Tajniki Instagrama

Instagram: jak nauczyć się pływać w oceanie treści, inspiracji i wizualnej przyjemności?

Spójrzmy prawdzie głęboko w oczy – Instagram to aktualnie scena przepełniona aktorami. A może bardziej celebrytami in spe? Każdy marzy o tym, aby światło instagramowych fleszy padło na jego zdjęcie. Wiele tutaj talentów z najróżniejszej branży. Całe miliony! Każdy ma do pokazania część siebie, każdy chce zinterpretować inspiracje na swój własny sposób, każdy chciałby udowodnić, że jest wyjątkowy i jedyny. I jasne, jest. Tylko jak odnaleźć się na tym przesyconym już nieco rynku? Każdy twórca chce rosnąć, być lepszy, większy, inny niż wszyscy dookoła. Albo chociaż tak samo dobry. Instagram miał być świątynią wizualnego piękna i ucztą dla oczu, a często odnoszę wrażenie, że stał się boiskiem, na którym odbywają się wyścigi. Spotkałam wiele koleżanek skłóconych przez instagramowe konflikty, zazdrość o polubienia albo lepsze zdjęcia. Naprawdę. To momentami idzie w zupełnie nie w tym kierunku, w którym powinno, więc skupmy się dzisiaj najważniejszym aspekcie i luźnych przemyśleniach: jak nie przepaść w Instagramowym świecie, nie zatracić tam swojej autentyczności, nie uzależnić się od owego grama i spróbować swojej szansy na instagramowej scenie? I czy to w ogóle jeszcze dzisiaj możliwe?

. Jak wydać się osobą wartą śledzenia?

Jak przedstawić się jako tysięczna, o ile nie miliardowa osoba z kolei? Mam wrażenie, że wokół tego właśnie kręci się dzisiejszy świat mediów społecznościowych.  Każdy bardzo ciężko próbuje i naśladuje najlepszych, aby też się takim stać. Wydawałoby się, że to nie będzie działać: że tylko oryginał ma rację bytu, kopia już nie, ale… Jednak nie. Niedawno zagłębiłam się w case bloggerki rozkochanej w stylu vintage – i jej koleżanki, która postanowiła jej pomysły skopiować. Niektóre w proporcji 1:1. Mieszkają niedaleko, odwiedzają te same miejsca, jedzą te same rzeczy (dziwnym trafem zauroczyły je pączki z tej samej cukierni i obie zrobiły z tego weekendowy rytuał, którym lubią się chwalić), ubierają te same, lub zaskakująco podobne ubrania. Jednak statystyki pokazały, że ‚uczeń’ przegonił mistrza. Jedna z nich pracowała na swój instagramowy sukces 6 lat, druga niecały rok. C’est la vie?

Abstrahując od owych dziewczyn, powiedzmy sobie też szczerze: trudno o unikatowy pomysł i coś co nigdy wcześniej nie próbowało zaistnieć. Wiecie, tak naprawdę wszystko już kiedyś się pojawiło: w sztuce, kulturze, muzyce… Teraz tylko kręcimy się w kółko i odgrzewamy starsze kotlety i cudze koncepcje. Wciąż jednak ma to swój urok, bo przyprawiamy je własnym zestawem ziół, własnym charakterem, prawda?

. Poradniki radzą: rób piękne zdjęcia, estetycznie je obrabiaj, bądź autentyczna.

Regularnie odkrywaj swoje małe sekrety. Opowiadaj o prywatnych szczegółach, aby ludzie poczuli się Twoimi znajomymi. Czy to wystarczy? Raczej nie. Czasami przypadkiem tak (i nie ma tutaj reguły, to nie uroda ani charyzma grają pierwszą rolę, bo obserwuję wielu starających się o atencję twórców i predyspozycje bardzo się różnią. Moja blogowa partner-in-crime, która wygląda jak grecka bogini i przy tym zaskakuje intelektem i ambicją, od wielu miesięcy stara się wybić: sukces nie spada z instagramowego nieba, pomimo wielu pięknych starań i setek zainwestowanych godzin. It sukcs, bo naprawdę na to zasługuje).

Jedna z instagramowych guru, których imienia oczywiście w tym momencie nie pamiętam, bo im bliżej 25. urodzin, tym skleroza agresywniej atakuje, powiedziała niedawno, że wizualne treści to tylko 50% sukcesu. Mogą być idealne, jak z katalogu, jak z Vogue’a… Mogą być bardzo pro, ale to wciąż tylko 50%.

