
I co dalej? – czyli co z życiem po studiach? Jak odnaleźć swoją ścieżkę kariery?
Za kilka tygodni minie dokładnie rok, odkąd ukończyłam moje pierwsze studia, więc pomyślałam, że to dobry moment, aby poruszyć ten temat, bo wciąż pamiętam – jakby to było dzisiaj! – te wszystkie pytania, które niczym lawina, spadły na mnie po dniu, w którym otrzymałam dyplom. Autentycznie miałam ochotę schować go na dnie szafy i udawać, że go nie mam – bo to tylko dokument, który przecież nie odwraca nagle całego życia do góry nogami. A wszyscy zachowywali się tak, jakby to co najmniej był list przyjęcia do Hogwartu i miał magicznie odmienić całą moją codzienność.
Oczywiście piszę to pół żartem, pół serio, bo wiem, że to mimo wszystko ważny papier – wywalczony z cierpliwością lwicy dowód pozdawanych egzaminów, wygranych sporów słownych z wykładowcami i poręczyciel umiejętności, które mogą się przecież przydać. Czasami się przydają, czasami nie – i tutaj pojawia się najważniejsze pytanie. Jak zadecydować czy powinny się przydać i czy podążać za głosem serca, głowy, czy może zawodu wypisanego na owym dyplomie?
. Jak opanować mordercze zapędy, kiedy wszyscy próbują wybadać czy zostaniesz następcą Einsteina
albo chociaż Marii Skłodowskiej Curie czy Żulczyka. Rodzina zawsze chciałaby zobaczyć nas na mównicy wielkich sal, podeście przy którym przyznaje się nagrody Nobla albo chociaż na Oscarowej scenie. Znajomi natomiast życzą nam dobrze (przynajmniej ich większość, jeśli mamy szczęście do ludzi), ale umiarkowanie dobrze, to znaczy – zazwyczaj (często nawet podświadomie) raczej nie chcieliby, aby ułożyło się nam lepiej od nich.
Pytania o dalsze plany zawsze można skwitować neutralnym “na razie nie mówię, żeby nie zapeszyć! Ale kciuki się przydadzą!” – to da odbiorcy do zrozumienia, że jakiś plan już powstał i jest na drodze realizacji. To zazwyczaj uspakaja i choć trochę ukraca dalszy deszcz znaków zapytania 😀
. Jak odnaleźć stworzyć życie marzeń?
Daj sobie czas.
Nikt nie wpada na pomysł kim chce być i o jakiej przyszłości marzy przez jedną noc. Obserwuj siebie. Przeanalizuj co dostarczało Ci najwięcej pozytywnych emocji w przeszłości, przy jakich ludziach czujesz się najlepiej, jakie czynności wywołują uśmiech na Twojej twarzy. Co Cię nie męczy, nawet jeśli robisz to długimi godzinami – przy czym tracisz poczucie czasu? Dobrze się nad tym zastanów. Lepiej dłużej myśleć i stworzyć koncepcję, która będzie naprawdę Twoja i która stanie się Twoim prawdziwym celem, niż posłuchać porad rodziców, dziadków czy starszej siostry i przejść przez życie robiąc to, co inni twierdzą, że powinieneś robić. To na dłuższą metę cholernie męczące i odbierające satysfakcję, więc don’t do it. Gdzieś tam w środku (podobno w okolicach żołądka^^) znajduje się Twój głos i Twoja opinia – spróbuj go usłyszeć, nawet jeśli opinie wszystkich dookoła wydają się głośniejsze. Odnajdywanie siebie trwa czasami długo, ale to Twój najważniejszy, życiowy cel – w końcu kogo powinieneś odnaleźć i poznać bardziej niż siebie?
Nie podejmuj pochopnych decyzji, bo (to oczywiście tylko metaforyczny przykład) Twój wujek jest lekarzem i powiedział, że da się na tym nieźle dorobić. Przemyśl to czy chcesz, aby Twoje życie było taką historią, czy dla pieniędzy, uznania rodziny czy nudnego, ale dostatniego życia, jesteś w stanie zrezygnować ze swoich wszystkich marzeń. Nawet jeśli na ten moment Twoje prawdziwe marzenia wydają Ci się odległe i nierealne – wcale takie nie są. Ale jeśli z nich zrezygnujesz i wybierzesz inną, bardzo absorbującą ścieżkę, oddalisz się od nich, całkiem możliwe, że na dłuższy czas. Roxette ma w jednej kwestii całkowitą rację – listen to your heart!
Zastąp strach ekscytacją.
