jedyny pewniak, żeby utrzymać się na Sycylii. Ale mówiłam wcześniej, że każde miejsce ma swoje miejsce i zalety – nie żartuje, ale na Sycylii problemy ze stabilnym łączem internetowym są powszechne. Na pewno też nie znajdziemy wiele przestrzeni co-workingowych.
Jakie są Twoje ulubione miejsca w Palermo? I co w pierwszej kolejności pokazałabyś oprowadzając po okolicy np. Twoich najfajniejszych znajomych?
Oh, nie da się wybrać jednego.
Mieszkałam w Palermo 8 miesięcy, w wielu miejscach byłam codziennie, ale wielu dalej nie odkryłam, bo nie zdążyłam.
Moje Palermo to Ballaro, dudniący życiem ryneczek z kolorami, z krzykami, warzywami i owocami, świeżymi rybami i owocami morza. Co ciekawe – jedna z bardziej niebezpiecznych dzielnic Palermo, ale ja czułam się tam bardzo dobrze, haha.
Moje Palermo to Piazza Rivoluzione – miejsce gdzie jest parę kawiarenek, miejsce gdzie w zimie zawsze można było usiąść i wypić kawę w słońcu. Foro Italico, miejsce z kawałkiem zielonej trawy, z palmami, widokiem na góry, dostępem do morza – to jedno z tych miejsc, gdzie mogłam być codziennie. Miejsce gdzie można przyjść na piękny wschód słońca, posiedzieć ze znajomymi na trawie, poczytać, zjeść palermiański street food, podziwiać morze, pooglądać dzieciaki z latawcami.
Na pewno też uwielbiam całą dzielnicę La Kalsa – jest pełna kontrastów, obok pięknej wyremontowanej kamienicy znajdziemy ruiny. Dzielnica, gdzie jest pełno kawiarenek, kościołów, placyków. Dzielnica, gdzie mieszkał Borsellini i Falcone – dwóch ważnych sędziów, którzy znacząco przyczynili się do walki z mafią.
Oczywiście obowiązkowa jest wycieczka do Teatro Massimo – największego teatru we Włoszech, trzeciego największego w Europie. Trzeba przejść się na Piazza Bellini, Quatro Canti i mogłabym wymieniać tak bez końca. Palermo skrywa w sobie wiele pięknych miejsc i potrafi zaskoczyć każdego dnia. Chyba najważniejsze jest po prostu zgubić się w nim i dać sobie czas.
Czy jest coś, co nie podoba Ci się w życiu na Sycylii? Coś, co byś zmieniła, gdybyś oczywiście mogła?
Jest wiele takich rzeczy. Niestety niektórzy Sycylijczycy są ignorantami i nie doceniają jakie mają szczęście oddychać powietrzem bez smogu, mając pod nosem tak zjawiskowe góry i błękitne morze.
To co jest zaletą Sycylii, jest jednocześnie wadą: ludzie.
Nie doceniają i śmieci wyrzucają gdzie popadnie. Nie chcę mówić, że wszyscy, ale to tutaj takie normalne. W Palermo śmieci są na każdym rogu, ludzie nie przejmują się, że wyrzucą plastikową butelkę w krzaki, że na dyskotece, rzucą szklaną butelkę pod nogi. A o segregacji śmieci nie chciałabym wspominać – w mojej dzielnicy nie istniała.
Kontrowersyjną rzeczą jest też to, że tam życie płynie wolniej – wiele rzeczy, które w Europie już są normą, na na Sycylię jeszcze nie dotarły i utrudniają życie. Chociażby komunikacja miejska – autobusy jeżdżą jak chcą.
„Autobus może być gotowy, ale to nie znaczy że kierowca jest.”
To że autobus wypadł, nie przyjechał, to norma. Kilka razy nawet spotkałam się z sytuacją, że kierowca zmienił trasę, bo chciał podwieźć znajomego jak najbliżej pod dom. Można? Okazuje się, że na Sycylii tak. Niektórych może to śmieszyć, niektórym może wydawać się absurdalne, jeszcze innym urokliwe, ale na pewno utrudnia to codzienne funkcjonowanie.
Czy jest coś, czego nauczyła Cię przeprowadzka do Palermo? Czujesz, że ta przeprowadzka mocno wpłynęła na Twój światopogląd albo Twoje marzenia i plany?
Piękne pytanie. Sycylia całkowicie zmieniła moje życie, moje marzenia, mój światopogląd, mnie.
