Tajniki Instagrama

Problem z hashtagami: dlaczego nie działają?

Hashtagi są w stanie zdziałać cuda i pozwolić naszym treściom dotrzeć do tysięcy nowych odbiorców. Właśnie dlatego ich awaria mocno boli – hamuje rozwój i uniemożliwia dosięgnięcie nowych ludzi, którzy dotąd nie śledzili naszych poczynań. Znam to uczucie z autopsji, dlatego w dzisiejszym wpisie chciałam podzielić się z Wami kilkoma trudnymi do przełknięcia prawdami na temat Instagramowych hashtagów i przyczyn ich buntu. Kiedy pytam koleżanki po fachu, co najbardziej działa im na tej platformie na nerwy, odpowiadają jednogłośnie: spadki zasięgu. A owe spadki często wynikają własnie z pozbawionych mocy hashtagów, które nie spełniają swojej funkcji…

Dlaczego hashtagi przestają działać?

Publikujesz nowe treści, starasz się o ich jakość i dłuższe, bardziej przemyślane opisy, a statystyki wciąż stoją w miejscu lub szybują w dół. Coś musi być na rzeczy. Jakiś czas temu, podczas gdy ekipa Instagrama kombinowała i pracowała nad nowym algorytmem, poczułam na sobie realny power hashtagów – kilkanaście moich postów osiągnęło dobre, lepsze niż zawsze rezultaty, a w statystykach widziałam, że zasięg z samych hashtagów (a więc od obcych, nie obserwujących mnie ludzi!) sięgał każdorazowo ponad 4 000. Bardzo motywujący do działania bodziec. Pojawili się wówczas nowi obserwujący, nowy ruch, nowe tchnienie życia konta. Po tygodniu moc hashtagów zmalała i wszystko wróciło do codzienności – a więc ruch z hashtagów wynosił ok. 700-1000. Po to, żeby po kilku kolejnych dniach całkowicie zniknąć. Aktualnie mój ruch z hashtagów nie istnieje, albo jest bardzo, bardzo niski – niemniej, jestem w trakcie misji uzdrawiania konta.

Także jeśli też borykacie się z tym problemem – low five, jednoczę się we frustracji! Wiadomo, że każdemu twórcy, niezależnie od tego co produkuje – zdjęcia, teksty, filmy; miło jest, kiedy jego starania są docenione. Konto z niedziałającymi hashtagami można porównać z zamkniętą domówką w tajemnej miejscówce – niby coś się dzieje, ale nikt nowy do niej nie na 98% nie dołączy.  Zmartwiona problemem, postanowiłam zastanowić się co może za nim stać – odpowiedzi szukałam na forach, u ludzi z branży i u znajomych-bloggerek. Zgromadzonej wiedzy trochę jest, więc co mi tam, łapcie, chętnie się podzielę, zanim zapomnę!

poznanska blogerka instagram

Zablokowane hashtagi

Być może nawet o tym nie wiesz i nieświadomie powielasz hashtagi, które zostały niedawno zbanowane. Legendy głoszą, że użycie choć jednego zakazanego hashtagu, obniża ekspozycję ze wszystkich pozostałych. Czym więc są i skąd biorą się zakazane hashtagi? To tagi, pod którymi team Instagrama wykrył wiele niewłaściwych treści (promujących agresję, rasizm albo pornografię) i postanowił je zablokować, aby treści te się nie rozpowszechniały i aby ich nie przybywało. Co ciekawe, te hashtagi potrafią wyglądać naprawdę niewinne – jak na przykład #beautyblogger 😮 . Jakiś czas temu pisałam o nich więcej, o tutaj: Lista zakazanych hashtagów