Wielu ludzi myśli w ten sposób: będę tworzyć kolorowe, ciekawe ujęcia, podpiszę je kilkunastoma trafnymi hashtagami i voila! Będą mnie obserwować setki tysięcy dusz, spragnione większej ilości ładnych obrazków. Tak było kiedyś. Dzisiaj Instagram, w ogóle cała sieć jest kopalnią inspiracji i estetycznych treści – i surowca jest tak dużo, że nikt nie nadąża z kopaniem i wydobywaniem tych skarbów.

Gdyby to było takie proste, byłoby pięknie. Każda zaradna dziewczyna, mająca w domu aparat, utrzymywałaby się z tworzenia zdjęć przyjemnych dla oka odbiorcy. Chciałabym, żeby to było takie mało skomplikowane, bardzo.

jak zostać influencerem instagram

. Atencja walutą przyszłości?

W tym skomplikowanym wirtualnym świecie, najtrudniejszą rzeczą i stawką o jaką walczymy, jest zainteresowanie odbiorców. A żeby byli zainteresowani, muszą przecież uważać, że czerpią korzyść lub przyjemność z zadawania się z naszymi treściami. That’s the challenge.

Skoro to, co łechcze oko, to tylko 50%, co z drugą połową? To – według tej samej instagramowej guru, której imię za chwilę sprawdzę, obiecuję! – przekaz. Historia. Charakter, który stoi za zdjęciem lub filmem. Wiele blogerek, na przykład modowych, podpisuje swoje fotografie emotikoną albo lakonicznym hasłem pokroju „have a nice weekend!” – ale to najprawdopodobniej dziewczyny, które zaczynały jako pierwsze. One mogą pozwolić sobie na nieoryginalność i lekkie lenistwo, bo już są znane. Zawsze będą. A znanym ludziom (prawie) wszystko uchodzi zazwyczaj na sucho – tak między nami, pół żartem, pół serio.

Kiedy opis jest bardzo krótki i byle jaki, większość obserwatorów nawet go nie przeczyta. Kiedy zawsze publikujemy „miłego czwartku!” to nikt już raczej nie będzie zaglądał do naszych opisów, wiedząc, że nie ma sensu spodziewać się od nas czegoś wyższych lotów. Choć to też zależy od rodzaju publiczności. Ludzie nie lubią angażować się w to, co wydaje im się nudne i nigdy niczym nie zaskakuje. Każdego zaskakuje coś innego i każdy ma inną definicję nudy, więc warto przeanalizować kto dokładnie nas śledzi? Kim są ludzie z tej grupy? Co lubią? Co ich interesuje?

. Najczęściej zadawane w dzisiejszych czasach pytanie – jak zostać influencerem?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie, bo… każdy nim przecież jest. Na mniejszą i większą skalę. Poleciłaś koleżance krem i tydzień później zobaczyłaś go na półce jej łazienki? No cóż, to przykład Twojego wpływu, czyli właśnie influence’u. Ważne jest tutaj zaufanie, autentyczność, wiara w to, co polecamy. Odkryłam też jedno –  bardziej wiarygodne jest to, co dokumentujemy, a nie tworzymy.

Kiedy dokumentujesz swoje normalne, niewyreżyserowane życie – jest autentycznie i naturalnie. Kiedy zaczynamy na siłę tworzyć, często te właściwości znikają. Nie twórzmy więc życia na potrzeby instagrama, tylko po prostu na luzie dokumentujmy ułamki codzienności, te niewymuszone. Dokumentowanie życia jest świetną metodą na zbieranie pamiątek i pięknych wspomnień. Róbmy więc pocztówki z przypadkowych chwil. To, w porównaniu do specjalnego kreowania, nie wymaga aż tyle wysiłku i pracy. Można to zrobić przy okazji.

Przecież i tak przeżywasz te codzienne chwile – jeśli one nie nadają się do uwiecznienia, a przynajmniej tak uważasz, to dlaczego chcesz zostać bloggerem? Blogowanie na tym polega. Opowiedz o swoim dniu, strzel fotę nieudanej jajecznicy, zachodu słońca mijanego podczas spaceru, złośliwego kota sąsiadki. Nie każdy musi być Maffashion – z resztą  nawet jej rzeczywistość nie zawsze była taka glamour. Pomysłów na posty i zdjęcia jest mnóstwo. Ogranicza Cię tylko poziom kreatywności, więc hej you, lets do it!

Kasia Pilch fotografia

( a to moja Instagramowa beżowo-brązowa przestrzeń, do której jak zwykle Was zapraszam :))

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :

Leave a Reply