Jestem inną osobą, znaczy tą samą, ale ze świeżą wizją, z podkręconymi cechami, na których mi zależało i z wygaszonymi, które mi przeszkadzały. Jestem szczęśliwa i dzięki temu odkryłam co chcę robić w życiu.
Chyba łatwiej, by było wymienić rzeczy, których nauczyłam się przez ponad 20 lat swojego życia, niż te których nauczyłam i dowiedziałam się o sobie przez te 8 miesięcy na Sycylii. Zrozumiałam, co to znaczy być szczęśliwym, zrobiłam wielki krok do bycia w zgodzie z samą sobą i akceptacji samej siebie. Nauczyłam się włoskiego, poduczyłam się włoskiej kultury i włoskiej kuchni. Nauczyłam cieszyć się jeszcze bardziej z małych, najmniejszych rzeczy. Odkryłam w sobie radość dziecka. Nauczyłam się jak mogę zwolnić, kiedy wszystko dookoła mnie biegnie. Nauczyłam się oszczędzać, wybierać priorytety i rezygnować z rzeczy, które aktualnie nie są mi potrzebne. Nauczyłam się żyć z plecakiem i zrobiłam kilka kroków w stronę minimalistycznego stylu życia.
Zrozumiałam, że rzeczy materialne nie dają mi szczęścia i że nie potrzeba pieniędzy, żeby być szczęśliwym. Nauczyłam się zachowywać spokój i nie denerwować się drobnymi rzeczami, nauczyłam się nie płakać nad rozlanym mlekiem. Nauczyłam się otwartości, nauczyłam się rozmawiać ze wszystkimi o wszystkim i o niczym, nauczyłam się pytać, nie wstydzić się jeśli czegoś nie wiem. Nauczyłam się spędzać czas z samą sobą i cieszyć się swoim towarzystwem. Nauczyłam się, że czas dla samej siebie jest bardzo ważny. Nauczyłam się spędzać czas z innymi i lepiej ich rozumieć.
Zrozumiałam, że nie wyobrażam sobie życia przed komputerem, pracy, w której nie mogę wykazać się kreatywnością. Zrozumiałam, że uwielbiam spędzać czas z ludźmi. Odkryłam wersję siebie, która zawsze chciałam odkryć. Wszystkim, wszystkim życzę takiego doświadczenia, dzięki któremu zrozumie się czego pragnie i dowie się tylu rzeczy o sobie.
Przeprowadzka do innego kraju to szalenie odważny krok, za który bardzo Cię podziwiam, you know it. Co było najtrudniejsze w tym procesie?
I w mojej głowie zaczęła się burza. Muszę się zastanowić!
Z perspektywy czasu to najlepsza decyzja w moim życiu. Ten okres to najpiękniejsze chwile i wspomnienia. Ale nie zawsze było bajecznie. Zostawiłam za sobą wszystko co znałam, wszystkie pewności, stabilizację i przeniosłam się do czegoś zupełnie innego. Sama, nie znając języka, nie znając kultury, bez pracy, z ograniczonym budżetem.
Dodatkowo jestem osobą, która bardzo się przywiązuje, a potem bardzo tęskni i tak było na początku. Chodząc po Palermo we wrześniu miałam łzy w oczach i starałam się odpowiedzieć sobie w głowie na pytanie – dlaczego to sobie zrobiłam, dlaczego wyjechałam. Przecież nie mam tu nikogo. Tak było przez tydzień, dopóki nie poznałam ludzi, którzy zaczarowali mój pobyt w Palermo, z którymi niesamowicie się zaprzyjaźniłam i z którymi planuję wspólne przeprowadzki i odkrywanie nowych miast. W tym roku przeniosłam się kilka razy.
Najtrudniejszy jest początek w każdym nowym miejscu. Gdzie ja osobiście, nie czujeęw sobie ekscytacji – tak jak to jest na wakacjach. Czuję smutek, bo musiałam rozstać się ze znajomymi i mam w sobie mały lęk. Przecież muszę odkryć i zbudować wszystko od nowa, bo w końcu w tym miejscu będę żyć przez najbliższy czas.
A co jeśli to będzie inne, gorsze, ludzie nie będą chcieli rozmawiać, a czy stare rutyny sprawdzą się w nowym miejscu?
Milion pytań i teorii w głowie. W tym momencie może pojawić się poczucie bezsilności, braku kontroli, braku stabilizacji. Ale to normalne jak wychodzi się ze strefy komfortu, każdy powinien znaleźć swój sposób na jej odbudowywanie. Ja jak narazie wiem, że potrzebuje czasu, najlepiej dla siebie, żeby uspokoić swoje wewnętrzne ja, poczuć naturę i po prostu się przyzwyczaić.
