Beauty, Zdrowie i fitness

10 szczegółów, które ułatwiają wyjście z domu bez makijażu

Przyjęło się, że piękne i kobiece jesteśmy wtedy, gdy zarzucimy na siebie elegancką kieckę, na nogi włożymy szpilki, ułożymy włosy i wykonamy pełny makijaż. Magazyny nieustannie promują ten wizerunek – a przecież po przebudzeniu się wyglądamy zupełnie inaczej (trudno wierzyć zwodzącemu hashtagowi #iwokeuplikethis), czas goni i niekiedy nie ma wolnej chwili na doprowadzenie się do „idealnego stanu”.  Często stajemy przed dylematem – śniadanie czy zamaskowanie worów pod oczami? Ze śniadania nie warto rezygnować, znacie moje stanowisko w tej sprawie. 😀 Piękno jest bardzo subiektywne – ile ludzi, tyle jego definicji. Instagram promuje coraz to nowe kanony – a nastolatki często ślepo za nimi podążają, bo czy się do tego przyznają, czy też nie, zabiegają o uznanie i podziw rówieśników. Wszyscy to trochę podświadomie robimy. Wszędzie ten sam, mocny makijaż, powiększone usta, doklejone rzęsy, włosy wyprostowane płynną keratyną. To efektowne połączenie, często sama łapię się na tym, że podziwiam zdjęcia tych klonów, ale… No właśnie – one wszystkie są identyczne. Na jedno kopyto. Nie podkreślają swojej unikatowości, tego co odróżnia je od reszty świata, tylko za wszelką cenę chcą upodobnić się do jednego wzorca. I tak sobie czasami myślę, że jednak świadoma kobiecość polega na czymś zupełnie innym i chyba właśnie po tym da się odróżnić kobietę od dziewczyny – kobieta wie, że nie musi nikogo naśladować i kopiować, aby być piękna. Dba o siebie, ale wie, że nieidealne momenty, nienadające się do wrzucenia do mediów społecznościowych, są tak samo cenne i jeszcze bardziej wartościowe, bo prawdziwsze. I że ma prawo być nieumalowana, rozczochrana i spocona – na przykład po treningu, porannym biegu, albo lekcji tańca. No come on.

. Równowaga jest najważniejsza

– trochę błogiego lenistwa, dłuższego wylegiwania się w łóżku, na rzecz rezygnacji z długiego malowania się przed łazienkowym lustrem, ale też garść momentów, kiedy robimy się na bóstwo i czujemy się jak divy z rodziny Beyonce.

Zachowanie tej równowagi to też pewnie kwestia otoczenia i przyzwolenia na niedoskonałość – zrozumienie, że świat się nie zawali, kiedy wyjdziemy bez pomadki na ustach. Bez kreski na oczach. Bez podkładu, który zamaskuje sińce lub problemy z naczynkami. Wszyscy je mamy, w mniejszym lub większym stopniu, więc czego się tutaj wstydzić? Pewnie, że gdybyśmy były światowymi celebrytkami, albo gwiazdami filmowymi, istniałoby ryzyko, że paparazzi zrobią nam zdjęcie i wyśmieją na łamach prasy. A Perez Hilton szyderczo okrzyknie nas najbrzydszymi personami w biznesie. Ale z drugiej strony – nawet znając to ryzyko, sławne osoby i tak decydują się na wychodzenie na zewnątrz bez makijażu. Mają gdzieś to prawdopodobieństwo, bo najważniejsze jest dla nich, to aby dobrze się czuć. Na planie muszą być dopracowane. Na co dzień niekoniecznie, bo trzeba przecież odpocząć. Weźmy z nich przykład. Na bankiecie, eleganckiej kolacji, wyjątkowej randce czy weselu przyjaciółki chcemy być odstrzelone i wyszykowane – ale w poniedziałek rano możemy sobie odpuścić. Może we wtorek też?

Wiecie co nauczyło mnie takiego podejścia? Tak naprawdę wciąż się go uczę, bo tak jak wspominałam w jednym z wcześniejszych wpisów (o tutaj – brak makijażu jest aktem odwagi), pozwolenie sobie na naturalność wymaga ogromnych podkładów pewności siebie i unicestwienia pragnienia aby wyglądać lepiej, zawsze lepiej i lepiej i bardziej wpisywać się w aktualne standardy. Ale jedna sytuacja otworzyła mi oczy na to, że makijaż i kreowanie się na „zawsze uszykowaną” zabija autentyczność i zamiast pomagać… Szkodzi. Też pisałam o tym w poprzednim wpisie, a to długa historia, więc nie chcę jej tutaj duplikować 😀

. Czy naturalność może być elegancka?

Nie zawsze musimy całkowicie rezygnować z makijażu, nie w tym rzecz. Chodzi po prostu o to, aby pozbyć się poczucia obowiązku nakładania na twarz całej gamy produktów, aby czuć się dobrze. Ostatnio modelka Ewa Niespodziana w swoim filmie na YT wyznała, że kiedy poszła na imprezę nieumalowana, cieszyła się dużo większym zainteresowaniem płci przeciwnej, niż kiedy pojawiała się w tym samym miejscu z toną makijażu. Coś w tym jest – ja na przykład, kiedy widzę kobietę bez makijażu, która się uśmiecha i widać, że czuje się komfortowo, podświadomie oceniam, że jest bardziej pozytywna i pewna siebie niż ta, która stoi obok, cała w pudrze i rozświetlaczach i co moment poprawia make-up.