Za duże hashtagi

Jeśli masz niewielkie konto, na pewno nie uda Ci się wybić w kategorii dużych hashtagów – używając na przykład tagów #selfie, #woman, #pretty być może zyskasz kilka dodatkowych polubień od ludzi, którzy korzystają z botów zaprogramowanych na te hashtagi, albo nolife’ów, którzy polubiają wszystko z takim opisem, ale większych korzyści to na pewno nie przyniesie. Tych hashtagów używają też twórcy z milionowymi zasięgami, więc lets face the truth: po prostu nie ma szans. Z resztą produkcja wpisów opatrzonych takimi znacznikami idzie tak szybko, że Twoje zdjęcie szybko zniknie w oceanie podobnych fotografii. Te hashtagi zostały już użyte miliardy razy – szansa więc, że ktoś przypadkiem odkopie Twój post jest mniej więcej taka jak w toto lotku. W każdej sekundzie przybywają tutaj setki nowych wpisów. Za łatwo zginąć w ich tłumie.

Powielanie tych samych hashtagów

Instagram lubi urozmaicenia i dowody na to, że jesteśmy prawdziwymi ludźmi, a nie botami. Tak więc, jeśli masz w notatniku starannie uszykowaną listę hashtagów, które każdorazowo kopiujesz i wklejasz pod postem, więcej niż prawdopodobne jest to, że IG uznał to działanie za spam. Jeśli za każdym razem stawiasz na tą samą kolejność i dokładnie te same słowa, Twoje zasięgi zostaną ograniczone, a shadowban (czyli kara za naruszanie zasad społeczności), który oficjalnie, wg zapewnień IG nie istnieje, jednak 90% użytkowników Instagrama twierdzi, że doświadczyło go na własnej skórze, może dotknąć i Ciebie.

Za bardzo ogólne, mało szczegółowe hashtagi

Posiadasz jamnika szorstkowłosego i każdy jego portret opatrzasz hashtagiem #dog i #pies? To wydaje się słuszne, w końcu nie da się ukryć – należy do tych grup. Jednak czy inni wielbiciele szortkowłosych jamników odnajdą Cię pod tym tagiem? Wątpliwe. To zbyt popularne hashtagi. Trudno w ten sposób zyskać zaangażowanych i zainteresowanych jamnikami odbiorców.

Im hashtagi bardziej szczegółowe, tym lepiej. W końcu zależy Ci na tym, aby dotrzeć do ludzi zafascynowanych niszą w jakiej działasz, a nie do wszystkich ludzi świata. Hashtag #dog liczy w tym momencie ponad 216 MILIONÓW wpisów. To ogromny zbiór fotografii. Konkurencja jest za duża. Jeśli zamiast #dog użyjesz #dogsofworld, który liczy obecnie tylko 101 000 postów – rezultat na pewno będzie już lepszy 😉

Minimalistyczna liczba hashtagów

Używasz tylko 3 hashtagów i smuci Cię brak wyników? 3 to zawsze lepiej niż nic, pewnie, ale pomyśl jak statystyki mogłyby podskoczyć, gdybyś użyła kolejnych 27. Maksymalna liczba to 30 i zdaniem wielu specjalistów – używanie mniejszej ilości nie rozwija pełnego potencjału znaczników, dlatego radzą, by zawsze dobrnąć do górnej granicy, czyli owej trzydziestki. Kiedy używasz 3 hashtagów, Twój post zostanie pokazany 3 publicznościom. Jeśli użyjesz 30, dotrze do 30 różnych grup.

Niezaangażowani obserwatorzy

Skoro już stawiamy na szczerość, pozwolę sobie na brutalną prawdę: to właśnie główna przyczyna niskiego zaangażowania na moim koncie. Swojego czasu, przy okazji sesji zdjęciowych z kilkoma znanymi bloggerkami, na mój profil przywędrowały rzesze nowych ludzi. Teoretycznie powód do szczęścia: nowi obserwatorzy, polacy, wkręceni w świat mediów społecznościowych. Niestety, przyszli do mnie, zaobserwowali, ale:

  • nie znają mnie, nie wiedzieli kim jestem i co dokładnie robię
  • nie kojarzyli za dobrze mojej twarzy
  • moje treści nie wzbudzały w nich emocji, bo nie stała za nimi dla nich żadna historia, ani skojarzenia z przeszłości

Dlatego przy każdej publikacji patrzyli prawdopodobnie na moje zdjęcie i próbowali sobie przypomnieć kiedy mnie zaobserwowali i kim właściwie jestem. Nie jestem kimś, kogo oglądają na Youtubie, kimś kogo znają od nastu lat, kimś kto wydaje się internetową znajomą i czyje życie od dawna podglądają.