Za czym najbardziej tęskniłaś mieszkając na Sycylii?
Ogórki kiszone. Niezaprzeczalnie. Ale tak naprawdę – tęskniłam za rodziną, za przyjaciółmi, za cukiernictwem, za uporządkowanym życiem, za “pewnościami”. I zdecydowanie za rowerem. Tęsknota – zwłaszcza za bliskimi – to jest uczucie, którego nie potrafię jeszcze w pełni zrozumieć i zapanować nad nim. Jestem bardzo sentymentalna, mimo, że lubię zmiany, lubię odkrywać nowe rzeczy. Ale są osoby, są smaki, miejsca, za którymi tęsknię niewyobrażalnie.
Jak poradzić sobie z tęsknotą za rodziną i polskimi znajomymi?! Czy masz jakieś tajne sposoby, oprócz łapania się na Zoomie lub facetimie? 😀
Okazuje, że bardzo ciężko się zgadać, umawianie wspólnego e-winka zajmuje wieki. Ale wideorozmowy to niesamowicie pomocne możliwości. Bez nich nie dałabym sobie rady, zwłaszcza na początku – zdarzyło się, że w pierwszym tygodniu zasypiałam z przyjacielem na kamerce, bo tak czułam się spokojniej. A tęsknota – jak już wcześniej wspomniałam – hm, tęsknię zawsze. Bardzo się przywiązuje i czuje się dobrze w miejscu kiedy mam obok siebie zaufanych ludzi. Do tego, że nie mam najbliższych przyjaciół, rodziny obok siebie już poniekąd się przyzwyczaiłam. Więc zawsze cieszę się i staram się maksymalnie wykorzystać czas, kiedy się spotykamy i mamy możliwość porozmawiać na żywo.
Jak nawiązywać nowe znajomości po przeprowadzce do innego kraju? Jak jest z tym we Włoszech – ludzie są raczej otwarci i nietrudno o poznanie fajnych lokalsów, czy w pierwszych dniach czy miesiącach po przeprowadzce można jednak czuć się trochę samotnie?
Palermo było bardzo dobrym miejscem na poznawanie nowych ludzi. Niby duże miasto, ale malutkie. Wszyscy spotykają się w kilku miejscach i jak je znasz – znasz prawie wszystkich. No i panuje ta cudowna kultura rozmowy, także nie ma opcji, że wyjdziesz wieczorem na miasto i nie poznasz nikogo nowego. Wystarczy po prostu podejść i zagadać, a ja na włoskie rozmowy zawsze jestem bardzo chętna.
Moich najlepszych przyjaciół poznałam „na ulicy” i uwielbiam to mówić. Codziennie przechodzimy obok mnóstwa osób i nie wiemy tego, ale może pewnego dnia, zwykła, najzwyklejsza czynność sprawi, że rozpocznie się niesamowita przyjaźń.
W Palermo na samym początku poznałam członków z organizacji ESN, a potem wszystkich Erasmusów i to też bardzo mi pomogło.
Wcześniej, kiedy mieszkałam w Paryżu, poznałam znajomych w pracy i na szczęście dobrze się dogadywaliśmy. Słyszałam że w Paryżu ciężko o nowe znajomości i chyba muszę się z tym zgodzić. Nieznajomość francuskiego we Francji utrudnia zawieranie nowych przyjaźni. Teraz mieszkam w Berlinie i dobrze dogaduje się z ludźmi z pracy. Mój przyjaciel spędził tutaj rok, więc też troszkę zapoznał mnie ze swoimi znajomymi. A dodatkowo co śmieszne w Palermo poznałam kilka osób z erasmusa, które zaraz wracają do Berlina. Nie będę ukrywać, czasami korzystam też z tindera, żeby wyjść z kimś na piwo.
Jak oceniasz – czy Sycylia jest na co dzień bezpieczna? Wiemy, że różnie z tym bywa w różnych częściach świata: jak czujesz się spacerując wieczorem sama? + Czy generalnie jako kobieta czujesz się na Sycylii bezpieczna? 🙂
Zależy. Wierzę w siłę przyciągania, pozytywne myślenie i staram się odrzucać myśli o niebezpieczeństwach. Nie chciałabym nikogo straszyć, ale warto być świadomym. Trzeba pamiętać, że Sycylia, Palermo, to mieszanka kulturowa. Ja nie bałam się spacerując sama, ale kiedy wychodziłam na nocne spacery, w kieszeni zawsze miałam gaz pieprzowy.