Przed Tobą c a ł e życie – żaden plan nie powinien wydawać Ci się za ambitny, ani za odważny, bo będąc na tym etapie, masz całkowitą szansę na jego realizację! Wszystko może się wydarzyć. Możesz zrobić ze swoją karierą co tylko zechcesz, a jeśli los będzie Ci sprzyjał, Twoje marzenia spełnią się szybciej, niż myślisz. Szczęściu trzeba pomóc (nienawidzę tego cytatu, bo usłyszałam go po raz pierwszy na obozie szkolnym, od kelnera, który szalenie mi się podobał – przyszłam na elegancką kolację w spodniach i białym t-shircie, a wszystkie pozostałe dziewczyny – w kusych sukienkach. Zmierzył mnie wówczas i wygłosił ową mądrość (ale ostatecznie i tak to ze mną się zaprzyjaźnił, haha), ale cóż – często (w innych okolicznościach oczywiście) jest życiowo prawdziwa, więc wypieram tę niechęć :D)
Wyobraź sobie wymarzone życie i zwizualizuj to, że jest już Twoje i żyjesz nim na co dzień. Budzisz się rano i masz wszystko to, czego aktualnie pragniesz: pracę, która jest Twoją pasją, człowieka, którego kochasz nad życie, partnerów biznesowych, jasne i przytulne mieszkanie (a może dom, jeśli wzdychasz do większych metraży?) i nie musisz się martwić tym jak osiągnąć sukces. Niedługo będziesz na tym etapie, więc go for it. Pomyśl czego chcesz najbardziej na świecie. Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze. Co przynosi Ci największą frajdę. I zamiast bać się zrobić pierwszy krok, lub spróbować swoich sił w jakiejś branży, spróbuj wytworzyć w sobie podekscytowanie i podjarkę – to może być to! To może być krok, który będzie przełomem w Twoim życiu. Zrób go z ekscytacją, a obawy zostaw na później. Początek nie jest na nie dobrym czasem.
Jeśli chcesz zaryzykować, zrób to teraz!
Jeśli teraz popełnisz błąd, wszyscy Ci wybaczą. Ty też sobie wybaczysz, bo na samym początku nikt nie wie jeszcze wszystkiego. Spójrz, teraz masz najmniej do stracenia, nie ma więc sensu czekać – za kilka lat mogą ograniczać Cię inne czynniki, własna rodzina, kredyt lub inne zobowiązania, a teraz jesteś prawdopodobnie na najlepszym etapie życia, aby zaryzykować. Jeśli masz wielkie plany, rozpocznij ich realizację. Jak to mówią – czas i tak upłynie. Pozwól sobie spróbować, złóż dokumenty do firm, których nie pochwalają Twoi rodzice lub przyjaciele, ale Ty potajemnie marzysz o pracy dla nich. To idealny moment na to, aby zobaczyć czy to to, czego naprawdę chcesz. Jeśli nie spróbujesz spaghetti z rodzynkami, nigdy nie dowiesz się, czy takie połączenie smakowe Ci smakuje – podobnie jest z pracą i marzeniami. Więc weź ten widelec i zacznij degustować!
Czytaj, odkrywaj, rozmawiaj, próbuj!
Etap studiów już za Tobą, ale on nie oznacza wcale końca nauki. Najważniejsza nauka dopiero przed Tobą – bo to ona dostarczy Ci wiedzy, w którym kierunku teraz pójść. O czym czytasz, kiedy masz wolny czas? Z kim rozmawiasz, aby odnaleźć wsparcie lub inspirację? Jakie pytania najczęściej zadajesz wujkowi Google, bo naprawdę chcesz poznać odpowiedzi?
Nie porównuj się do innych.
Może Ci się wydawać, że wszyscy dookoła mają rodziców, którzy zapewnią im idealną pracę. Albo ukończyli już tyle praktyk, że kolejną fuchą będzie już tylko rola prezydenta Stanów. Porównywanie się do innych odbiera ekscytację, wywołuje wątpliwości i naprawdę szkodzi, więc daruj sobie – to tylko męczy i spowalnia, niczym plecak z kamieniem podczas maratonu. Uwierz w siebie – masz tyle umiejętności i talentów, o których być może nawet jeszcze nie wiesz, ale z czasem uda się je odkryć i oszlifować, że masz całkowitą szansę ich wszystkich zaskoczyć i prześcignąć – choć to nie żaden wyścig, bo każdy ma swoją ścieżkę, na której jest miejsce na tylko j e d n ą osobę.
Nie mów, że coś jest niemożliwe.
Neverrrr. Nic takie nie jest, bo życie zaskakuje, a technologia i świat zmieniają się z każdym dniem. Codzienność w każdym mieście i kraju wygląda zupełnie inaczej – nawet, jeśli coś wydaje Ci się niemożliwe w miejscu, w którym się urodziłeś, lub mieszkasz, kilkaset kilometrów dalej może być całkowicie w zasięgu Twojej dłoni.
