Marketing

Czym jest, a czym nie jest marketing?

Do wystukania tego wpisu sprowokował mnie kierowca Ubera, z którym pokonałam niedawno 11 kilometrów. Wsiadłam, kompletnie nieświadoma tego, co mnie czeka. I jak emocjonujące będą kolejne minuty. Musicie wiedzieć, że nie lubię się kłócić z obcymi ludźmi. Szkoda mi na to energii – baaaardzo mocno cenię sobie swój spokój, więc czasami wolę ugryźć się w język, zamiast dać się ponieść emocjom. Ale z drugiej strony… Jestem zodiakalnym baranem. Generalnie moje zasady są dwie: jeśli coś mnie mocno nie zdenerwuje, to się nie kłócę, bo uznaję, że to strata czasu. I jedno wielkie, totalne “po co?” Za to jeśli coś mnie jednak MOCNO dotknie lub intensywnie sprowokuje, to potrafię spierać się bardzo długo – czasami tak długo, aż dostanę przeprosiny albo ktoś jednak zrozumie mój punkt widzenia. Czy to też czasami strata czasu? Well, well, przyznaję, że tak – dlatego tych sytuacji jest dość niewiele, spokój jest bezcenny!

Natomiast z owym kierowcą Ubera to było tak: wsiadłam i zaczęliśmy sympatyczny small talk. Szczerze mówiąc ja zawsze mam co robić na telefonie, więc bardzo lubię milczące kursy, ale pogadać z kimś ciekawym świata też przyjemnie. Niestety tym razem tej ciekawości trochę zabrakło. Kierowca, nazwijmy go dla uproszczenia Tomek, zapytał mnie po kilku minutach czym się zajmuję. I dosłownie wybuchł, gdy usłyszał słowo “marketing”.

Tak jakby to słowo aktywowało jego drugą osobowość. Wcześniej był totalnie przyjazny i pokojowy! Zaczął krzyczeć czy nie sądzę, że pracuję w strasznym środowisku, że okłamujemy ludzi, że marketing to jedno bagno, naciągające biednych ludzi na drogie usługi. Najpierw upewniłam się czy nie pomyliło mu się czasami z telemarketingiem. Ale nie.

Dyskusja trwała. Jego absurdalnie negatywne skojarzenia były naprawdę gigantyczne i w ciągu 15 minut wygłosił tyle krzywdzących teorii, że głowa mała.

Dlatego zacznijmy tu od początku. Bo ja wiem, że nikt z was takich kosmicznych skojarzeń na 101% nie ma, ale gdyby kogoś jednak miało zniechęcić to słowo “marketing”, które często się tu u mnie przewija – najpierw pogadajmy co ono właściwie oznacza!

 

. Może najpierw zacznijmy od tego czym marketing nie jest 

Pisałam też o tym niedawno na Instagramie – założyłam niedawno nowy profil, na którym będę dużo mówić o swoich zawodowych doświadczeniach, by podzielić się z wami tymi najcenniejszymi kawałkami.

Marketing:

  • Nie ma nic wspólnego z wciskaniem komuś czegoś na siłę
  • Puste, wyświechtane frazesy i przewidywalne hasła to elementy złych kampanii, a nie powszechny składnik
  • Marketing to nie sprzedaż! Wspiera sprzedaż i głównym wyznacznikiem udanego działania jest wysoka konwersja, ale marketing to znacznie szersze pole niż sprzedaż!
  • Nie polega tylko na kreatywnych czy artystycznych działaniach. Przeciwnie, wiele jego obszarów wymaga bardzo analitycznej głowy i technologicznych umiejętności twardych
  • Nie powinien być działaniem na oślep (dlatego bardzo dużo w nim analiz i researchu!)
  • Nie jest działaniem, które zaczyna się dopiero w momencie gdy produkt/usługa są gotowe
  • Może mieć wiele różnych celów, nie tylko jeden

 

. Czym więc jest marketing? Na czym polega i o co w nim chodzi?

  • o budowanie społeczności i relacji z ludźmi, którzy są w naszej target audience (grupie docelowej)
  • o dostarczanie im wartościowych treści (rozrywka/śmiech też mają wysoką wartość!)
  • o analizę ich potrzeb i analizę rynku
  • o zwiększenie zasięgów naszych komunikatów i działań
  • o budowanie rozpoznawalności
  • o komunikację
  • o rozpoznanie/stworzenie elementów, dzięki którym łatwo będzie rozróżnić nas od konkurencji
  • o budowanie przywiązania i lojalności, u tych, z którymi wiele nas łączy (np. zainteresowania, podobny lifestyle, sposób myślenia o czymś, wartości)
  • o inteligentne uświadamianie korzyści płynących z wyboru nas/naszej usługi
  • uczciwe sprawienie by klient nam ufał i widział w nas eksperta/godnego zaufania człowieka
  • o komunikowanie wartości i misji, która stoi za naszymi pomysłami

. Skąd tyle negatywnych skojarzeń?

Krzywdzących stereotypów wokół marketingu narosło naprawdę sporo – nie ma co się tu oszukiwać.

Gdy rozpoczęłam z wami dyskusję na IG, wiele osób napisało mi “chciałabym by marketing nie opierał się na kłamstwie, ale u mnie w firmie tak niestety jest“. I to niestety element naciągania na sprzedaż, a nie marketingu 🙁 Przykro mi, gdy czytam jak wiele firm uważa, że uczciwość, autentyczność i transparentność to chwilowe trendy, a nie ABSOLUTNA konieczność (szczególnie w dzisiejszych czasach).

Ale zupełnie szczerze – to tak jak w każdej relacji międzyludzkiej. Marketing jest de facto relacją z naszymi potencjalnymi odbiorcami/klientami. Można tę relację opierać na nieuczciwości, ale tu kłamstwo ma nogi krótsze niż żółw błotny. Nie sztuką jest naciągnąć kogoś na jednorazowy zakup – sztuką jest zdobyć ZADOWOLONEGO, lojalnego klienta, który będzie chciał zostać z nami dłużej i będzie polecał nas dalej, biorąc ze sobą w świat dobre słowo o nas.

Kasia Pilch

Leave a Reply