Nasłuchałam się różnych historii – o kradzieżach, o próbach kradzieży, o zaczepkach, zwłaszcza do dziewczyn wracających samotnie o późnych godzinach. Gdy czułam się niebezpiecznie dzwoniłam do przyjaciela i z nim rozmawiałam. Ale przyjechałam na Sycylię z zamiarem, że zwiedzę ją całą sama, więc czasami podróżowałam sama. Sycylijczycy często odwodzili mnie od tego pomysłu – odprowadzę Cię do domu, nie jedź sama, nie wracaj sama – w sumie oni też są czasami nadopiekuńczy , ale podsumowując: przezorny zawsze ubezpieczony.
Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie porozmawiały o jedzeniu! Co jest Twoim zdaniem najsmaczniejsze w sycylijskiej kuchni? I jak to jest z tym street foodem – naprawdę dałoby się mieszkać w Palermo i żywić głównie nim?
Temat, który jak zacznę nie skończę.
Najsmaczniejsze w sycylijskiej kuchni są po prostu świeże produkty. Na ryneczku kupuje się kolorowe owoce i warzywa, dopiero co zrobioną ricottę, czy owoce morza złowione kilka godzin wcześniej. Sycylijczycy przywiązują ogromną wagę do jakości produktów i bardzo bronią swoich tradycyjnych dań.
Moje ulubione rzeczy, które jem na sycylii, to mule, które można kupić za mniej niż 5 euro za kilogram na targu. Albo pasta al pistacchio – nie będę mówić makaron, bo włosi się przewracają jak to słyszą, haha – więc pasta z pesto pistacjowym (na wytrawnie). A do tego mozzarella burrata i to jest najlepszy dodatek do makaronu, przysięgam Wam – mozzarella, która w środku jest bardzo płynna i tak cudownie przytula się do naszego fusilli. Można do tego dodać smażony boczek, albo krewetki. Buonissimo!
Z sycylijskim street foodem kłóciły się moje dwie strony – dietetyk i miłośnik kultury włoskiej – teraz zdecydowanie wygrywa moja włoska osobowość. Nie polecam żywić się nim cały czas. Jest smażony – bardzo sycący i dalej nie jestem w stanie pojąć jak to się stało, że w miejscu, w którym jest tak ciepło powstało tyle smażonego ciężkiego jedzenia. Ale jest dobre, nie powiem, że nie! Będąc w Palermo koniecznie trzeba spróbować arancine – to kulki ryżowe z różnymi dodatkami w środku, obtoczone w mące z ciecierzycy. Dalej panino con panelle e crocche, świeżutka bułka z smażonymi placuszkami z ciecierzycy i smażonym puree ziemniaczanym. Dla miłośników podrobów – panino con la milza (smażone płucka, ja nie jestem w stanie się przekonać, ale tą rzecz można zjeść tylko w Palermo)! A ze słodkich rzeczy – cannolo – chrupiące rurki z nadzieniem z ricotty. Cassata – słodziutki sernik z serem ricotta na zimno lub pieczony no i cornetto al pistacchio – rogalik z kremem pistacjowym.
Język włoski brzmi cholernie dźwięcznie, ale wydaje się mocno skomplikowany – jak to jest, kiedy zacznie się go już uczyć? Jak Twoje doświadczenia? I czy myślisz, że można zacząć się uczyć języka dopiero po przeprowadzce, w praktyce, czy zdecydowanie lepiej nauczyć się go wcześniej? Jak w razie czego z komunikacją po angielsku?
Jak przyleciałam to nie mówiłam po włosku. Przechadzając się wieczornym Palermo, które całe dudni od ludzi, od włoskiego, powtarzałam sobie, kiedyś będę częścią tej kultury, bede śmiać się, przekrzykiwać, pić aperitivo razem z nimi, wyglądają na tak szczęśliwych!
To była dla mnie największa motywacja do nauki języka. Przeprowadzając się miałam niewielka bazę z włoskim. Niby wcześniej się uczyłam, ale rzeczywistość zweryfikowała, że nie potrafię nic.
Na początku byłam przekonana, że włoski jest prosty, ale z czasem okazało się że jest bardzo bardzo skomplikowany, gramatyka to jest piekło. We włoskim istnieje ponad 20 czasów i ich się używa, oni o tym nie wiedzą, nie potrafią ich nazwać, ale ich używają. I ciężko tłumaczyć je z polskiego, skoro mamy tylko 3 czasy – żeby dobrze mówić, trzeba porządnie się osłuchać i zrozumieć w jakich sytuacjach się czego używa.
