Wywiady

Pasja zmienia życie: Grzegorz Kocik

Gość mojego dzisiejszego wpisu ma oczy tak intensywnie niebieskie, że zapewnemogłyby konkurować kolorem z niejednym egzotycznym, intensywnie lazurowym jeziorem. Jestem pewna, że to dlatego, że zamiast ryb pływają w nich pomysły – całe ich ławice. Grzegorz na co dzień zajmuje się grafiką, ale po godzinach nie ucieka wcale od świata barw, form i estetyki – a raczej wkracza w niego jeszcze głębiej i pewniej, z pędzlem w dłoni. Za pomocą farb przenosi swoje koncepcje z wnętrza umysłu na płótno.  Chodźcie podsłuchać naszej rozmowy, bo jestem pewna, że kiedyś usłyszycie o nim w miejscu o o wiele większych zasięgach.

Meet Grzegorz Kocik

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze sztuką? Skąd pomysł, aby pójść w jej kierunku? Kiedy poczułeś pierwszy przypływ weny twórczej?

Myślę, że dosyć późno. Po liceum jeszcze dokładnie nie wiedziałem jaką ścieżką pójdę. Przez moment studiowałem leśnictwo. Mniej więcej kiedy miałem 25 lat pojawiła się ta pierwsza wena. Już sobie przypominam jak to z nią było: miałem dziewczynę, która studiowała na Uniwersytecie Artystycznym. Bardzo mi to imponowało.

I często nachodziły Cię myśli, że też chciałbyś tworzyć coś swojego? 

W pewnym momencie zacząłem się interesować programami graficznymi, a później odnalazłem pracę związaną z grafiką. Zostałem grafikiem komputerowym. Pamiętam, że wówczas zacząłem chodzić do pracy z radością i to była właściwie pierwsza praca, w której naprawdę to czułem. Wcześniej próbowałem wielu rzeczy, ale żadna z nich nie była do końca dla mnie.

A jak to było w Twoim dzieciństwie – kiedy powracasz do tych czasów i widzisz kilkuletniego Grzegorza – jaki on był? Lubił rysować i malować? 

Tak. Jako dzieciak często rysowałem – moja mama miała bardzo grubą encyklopedię, wynajdywałem w niej obrazki zwierząt i później próbowałem je przerysować. One były malutkie, ja odtwarzałem je na kartkach A4 i pamiętam, że wszyscy byli pod wrażeniem, że są tak identyczne. Później w czasach gimnazjum też rysowałem.  Tworzyłem graffiti i później czasami malowałem je na murach na mojej dzielnicy. Nawet nie mam pojęcia czy jeszcze istnieją czy nie. A w czasach liceum trochę porzuciłem to rysowanie i zająłem się sportem – może nawet czasami tęskniłem, ale zawsze traktowałem to jako hobby, a nie opcję na sposób na życie i zarabianie pieniędzy. Nie sądziłem jeszcze, że kiedyś to może się zmienić. Wiesz, to było dawno temu – nie wiedziałem jeszcze o takim zawodzie jak grafik i że ktoś może w pracy rysować. Nikt mi nigdy nie powiedział o tym, że istnieje taki fach.

Jaki jest Twój ulubiony twórca? Kogo najwierniej śledzisz na Instagramie?

Chyba nie ma takiej jednej osoby, którą bym szczególnie obserwował i podziwiał. Śledzę różne kanały, w których pojawiają się ciekawe prace, ale nie ma na ten moment jednego nazwiska, które szczególnie podziwiam. Podpatruję i oglądam to, co podoba mi się w danym momencie.

Co jest dla Ciebie największą inspiracją? Zdarza się tak, że słyszysz tekst piosenki albo zdanie wyrwane z kontekstu i później je analizujesz i tworzysz coś na tej podstawie?

Tak! Czasami kiedy jestem na siłce i w słuchawkach leci jakaś piosenka, z której akurat wyłapuję jedno zdanie, myślę sobie „kurde! to mogłoby wyglądać tak” i w mojej głowie pojawia się obraz. Później to sobie zapisuję. Muszę zapisywać, bo zapominam.

Czyli pewnie posiadasz jakiś cenny notatnik, któremu powierzasz te wszystkie koncepcje? 

Nie, zapisuję je w iPhonie (śmiech)

Jak zrodził się pomysł na Twój najważniejszy obraz i tak nietypową formę? 

Pierwotny zamysł był taki: to ma przedstawiać rozdarcie dwóch połówek. One teoretycznie są połączone, ale jednak nie, bo przecież są rozdarte.

Są rozdzielone, ale jednak nie mogą się od siebie oddalić?

Bo należą do siebie.

To metafora życia albo związku?

Raczej związku. Rozterek sercowych. Tego, że czasami ludzie są do siebie dopasowani, ale nie mogą ze sobą żyć.

Każdy z Twoich obrazów posiada swoje przesłanie i opowiada historię czy część z nich jest abstrakcją, która jest formą samą w sobie i trudniej odnaleźć wytłumaczenie lub interpretację?

Raczej nie sięgam po taką abstrakcję.

Kim są ludzie z Twoich obrazów – to znajomi, bliscy przyjaciele czy to tylko osoby z poszczególnymi cechami pożyczonymi od postaci z Twojego życia?

Hmm. Na studiach malowaliśmy konkretne osoby – przychodziła do nas modelka i ją malowaliśmy. Teraz raczej nie maluję ludzi w czasie rzeczywistym – bo nikt raczej nie ma na to czasu i ochoty, żeby pozować. Często jest tak, że szukam pomysłu i nagle myślę sobie ‚o, to może być to, spróbuję to namalować”.

Tak właśnie było z obrazem przedstawiającym pośladki? 