Nowy algorytm Instagrama radzi sobie dobrze z tym zjawiskiem – bada atrakcyjność postów, po czym przestaje wyświetlać Twoje zdjęcia ludziom, którzy wcześniej nie wydawali się nimi zainteresowani. W jaki sposób IG jest w stanie to stwierdzić? Jest sprytny, sprawdza ile sekund każda osoba spędza nad Twoim zdjęciem, czy zapisuje je w sobie w ulubionych, czy do niego wraca. Jeśli wyniki są słabe, automatycznie spada widoczność i ekspozycja.

Także posiadanie dużego grona obserwujących, ale niezaangażowanych w Twoje działanie nie ma sensu. Okej, ale pewnie zastanawiasz się – co ma piernik do wiatraka? Dlaczego ci niezaangażowani obserwujący wpływają na działanie hashtagów? Już tłumaczę.

Najnowszy algorytm Instagrama ocenia też organiczne zaangażowanie pod postami. Jeśli masz, powiedzmy 10 000 obserwujących, z których tylko grupa 100 regularnie czyta i polubia Twoje wpisy, zaangażowanie jest niskie. Instagram to widzi i nie podbija Twoich postów w kategoriach, do których przypisałeś je hashtagami. Nie podnosi Twojej widoczności, bo zakłada, że Twoje posty NIE są ciekawe i NIE są wysokiej jakości, skoro zgromadzeni u Ciebie ludzie NIE są nimi zainteresowani. Podbija natomiast te, które cieszą się wysokimi statystykami (w proporcji do liczby ‚followersów’) i dużą liczbą komentarzy. Stąd wielkie boom na grupy wsparcia i łańcuszki wzajemnej adoracji (poruszę w tym tygodniu ten temat 🙂 ), które podnoszą ratio reakcji na nowe publikacje.

Rozmawiałam ostatnio na zagranicznym forum z osobą, która twierdziła, że pracowała dla Instagrama i wciąż ma świeże wieści z jego świata – twierdziła, że aktualny algorytm działa tak, że podbijane i windowane wysoko w zestawieniach hashtagów są posty, które osiągają pułap >17% zaangażowania.

Tak więc, ja, z 25 000 obserwującymi, mogłabym liczyć na dobre działanie hashtagów, gdyby moi obserwujący zostawiali pod moimi wpisami ok. 4 000 polubień i 100 komentarzy. A tego nie robią i nie ma szans, żeby tak się stało, bo Instagram, widząc, że znaczna ich część przechodzi koło publikowanych zdjęć i tekstów obojętnie, ograniczył ich widoczność – i po prostu nie widzą już nowych publikacji.

Feed Instagrama jest bardzo spersonalizowany – IG pokazuje nam tylko to, co według niego, nam się spodoba. Kiedy większość Twoich obserwujących śledzi więcej niż 500 kont, na pewno nie zobaczy co najmniej połowy publikowanych przez te konta treści, choćby i scrollowała tablicę przez cały dzień.

and thats it for now

Na dziś to już właściwie wszystko, ale na pewno niedługo powrócimy do tematu! Trzymam mocno kciuki za wszystkich zmagających się z niedziałającymi hashtagami – i choć przypomina to momentami walkę z wiatrakami, jestem prawie pewna, że prędzej czy później uda się ją wygrać 🙂 Jeśli chcecie zajrzeć na moje Instagramowe konto i pomóc mi w mojej osobistej bitwie z niewidzialnymi hashtagami, zapraszam do mojego wizualnego pamiętnika zdominowanego przez beże i brązy: @pistacjowatarta. 

Kasia Pilch fotografia

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :