Jeżyce to jedna z ciekawszych stref kulinarnych Poznania. Ta dzielnica nie ogranicza się gatunkiem – poważnie, można tutaj znaleźć dosłownie wszystko. W s z y s t k o czego dusza zapragnie: streetowe bomby kaloryczne, takie jak frytki z milionem dodatków, serem i mięsem na wierzchu (Pitu Pitu na Wawrzyniaka <3), wegańskie ciasta ze spodami z daktyli (Kafej), cały wachlarz czekoladowych i śmietankowych serników (Ciuciu Paj), lody z jadalnymi bratkami i innymi kwiatami (Najs Cream), shakshukę z avocado i nachosami (Falla)… Są miejsca w które wypada przyjść w porozciąganym dresie jak i takie, dla których warto założyć na siebie najbardziej elegancką sukienkę i najrzadziej wyciągane z szafy szpilki. Na Jeżycach zawsze dużo się dzieje. Zmieniają się szyldy, pozycje w menu, niektóre kawiarnie i restauracje całkowicie się przebranżawiają, ale jedna z nich pozostaje wciąż taka sama, wierna swoim tradycjom i początkowym założeniom: Dąbrowskiego 42. Tak, to sprytne dwa w jednym: adres i zarazem nazwa.
Dąbrowskiego 42 działa na Jeżycach od wielu, wielu lat. Zawsze mijałam ten spot w drodze na uczelnię i do pracy, ale dopiero w zeszłym roku pierwszy raz zajrzałam do środka: swoją drogą też podczas Restaurant Weeku. Wewnątrz powitał mnie wówczas tradycyjny wystrój z licznymi domowymi akcentami, który sprawił, że przestrzeń była ciepła i przytulna. W tym roku mam identyczne odczucia – wnętrze zabytkowej willi miejskiej to spójna, jasna i nieprzytłaczająca aranżacja. Ale od początku! Wybrałam się na Dąbrowskiego 42, żeby spróbować ich festiwalowych propozycji w ramach tegorocznego RW2019, którego miałam przyjemność zostać ambasadorką.
Ich festiwalowe propozycje są nieprzesadzone i nie na wyrost wyszukane – łączą ciekawe smaki, ale w bardzo bezpiecznej formie. Szczerze mówiąc czasami boję się egzotycznie brzmiących nazw, bo pomimo wewnętrznego optymizmu, pojawia się mała obawa, że okażą się tak specyficzne, że wyjdę niecałkiem najedzona. To ma swoje plusy, ale nie wtedy, kiedy mam ochotę na relaksujący wieczór po ciężkim dniu z przyjaciółką. Także na takie okoliczności – Dąbrowskiego 42 jest w sam raz. Nasz wieczór z festiwalową degustacją był maksymalnie sycący (jak na degustacyjne ilości porcje były OGROMNE! 😀 ) i kameralny. Widziałam w sieci sporo negatywnych opinii na temat obsługi w tymże miejscu. Szczerze? Obsługiwała nas prawdopodobniej najmilsza kelnerka, jaką kiedykolwiek spotkałam :O Czytała nam w myślach, co moment upewniała się, czy wszystko jest w porządku, sama zaproponowała pomoc przy zrobieniu wspólnych zdjęć i przyjacielsko zagadywała. Także zdecydowanie nie można wierzyć we wszystko, co piszą w internetach. Widziałam też recenzje skarżących się na zbytnie oblężenie lokalu – my odwiedziłyśmy go w poniedziałek przed 20 i nie było ani trochę tłocznie, wręcz przeciwnie. Także to niezła pora na kolację, jeśli wolicie mieć więcej restauracji tylko dla siebie, tak jak my.
Leave a Reply