Fashion, Polskie marki

Poza sieciówkami: Il Piu

Pora na mały update i relację z mojej misji: misji oczyszczania szafy z sieciówkowych ubrań, które pozostawiają tak wiele do życzenia (nawet przed pierwszym praniem, nie mówiąc już nawet o tych 30 praniach, które statystycznie każda rzecz powinna dzielnie przetrwać bez żadnego uszczerbku), że jakiś czas temu zdecydowałam się z nich niemalże całkowicie zrezygnować.

Czy było to początkowo łatwe? Tak i nie 😮

Z jednej strony: zaczęłam odkrywać polskie marki, które tworzą sukienki przerastające moje oczekiwania: o wygodnych krojach, przyjemnych w dotyku materiałach i trwałości, którą można spokojnie opisać jako: w ogóle nie do porównania. Nie wszystkie oczywiście, ale naprawdę sporo TAK.

Z drugiej strony – sieciówki wydają się najlepiej dostępnym źródłem, gdy czegoś potrzebujemy. Również najlepiej dostępnym cenowo. Wokół polskich marek narosło sporo stereotypów: przede wszystkim ten, że są znacznie droższe. Sama kiedyś w to wierzyłam i kiedy ktoś mówił mi, że kupił daną rzecz w jakiejś dość niszowej, zdecydowanie niepopularnej polskiej marce, myślałam sobie: damn, znajdę sobie oś podobnego w Zarze.

I tak, tym sposobem moja szafa przez jakiś czas była pełna poliestru i rzeczy, które nawet jeśli pozornie wyglądają całkiem nieźle – beznadziejnie  znoszą pranie + są niewygodne, bo sprzyjają przegrzewaniu się skóry (a pocenie się i przegrzewanie się skóry = jej stany zapalne i krostki 🙁 )

Lipcowe odkrycia wśród polskich marek 

Na ten moment w mojej szafie wisi na oko 5 ostatnich sieciówkowych rzeczy, które pewnie w kolejnych miesiącach zastąpię lepszej jakości odpowiednikami. A jak progres ostatnich dni? W ostatnim czasie wśród moich modowych odkryć, zdecydowanie na przód listy wybija się jedna polska marka – Il Piu. Mogliście o niej nie słyszeć, bo nie jest tak dobrze znana, jak powinna.  To rodzinna firma z tradycją (w sumie 30letnią), ale też dość niewielkimi kolekcjami, które nie potrzebują ogromnej reklamy i marketingu, bo mają swoje stałe klientki, które jak podejrzewam: jak raz rozsmakowały się w lepszej jakości, to nie chciały iść już nigdzie indziej i wykupują perełki z Ilpiu dość szybko.

Tak szybko, że na jedną niebieską sukienkę się nie załapałam. Skusiły mnie za to dwie inne (o te) przepiękne, różowe (surprise, surprise!) kiecki, które przerosły moje najśmielsze oczekiwania – i stąd też myśl, że zasługują na osobny post. Jakość materiału, to jaki jest w dotyku + kroje 😮 Wiedziałam, że pewnie będę zadowolona, ale nie spodziewałam się, że aż tak. I co równie fajne – nie są to perełki za wygórowaną cenę. Droższe od sukienek z H&Mu, ale mniej więcej na poziomie sukienek z kobiecej części Zary – a nie muszę pewnie wspominać, że oprócz podobnej ceny, innych podobieństw jest niewiele.

Te sukienki są naprawdę super starannie odszyte. Po kilku praniach wyglądają idealnie – bez najmniejszej różnicy.

I to są sukienki, które stawiają innym wysoką poprzeczkę 😛 

 

il piu sukienka recenzja szczera opinia

Jestem zdania, że warto mieć w szafie mniej rzeczy, ale za to naprawdę fajnych. Takich, do których nie można się o nic przyczepić. Nie takich, o których powiemy: fajny krój, ale poliester i jest mi w niej niewygodnie. Nie takich, o których powiemy: po praniu się rozeszła i nadruk się sprał.

Tylko takich, które mogłybyśmy śmiało polecić nawet najbardziej wymagającej koleżance. Tylko w tym przypadku to my bądźmy taką koleżanką – dla samych siebie – i też miejmy wysokie oczekiwania! 🙂

W sumie to życzę sobie i Wam więcej odkryć w stylu IlPiu! Dajcie znać jak Wasze myśli, czy słyszałyście o tej marce + jak Wasze odkrycia ostatnimi czasy 🙂

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply