Miniony piątek spędziłam w domu, a zamiast nocnych świateł miasta, moje oczy męczyło promieniowanie ekranów komputera. Na swój sposób lubię takie wieczory – choć to nieco skomplikowane: z jednej strony jestem domatorką, uwielbiam ciepło kołdry, zapach herbaty z cytryną i siedzenie na boso na dywanie, z książką w prawej dłoni i kubkiem w lewej, a z drugiej… Mało co uszczęśliwia mnie tak jak podróżowanie i odkrywanie nowych miejsc, emocji i smaków. Nawet tych bardzo niedalekich, w moim mieście. Czasami trudno te dwie słabości pogodzić, ale zachowanie dobrych proporcji to chyba mały klucz do sukcesu: kiedy jednego dnia spędzam wieczór w mieście, próbuję czegoś nowego, jem, tańczę (choć kompletnie nie umiem and I mean it), albo po prostu do nocy śmieję się ze znajomymi, drugiego dnia wieczorem lubię posiedzieć pod kocem, sama albo tylko z jedną osobą. Zdecydowanie jestem introwertyczną ekstrawertyczką, albo ekstrawertyczną introwertyczką. A Wy, jak byście siebie sklasyfikowali? Zastanawialiście się kiedyś do kogo wam bliżej? 😉
So what about tonight?
Żeby zachować tą małą równowagę, dzisiaj porzucam koc i książki (które patrzą na mnie błagalnym wzrokiem, bo trochę się ich już w kolejce uzbierało…) i wychodzę. Jesienią i zimą pogoda często zatrzymuje mnie w ciepłym zaciszu moich ścian, więc pora nacieszyć się ostatnimi ciepłymi wieczorami. Planujemy ze znajomymi skoczyć na Nocny Targ Towarzyski, zgrzeszyć kaloryczną kolacją i nadrobić zaległości w rozmowie, bo nie widzieliśmy się dobre sto lat. No i właśnie – plany związane z tym miejscem przypomniały mi o tym, że nigdy nie podzieliłam się sesją, którą zrobiłyśmy tam z Julką z Juliette in Wonderland. Chodźcie zerknąć i poczuć klimat tego miejsca, chociaż oczami (tak jest bezpieczniej niż nosem, bo zazwyczaj pachnie bardzo kusząco!)
Leave a Reply