Zamiast wyliczać przeszkody – brak dużych oszczędności, konieczność posłuchania porad rodziny, strach przed ludźmi, nieśmiałość, brak dwumetrowych nóg, imponującego sześciopaku lub “biznesowego” wyglądu… – spójrz na ludzi, którzy zrealizowali swoje marzenia, pomimo tych wszystkich pozornych przeciwności losu i trudności. Znam wiele osób, które nie miały wcale dobrych predyspozycji, idealnej sytuacji materialnej, ani wielu atutów wizualnych (choć to bardzo subiektywne i mówiąc to, mam na myśli standardowy wzorzec, którego nie pochwalam), a i tak dzięki determinacji, doszły bardzo bardzo daleko. Wszyscy powtarzają, że chcieć to móc. Spróbujmy im uwierzyć 😉
Nie pozwalaj sobie na zbyt długą stagnację.
W pierwszym podpunkcie mówiłam co prawda o tym, że trzeba dać sobie czas, czasami nawet bardzo dużo czasu, ale – najważniejsze jest to, aby ten czas był przepełniony analizą i małymi krokami. Mogą to być tip topy, ale byleby do przodu. Choć o milimetr. Zrób sobie listę rzeczy, które przybliżą Cię do wiedzy, czym chcesz się w życiu zająć, albo – jeśli masz już konkretny pomysł – listę aktywności, które pomogą Ci w realizacji celu. Zawsze pod koniec dnia pytaj się “Co dalej?” i miej świadomość, że w ciągu minionej doby zrobiłeś coś, nawet bardzo małego, co przybliżyło Cię do spełnienia marzenia. To może być drobnostka – odnalezienie numeru do osoby, która może podzielić się z Tobą cenną wiedzą, może wykupienie domeny, zrobienie zdjęcia do projektu, wymyślenie hasła, przeczytanie kilku stron książki, czy zakup białej koszuli. Najważniejsza jest ta świadomość, że nie stoimy bezczynnie w miejscu – ona uskrzydla. A te skrzydła przydadzą się przecież na jeszcze wielu kolejnych etapach 😉
. Czy to działa?
Pewnie zastanawiacie się, czy mi udało się stworzyć życie marzeń, skoro tak dużo o tym mówię. To długa droga, której nie da się odbyć w ciągu jednego roku – ale coraz częściej wydaje mi się, że jestem na właściwej. Jest dużo, dużo przeszkód – pewnie. Przeszkody logistyczne, zdrowotne, finansowe. Ale wierzę w to, że uda się je przeskoczyć, albo na stałe usunąć z tej drogi – zepchnąć na bok, aby już nigdy nie stanęły na środku ścieżki. Mam pomysł, który chcę rozwijać i kilka pobocznych zajęć, które zapewniają mi środki na realizację tego głównego. Nawet jeśli ten najważniejszy, priorytetowy pomysł nigdy nie stanie się moim biznesem – zawsze będę go realizowała, bo gdybym tego nie robiła, czułabym, że z czegoś w życiu rezygnuję i nie spełniam wizji, która zawsze we mnie kiełkowała 😀 Usłyszałam niedawno, że ignorowanie własnej pasji to powolne samobójstwo. Bardzo powolne, ale też bardzo bolesne. Nie róbmy tego sobie!
Zawsze bałam się zacząć robić na większą skalę to, co naprawdę kocham – bo rodzina powtarzała mi, że to szalone, głupie, albo niewystarczająco poważne. Że szkoda czasu. Że tym to powinnam się zająć, ale na emeryturze – teraz to bez sensu. Obawiałam się też kiedyś zdania znajomych – tego, że zaczną mnie inaczej oceniać, patrzeć na mnie przez inny pryzmat i oceniać moje działania. I wiecie co? Najgorzej jest zacząć. Po jakimś czasie te zmartwienia ustają, bo zaczyna się zauważać, że te poszczególne słowa krytyki nie mają większego znaczenia, ani wpływu na nasze szczęście – a uwierzcie mi, robienie tego, co podpowiada nie doradca zawodowy, rodzina albo promotor, a serce, przynosi sporo szczęścia 😉 A czasami tak sobie myślę, że właśnie dla tego uczucia żyjemy.
Są wśród was osoby, które mają już swój pachnący świeżością dyplom w szufladzie i zastanawiają się co dalej? Jak to jest u was? Dajcie znać – trzymam mocno kciuki za to, aby wymarzone życie stało się jak najszybciej upragnioną codziennością! Let’s fight for it! 😀
Leave a Reply