
Poza sieciówkami: Boskata
Jak idzie mi mój projekt pozbywania się z szafy ubrań z sieciówek? Całkiem dobrze! Tak jak opowiadałam Wam ostatnio, widzę realną zależność: kiedy mam dość uporządkowaną szafę wypełnioną rzeczami, które realnie lubię i nie wzdycham z rezygnacją na myśl o ich jakości po praniu, poranki są znacznie przyjemniejsze – bo MAM SIĘ W CO UBRAĆ.
Kiedyś miałam mnóstwo bluzek i sukienek, ale bardzo wątpliwej jakości i o krojach, które well: miałam pewne wątpliwości czy są dla mnie. Miałam dużo za krótkich sukienek. Sukienek o krojach, w których strach było wyjść na ulicę bo się zsuwały. Sporo rzeczy, które kupiłam tylko dlatego, że były na wyprzedaży i wydawały się tak okazyjne, że “może kiedyś się przydadzą“.
Tym sposobem szybko skończyłam z szafą wypełnioną zawartością, która wcale mi się nie podobała i wiecznie dochodziłam do wniosku, że NIC FAJNEGO w niej i tak nie ma. Od jakiegoś roku, dwóch, a może nawet trzech, zwracam dużą uwagę na to skąd podchodzą ubrania, które kupuję. Polubiłam się z polskimi markami.
I dziś o jednej z nich – turbokobiecej i bardzo… Odważnej. Odważnej kolorystycznie. Choć ja akurat zawsze wybieram pozycje, które aż tak odważne nie są i zakrawają trochę o klasykę 😀 Obiecałam dzielić się z Wami moimi odkryciami i nowymi markami, które poznaję na swojej drodze tworzenia świadomej szafy – więc here I come.
Boskata to marka, o której usłyszałam jakiś czas temu, właściwie long story short: w dniu gdy zobaczyłam w niej znajomą Kamilę. Kamila miała na sobie kieckę, która pięknie podkreślała figurę – wyglądała w niej jak nie milion, a trylion dolarów. Wygooglowałam. Ubrania wydawały mi się dość drogie, więc trochę myślałam o zakupie pierwszej sukienki. Dziś wracam z recenzją dwóch kolejnych rzeczy – i relacją z tego czy ubrania Boskata się u mnie sprawdziły i jak przeszły testy jakości. Let’s go.
(+ marka, kiedy dowiedziała się, że chcę napisać o niej artykuł, zaproponowała też kod rabatowy dla mnie i dla Was – 20%. Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na moje zdanie i opinie: you know mi, piszę tylko o tym, co naprawdę dobrze mi służy, bo inaczej nie widziałabym sensu by dzielić się tym z Wami)
Czerwony to kolor, w którym czuję się najlepiej. Głównie dlatego, że mam wrażenie, że najlepiej w nim też wyglądam – skóra nie wydaje się blada, wyglądam na trochę bardziej wyspaną, nawet wtedy gdy na liczniku snu wybiło tylko 6 godzin + czerwień jest utożsamiana z kolorem mocy i energii. Ta sukienka chodziła za mną naprawdę długo – głównie za sprawą podkreślenia w talii. Moja nie jest już tak wcięta jak rok temu (pracuję nad tym!), ale wciąż lubię ją podkreślać. Teraz tak myślę, że chyba najbardziej ze wszystkich elementów!
Co by nie mówić, najbardziej obiektywne wrażenia przyszły do mnie po założeniu ubrań na siebie. Nie po odpakowaniu paczuszki. Nie po dotykaniu materiałów.
Te rzeczy po prostu fajnie leżą: nie wiem oczywiście jak służą osobom o innych sylwetkach, ale mi, babeczce o dość często spotykanej w społeczeństwie figurze, służą naprawdę fajnie. Czuję się w nich kobieco – a często gdy przymierzam sukienki w sklepach na żywo, mam wrażenie, że nie podkreślają tego co trzeba, odstają gdzieniegdzie i w jednym miejscu są za duże, w drugim za małe. Tu był match już przy przymierzaniu.
Często można dorwać u którejś z blogerek lub modelek kod rabatowy (ja dostałam rabat 20% na kod: kasiatoday20 – jeszcze działa, więc jeśli wam się przyda – śmiało ), a wtedy ceny wydają się znacznie łaskawsze.
Moim zdaniem sukienki i bluzki Boskata nadają się też na duże wyjścia pokroju: ślub przyjaciółki, komunia, chrzciny, okrągłe urodziny, więc można je nosić na dwa sposoby. Albo w zestawieniu z białymi conversami, bardziej “codziennie”, albo z bardziej eleganckimi butami i wtedy jest wręcz wieczorowy efekt. Ja czerwoną sukienkę Larissa Love założyłam pierwszy raz w swoje urodziny, choć nie były wcale okrągłe (uff, jeszcze trochę).
Na duży plus dla mnie:
- bardzo ładne odszycie
- kroje, które podkreślają talię, przez co wyszczuplają optycznie sylwetkę
- kobiece kolory – też dla mniej odważnych kolorystycznie, tak jak ja
- dobra kondycja po praniach
A ponieważ zdjęcia mówią więcej niż słowa, wrzucam też fotorelację! Część jest z Sycylii – zabrałam tą piękną kokardę na chłodniejsze włoskie dni i w tej roli też się sprawdziła. Choć po ilości sera na włoskiej pizzy powinnam pewnie zamówić rozmiar większą, well 😀
Znacie tę markę? Lubicie, nosicie? Sprawdziła się u Was albo u którejś znajomej? Zawsze lubię o tym słuchać, you know 🙂
michal
Maj 29, 2022 at 10:12 pmPiękne stylizacje.
Aga
Luty 23, 2024 at 8:05 amSzkoda, że większość ubrań to poliester. Za tą cenę to przykre.