Akcenty i wymowa, też wcale nie są takie proste. Uważam, że dobrze przyjechać do kraju z bazą, żeby zacząć szlifować język, bo na początku nie zdajemy sobie sprawy ile jest słów, wyrażeń do poznania i mnie na początku to przygniotło. Ktoś do mnie coś mówił, a ja może i rozumiałam zdanie, kontekst, ale znałam 2-3 słowa i nie byłam w stanie zapamiętać i przyswoić wszystkich innych.
Z angielskim na Sycylii raczej ciężko, jednak o komunikację nie musimy się martwić – Sycylijczycy zrobią wszystko żeby przekazać nam to co chcą, przecież są gesty! Z pomocą rąk można powiedzieć wszystko! Taka ciekawostka: te gesty na Sycylii są używane w największej częstotliwości i służyły właśnie do komunikacji – na wyspie zawsze dużo się działo, dużo handlu, dużo różnych okupantów, żeby się z nimi porozumieć Sycylijczycy używali gestów.
Słowo komunikacja podsunęło mi od razu kolejny temat. Jak z przemieszczaniem się po Sycylii? Najlepiej posiadać własny samochód, wypożyczać samochód z wypożyczalni, kiedy chce się dojechać dalej, czy komunikacja miejska jest na tyle rozbudowana, że raczej można się opierać tylko na niej?
To pytanie to strzał w dziesiątkę!
Komunikacja miejska – jej się nie ufa. Nie tylko na Sycylii ale w całych Włoszech.
Jeśli chodzi o autokary, jest lepiej – na Sycylii jednym z przewoźników jest Segesta, na której ani razu się nie zawiodłam, oferuje połączenia do większych miast, ceny biletów są przystępne. Pociągi – nie dotrą wszędzie, ale zdecydowanie najbardziej pewny środek komunikacji. Do kupowania biletów przyda się aplikacja trainline (protip – jeśli kupujemy bilety w kasie/ biletomacie pamiętajmy, że przed wejściem do pociągu musimy je odbić w kasownikach na peronach). Wypożyczenie samochodu, w sezonie to dość wysoki koszt, może sięgać nawet do 80 euro za dzień. Bardzo wygodne rozwiązanie, bo jednak jesteśmy niezależni i dotrzemy wszędzie gdzie chcemy, tym bardziej że Sycylia jest cała piękna i warto czasami zatrzymać się gdziekolwiek, podziwiając morze, góry, sady cytrusowy czy winnice. Ale ubezpieczenie to konieczność, Sycylijczycy jeżdżą jak chcą i na drogach nie panuje wiele zasad.
Co powiedziałabyś komuś, kto marzy o przeprowadzce na Sycylię? Czy są jakieś protipy, które zdecydowanie warto znać przed podjęciem decyzji i wylotem?
Koniecznie to zrób i przekonaj się czy to miejsce dla Ciebie.
Sycylia to inny świat. To mieszanka kultur, to Włochy ale nie do końca. To wyspa kontrastów. Tam po prostu trzeba pojechać i się przekonać, bo albo się ją kocha albo nie czuje się tego klimatu.
Jakie tipy?
1 – zimą jest zimno, jest szalenie wilgotno i odczuwa się niskie temperatury, a w nie wszystkich domach jest ogrzewanie, także jeśli jest 11 stopni na zewnątrz to w mieszkaniu też.
2 – uzbrój się w cierpliwość, zrelaksuj się i otwórz na ludzi, to inna kultura.
3 – uważaj na autobusy i komunikację miejską, czasami znacznie szybciej się spaceruje.
4 – biorąc auto z wypożyczalni koniecznie zadbaj o dobre ubezpieczenie i pamiętaj, że na Sycylii nie ma zasad na drogach.
Jak wypada Sycylia na tle reszty Włoch?
Mieszkałam tylko na Sycylii, więc nie chciałabym jej porównywać do reszty Włoch. Każdy region jest nadzwyczaj wyjątkowy i ma co innego do zaoferowania. Chociaż niedawno usłyszałam piękne słowa od Włocha w średnim wieku: “mieszkałem w prawie całych Włoszech, ale za długo poza Sycylią“.
Na pewno kompletnie różni się od Włoszech kontynentalnych – Sycylia była pod panowaniem tylu różnych kultur i od każdej coś wyciągnęła.