Wtedy akurat przyszła do nas modelka, która pozowała nago. Uczyliśmy się malować akty. Ten proces trwał mniej więcej cztery godziny – więc trochę sobie postała.

Jak wygląda Twoja codzienność? Gdzie najczęściej można Cię spotkać? Gdzie czekasz na nadejście pomysłów?

Różnie to bywa, bo to zupełnie nie jest tak, że postanawiam, że będę siedział i może coś mi nagle przyjdzie do głowy. Pomysły przychodzą spontanicznie: usłyszę coś fajnego, pojadę gdzieś pochillować, na przykład nad Maltę i niespodziewanie coś się zrodzi. Kiedy siedzę nad jeziorem i kontempluję to też się zdarza.

Często odwiedzasz różne galerie i wernisaże, aby podejrzeć co aktualnie tworzą inni?

Szczerze mówiąc kiedyś dużo częściej. Jeszcze za czasów kiedy moja była dziewczyna studiowała na ASP był projekt „30 dni, 30 wernisaży” i to były wernisaże organizowane w domach albo mieszkaniach. Takie jednodniowe – a raczej jednowieczorowe. Z winem i rozmowami.

Poznałeś wielu ludzi z tego artystycznego świata?

Tak.

I jakie wrażenie naszło Cię kiedy poznałeś większą ilość artystów i artystek? Dobrze się z nimi dogadywałeś?

Dobrze się dogadywaliśmy i bardzo podobały mi się ich charaktery. Oni nie oceniali człowieka – ubioru, ani innych aspektów. Tak samo jest w malarstwie – nie ma możliwości, że źle coś namalujesz. Po prostu robisz to po swojemu i artyści mają to zakodowane w głowie – nieważne jaki jesteś, ważne, że jesteś sobą. Chyba dlatego nie oceniają i nie są tacy powierzchowni jak ludzie z innej branży – na przykład businessmani pracujący w korpo.

Wśród Twoich znajomych przeważają artyści czy raczej mieszasz grupy społeczne i sposoby życia?

Już nie przeważają. Za czasów studiów tak. Choć u niektórych znajomych widzę potencjał artystyczny i mają w sobie coś z artystów. To musi sprawiać radość – jeśli zauważają, że tak jest, to działają.

Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?

Hmm, ciężkie pytanie.

Jest jakiś pomysł, który powraca do Ciebie co wieczór i myślisz sobie, że za jakiś czas będziesz go realizował?

Jak dobijałem do trzydziestki, stworzyłem sobie taką listę, gdzieś nawet jeszcze ją mam. W sumie były nawet dwie listy – jedna do zrealizowania przed trzydziestką, a druga po 30 urodzinach. Pierwsza była dłuższa.

Udało Ci się odhaczyć większość podpunktów?

Tak, część się udało, choć to nie były podpunkty mocno związane ze sztuką. Jednym z nich była nauka jazdy na longboardzie. Choć na drugiej liście jest myślnik: namalować serię obrazów. Pierwszy, ten rozdarty, który wisi u mnie w pokoju rozpoczyna właśnie ten projekt.

Wszystkie będą obrazowały miłość?

Tak miało być.

Myślisz, że ostatni będzie najbardziej optymistyczny czy wszystkie będą raczej związane z tymi mniej przyjemnymi emocjami?

Raczej tak, bo to jest tak, że kiedy pojawiają się negatywne emocje: na przykład smutek, to automatycznie jest też wena. Wtedy łatwiej i szybciej przychodzi.

No tak – to co jest złe dla Ciebie jest dobre dla Twojej sztuki i Twoich obrazów.

Tak, bo kiedy dominuje szczęście, to nie zajmuję głowy myśleniem. Kiedy jest mi smutno mam więcej pretekstów do tworzenia.

Czyli malowanie to Twój sposób na uwalnianie emocji? Znasz na to jeszcze inne skuteczne sposoby?

Chyba tylko spacer.

Co jest Twoim największym artystycznym marzeniem?

Może wystawia, kiedy tych obrazów będzie więcej. Na razie lądują głównie w szufladach, szafie albo na ścianie u mamy w domu.

Marzyłeś kiedyś o tym, aby wydać własny album lub książkę i na przykład przy każdym obrazie umieścić Twoją interpretację – skąd pomysł, skąd inspiracja na dany motyw.

Nie chciałbym tego tłumaczyć – każdy może zinterpretować moje obrazy na swój własny sposób. Chcę, żeby ktoś, kto ogląda moją twórczość, pomyślał po swojemu.

Gdybyś nie był grafikiem i artystą, nie zajmowałbyś się sztuką, jak myślisz w jaką inną stronę byś poszedł? Gdyby wszystko potoczyło się inaczej, gdzie jeszcze byś siebie widział? 

W jakimś spokojnym miejscu. A może mógłbym zostać sportowcem. Mam dużo wspólnego z rowerami i kolarstwem, więc może w tę stronę?

Co jest Twoją najmocniejszą stroną? 

Empatia. To, że staram się zrozumieć drugą osobę. Choć nie wszyscy ludzie mi odpowiadają i nie ze wszystkimi się dogadam. I bardzo szybko to rozpoznaję – czy uda mi się z kimś złapać lepszy kontakt czy nie. I czy będą tematy.

Czyli masz w sobie czujnik charakterów, z którymi się dogadasz? Jesteś w ciągu godziny ocenić czy z danym człowiekiem się zrozumiesz?

Tak. Już po kilku minutach (śmiech)

Najsłabsza strona?

Myślę, że to, że czasami widzę u siebie mało zdecydowania. I wiary w to, co mogę. Bo może mógłbym więcej, gdybym tylko bardziej w siebie wierzył.

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :