
Czy kłamstwo ma krótkie nogi? Jessica Mercedes i szyte w Maroko ubrania Veclaim – obserwacje o zarządzaniu kryzysowym
Zajmuję się PRem i w branży mówi się często, że największe afery wybuchają w weekendy.
Tym razem jednak się tak nie stało – dosyć kontrowersyjna sprawa wyciekła dziś, w piątek rano. Interesuję się zarządzaniem kryzysowym, więc śledzę wątek – żeby podpatrzeć i sprawdzić jak szybko zareaguje sztab specjalistów od PRu Jessici Mercedes i jaką taktykę przyjmie, a po drugie – wiadomo, trochę też z ludzkiej ciekawości, nie będę tego ukrywać. Ale o co w ogóle chodzi? Już streszczam tym z was, którzy nie wiedzą i nie śledzą świata mody, w którym nie ukrywajmy – niepotrzebnych dram jest zdecydowanie za dużo (jak to w biznesie – dużo niefajnych taktyk i rzeczy, które miały być “tajemnicą firmową” w końcu trafia na światło dzienne).
Zrobiło się dziś głośno o doniesieniach na temat kolekcji Jessici Mercedes – kolekcji, która miała być uszyta w Polsce i była promowana przez ich autorkę słowami:
“Wspierajcie polskie marki, wszystko mojej marki Veclaim jest szyte w polskich szwalniach”.
W krótkim czasie posiadacze t-shirtów i dresów marki Veclaim zorientowali się, że pod metką z nazwą marki Jessici kryją się inne metki, w tym jedna z nich z “Fruit of the Loom”
– nazwą marki produkującej basicowe produkty o niskiej jakości, bez żadnych napisów i wzorów, tak aby szkoły i uniwersytety mogły z nich zrobić tanie mundurki. Zdaniem znawców jakości, Fruit of the Loom produkuje ubrania gorszej jakości niż te dostępne na targach oraz w Tesco czy Auchan. Właściwie nic dziwnego – bluzka tej marki kupiona w hurcie kosztuje ok. 5-10 zł. Jessica po dodaniu do koszulek wydruku i swojej metki, sprzedawała je za 200-250 zł.
Sprawa nie została jeszcze skomentowana przez samą Jessicę, jednak dowody wydają się być niepodważalne – sporo klientów pokazało dziś ślady po wyciętych metkach lub pozostałości metki “Fruit of the loom” – wszystko wskazuje na to, że część metek została porządnie wycięta, ale nie wszystkie team Jessici zdążył prawidłowo ukryć i tym sposobem – na jaw wyszło to, co wyjść nie miało.
Według informacji zamieszczonych na stronie firmy Fruit of The Loom, t-shirty są produkowane w Maroko i w Chinach.
Na profilu Jessici pojawiło się wiele dosyć brutalnych komentarzy wraz z wyzwiskami – ludzie czują się mocno zdziwieni tym, skąd pochodzą ubrania, które miały być szyte w rodzimych szwalniach. Zgoda co do jednego – nie wolno nikogo obrażać, znieważać i grozić, niezależnie od czynów. Wielu ludzi niestety o tym zapomniało, pisząc komentarze, którym daleko od akceptowalnych, nawet w przypadku popełnionego oszustwa. Z drugiej strony, trudno pogodzić się z faktem, że autorka kolekcji musiała być świadoma tego co robi, publikując i oświadczając gdzie tylko się da, że cały proces produkcyjny dzieje się w Polsce i że kupując jej ubrania, wspieramy polskie szwalnie. Odbiorcy Jessici mieli wrażenie, że wydając 200-250 zł na t-shirty i ponad 500 zł za dresy, kupują luksusowe produkty, o najwyższej jakości – tak jak Jessica je przedstawiała. Dziś niestety liczne portale zaczęły publikować dowody na to, że bazą kolekcji były bardzo tanie produkty, produkowane za najniższą możliwą cenę.
Jedna z komentatorek napisała (i myślę, że to w tym przypadku jeden z bardziej trafnych komentarzy):
“Jeśli chce się tworzyć markę eksluzywną z wysokimi cenami i jakością, która odbiega od produktów z sieciówek – produkty powinny być nieskazitelne. Począwszy od idei, kończąc na wykonaniu. Nie posiadam tych drogich ubrań Veclaim, ale wyobrażam sobie jak oszukana bym się czuła, gdybym coś takiego odkryła po wydaniu niemałych pieniędzy na te produkty, niezgodne z opisem”
Jestem pewna, że obserwatorów boli nie tyle sam fakt, że produkty są szyte przez bardzo tanią i wątpliwą jakościowo markę w Maroko i w Chinach, przy wykorzystaniu tanich sił roboczych, a to, że wielokrotnie było powtarzane, że team Jessici wszystko szyje sam, w Polsce. Zdaniem wielu w tej sytuacji powinny zostać podjęte odpowiednie kroki prawne, nie tylko odszkodowania dla wprowadzonych w błąd klientów.