Chyba mogę powiedzieć, że jest stosunkowo tania, chociaż poznałam ostatnio znajomych z całych Włoszech i okazuje się, że w Veneto Aperol Spritz kosztuje 1,5 – 2,5 euro – także jeszcze mniej niż w Palermo, haha.
Mając świeże porównanie do życia w innych europejskich miastach – Paryżu i Berlinie – jak na tym tle wypada Palermo?
Hmm, każde z tych miast jest zupełnie inne i dobrze, że padło to słowo „europejskich”.
Paryż to najdroższe europejskie miasto, Berlin największe.
Palermo w porównaniu do nich to miasteczko i to takie na skraju europy i Afryki (ale oczywiście nie ujmując).
Paryż jest piękny, chwyta za serce i jest stosunkowo mały, jest w nim pełno miejsc do zobaczenia. Nie miałam dużo czasu na jego zwiedzanie: pracowałam w centrum, mieszkałam poza granicą Paryża, ale wszędzie miałam jakoś blisko, ze spokojem można było wyjść na spacer i gdzieś dojść, metro było intuicyjne, wspaniale zorganizowane, na każdym rogu był sklep, kawiarnia.
Berlin. Po miesiącu nie byłam w stanie przekonać się do niego – jest za wielkie. Nieważne gdzie chce się dojechać, wszędzie jest co najmniej 40 minut drogi. Metro jest nieczytelne, a też to co można zobaczyć w nocnym metrze w berlinie czasami: ah, trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć. Google maps w tym miejscu wariuje i nic nie wie, pociągi niby jeżdżą, ale nie do końca. Miasto możliwości, zawsze coś się dzieje, impreza jest wszędzie, piwko pod monopolowym to w Berlinie codzienność dla wszystkich. W tym mieście czuć wolność w powietrzu.
Jeśli chodzi o miejsce do mieszkania – ja nie nadaje się do dużych miast. Czuje się dobrze kiedy wychodzę i mam znajomych w pobliżu na spontaniczne wyjścia, ulubione stoisko na targu, 5 minut do morza, a w nocy – ciemne niebo, a nie wszystko rozświetlone przez światła miasta. Więc pod tym względem dla mnie wygrywa Palermo. Jednak nie mam zbytnio doświadczeń ze służbami porządkowymi, służbą zdrowia, załatwieniem spraw w urzędach, a to też jednak istotne aspekty życia codziennego.
Nie byłabym sobą, gdybym nie podpytała jeszcze o kwestie czysto organizacyjne: czy życie w Paryżu naprawdę jest tak drogie, jak niektórzy mówią?
Tak, Paryż to drugie najdroższe miasto na świecie.
I da się to zauważyć. Jestem pewna, że znajdą się też tańsze miejsca „nie dla turystów”, ale niestety przez 1,5 miesiąca nie miałam okazji ich odkryć. Moim punktem porównania było tanie Palermo, a ceny w Paryżu były średnio dwa, trzy razy większe.
Pierwszego wieczoru kiedy wylądowałam w Paryżu poszłam na zakupy i kupiłam produkty, które z przyzwyczajenia uważałam za najtańsze – bakłażan, spaghetti, pomidory w puszcze, chleb, hummus, cukinia, woda, serek śmietankowy – zapłaciłam 30 euro i się przeraziłam. Potem nauczyłam się robić zakupy w stylu paryskim i zwracałam dużą uwagę na ceny, zwłaszcza warzyw i owoców, bo one wypadają najdrożej. Cena biletów za komunikację miejską to 80 euro miesięcznie/ tygodniowy 23 euro. Wyjście do kawiarni/restauracji to co najmniej 25 euro od osoby. Także powiedzmy sobie: najtaniej nie jest, zwłaszcza jeśli zaczniemy przeliczać na złotówki.
Gdzie kolejnym razem się spotkamy i w jakie zakątki świata zabiorą Kasię jej marzenia? Obiecuję, że dam znać! Koniecznie dodajcie Kasi otuchy na jej Instagramie i trzymajcie razem ze mną kciuki za jej przewodnik po rozkochującej w sobie Sycylii. Kasia to estetka, a przy tym dusza towarzystwa, przyciągająca pozytywnych ludzi jak magnes, więc jestem pewna, że stworzy przewodnik, jakiego jeszcze nie było. Obstawiam, że będzie pełen historii i ciekawostek, o których nam się nawet nie śniło. Ja też czekam z niecierpliwością!
Leave a Reply