Wiele słów w komentarzach jest bardzo niekulturalnych, jednak zapewne za dużymi emocjami stoi oburzenie, że marka z wyższej półki okazuje się “lecieć po taniości” i z uśmiechem wmawiać klientom nieprawdę na temat pochodzenia ubrań. Kiedy sklep zapewnia, że szyje w Polsce, a okazuje się, że niestety nie jest, towar jest niezgodny z opisem, konsument ma prawo do roszczeń. Jessica wszędzie deklarowała, że wszystko od A do Z szyte jest w Polsce, a okazuje się, że kupuje gotowy produkt z Chin i Maroko – a następnie robi tylko nadruk i metkę swojej firmy.
W sieci wszystko prędzej czy później wychodzi na jaw
– zwłaszcza, gdy ludzie przychylnie nastawieni i ci mniej przychylnie oczywiście też obserwują każdy ruch i bywają bardzo czujni. Nie tak dawno, kilka tygodni temu, okazało się, że jedna multimilionerka złożyła wniosek o dotację/dofinansowanie OD PAŃSTWA. Jej firma pomimo pandemii świetnie prosperowała, według ekonomistów przynosząc olbrzymie zyski – i dotacja, a nawet sam jej pomysł przy takich kwotach, takich zyskach był zagraniem, zdaniem obserwujących, bardzo niefair (podczas gdy inne firmy, które naprawdę potrzebują takich dotacji ich nie dostały). Ludzie w sieci są naprawdę czujni i łączą fakty -w przypadku Jesicci odkryli też liczne przykłady niemalże identycznych rzeczy, które produkują zagraniczne firmy.



Pudelek już stworzył artykuł z oskarżeniem “Jessica Mercedes oszukuje swoich fanów”. Im więcej osób zostanie uświadomionych, tym sztab od PRu będzie miał trudniejsze wyzwanie, to naturalna konsekwencja, w której publikacje w dużych magazynach oczywiście nie pomagają.
Co jest clue sprawy?
Właściwie nikt pewnie nie byłby zdziwiony faktem, że koszulki i dresy szyte są w odległych krajach za kilka złotych (a sprzedawane za kilkaset), bo robi tak wiele, wiele marek (nawet tych de luxe), gdyby nie – i o to rozchodzi się cała sprawa – zaznaczanie i opowieści o tym, że wszystko jest polskiej produkcji. To jedyny fakt, który zmienia wszystko.
Z PRowego punktu widzenia – jest to sytuacja, która podważa wiarygodność i będzie rzutować na dalszą sprzedaż, jak i wizerunek marki osobistej Jessici. Na ten moment trudno przewidzieć jej działania – być może dojdzie do przedstawienia działania z Fruit of the loom, ale gdyby współpraca była jawna, metki najpewniej nie byłyby wycinane, a pochodzenie ubrań tak dobrze kryte.
Jedno jest pewne – już niedługo będzie to case study, z którego będą mogli się pewnie uczyć studenci public relations. Sama będę go śledziła, by poznać kroki, na które zdecyduje się sztab Jessici. Nigdy nie kupiłam żadnego projektu Veclaim, więc nie czuję się tutaj zaangażowana emocjonalnie. O całej sprawie dowiedziałam się początkowo ze stories Vogule Poland oraz Karoliny Domaradzkiej. Jestem pewna, że będzie to duża lekcja dla sztabu od kryzysów.


Ponieważ wyzwaniem jest zawsze spojrzenie na sprawę z obu stron i jest to właściwie klucz do interpretacji wielu sytuacji – jestem ciekawa, co Wy o tym sądzicie? Czy takie miejsce powinny mieć miejsce w branży modowej? Manager Jessici, Andrzej Skowron wydał już oświadczenie medialne (co prawda w dosyć nietypowym miejscu – na Pudelku), mówiąc o tym, że kolekcja pochodziła z różnych źródeł, ale choć ubrania szyte w Polsce nie były (tak jak zawsze opisywała je Jess), wszystkie nadruki były wykonywane w Polsce. Zawsze coś. Nie odniósł się do wycinania metek Fruit of the loom i pozyskiwania taniego surowca z Maroka.
Leave a Reply