Minimalizm może być wyjątkowo elegancki i sprawdza się nawet podczas ważniejszych wyjść – spójrzcie na Francuzki! Od lat wzdycham do ich kosmetycznej powściągliwości – czasami wystarczy jedno pociągnięcie czerwoną pomadką, albo lekko muśnięte tuszem rzęsy, aby zrobić duże wrażenie. Czasami wystarczy dobra pielęgnacja i subtelny element koloru. Less is more.

jak poczuć się pewniej bez makijażu

. Jak więc czuć się pewniej bez makijażu?

Ostatnio, razem z koleżanką, która razem ze mną testuje swoją odwagę i wychodzi z domu bez makijażu, przemyślałyśmy sprawę i zauważyłyśmy, że istnieje szereg małych szczegółów, które mogą podbudować naszą pewność siebie, zwłaszcza wtedy kiedy jesteśmy w mieście, w pracy, bądź po prostu wśród ludzi, bez ani grama kosmetyków na sobie. A wtedy ten boost pewności naprawdę się przydaje!

  1. Świeże, uczesane i zadbane włosy sprawiają, że twarz wygląda promienniej, nawet wtedy gdy mamy akurat bad skin day i walczymy z małymi, czerwonymi nieprzyjaciółmi. Ogarnięte włosy robią robotę – warto zainwestować w kosmetyki, które je trochę nabłyszczą i wygładzą, bo miękkie włosy sprawiają, że aż ma się ochotę je dotykać! To im nie sprzyja, ale ja zawsze po uzyskaniu miękkości nie mogę się pohamować i co moment je macam i od razu czuję się lepiej – dotykanie własnych włosów działa trochę jak piłeczka anytstresowa haha 😀 Z naturalnych produktów testuję aktualnie te:
  2. Wysypiajmy się! I pijmy dużo wody. Te dwa czynniki sprawiają, że skóra samoistnie się regeneruje i wygląda znacznie korzystniej, bez użycia żadnych specyfików.
  3. Zadbane zęby ożywiają twarz bardziej niż najlepszy rozświetlacz. Dlatego naprawdę warto je myć i sięgać po wybielającą pastę (ja polegam na tych dwóch: ), aby móc się szerzej i pewniej uśmiechać. You’re never fully dressed without a smile, w tej kwestii SIA ma rację!
  4. Popękane usta nie robią nigdy dobrego wrażenia i sprawiają, że wyglądamy na zaniedbane, nawet jeśli w rzeczywistości zupełnie tak nie jest i spędzamy na pielęgnacji długie godziny. Dlatego warto mieć pod ręką dobry balsam lub pomadkę ochronną i kilka razy dziennie przecierać nią usta.
  5. Zadbane paznokcie to +100 do dobrego samopoczucia. Wtedy gestykulujemy z większą pewnością siebie i chętniej wszystkiego dotykamy, bo nie mamy odruchu chowania rąk. Nie muszą być pomalowane – to już kwestia gustu, ale brak skórek, poobgryzanych końcówek i nierównego kształtu bardzo wiele zmienia!
  6. Brwi nadają twarzy charakteru. Warto sprawdzić jaki kształt najbardziej sprzyja naszej twarzy – mi na przykład służą wyżej uniesione końcówki, bo naturalnie moje brwi są osadzone bardzo nisko. Warto przetestować kilka konfiguracji i zobaczyć z jakimi brwiami nam najlepiej, lub zaufać specjalistce-kosmetyczce od brwi, która spojrzy na sprawę obiektywniej.
  7. Maseczki w płachcie to esencja czynnych substancji – dodają cerze blasku i skutecznie ją nawilżają w niecałe 15 minut. To też dobra opcja dla śpiochów (takich jak ja^^) – czasami budzę się 15 minut przed godziną, kiedy powinnam wstać, nakładam na twarz maseczkę, nastawiam stoper i kładę się na plecach. W ten sposób jeszcze sobie dosypiam, a skóra w międzyczasie dostaje dawkę witamin na śniadanie. Później podkład jest o wiele mniej konieczny, a ja mam wrażenie, że zrobiłam od rana coś dobrego dla swojego wyglądu. Niedługo uszykuję dla Was osobny post o moich ulubionych maskach, które dotąd najbardziej się sprawdziły! 😉
  8. Jeśli tak jak ja budzicie się rano z lekko opuchniętymi oczami i skórą w ich pobliżu, warto sięgnąć po chłodzący żel lub schłodzone plasterki z zielonego ogórka (śmiało trzymajcie je w lodówce :D). Opuchlizna szybciej zniknie, a oczy będą o wiele świeższe i gotowe na walkę z codziennością i wszechobecnymi promieniującymi ekranami.
  9. Kolczyki dopełnią look i sprawią, że wszystko będzie wyglądało na bardziej dopracowane. Delikatna biżuteria ma moc i potrafi zgrabnie zastąpić makijaż – no bo skoro dobrałaś kolczyki do bluzki/sukienki, to znaczy, że wszystko jest przemyślane. A więc brak makijażu to też zamierzony efekt, a nie wynik zaspania i walki z kołdrą, która chciała Cię rano zatrzymać przy sobie (z wzajemnością!)
  10. Poczuj się jak modelka. Nawet najpiękniejsze topmodelki w dni, kiedy nie pracują na wybiegu, chodzą po mieście bez grama makijażu, aby skóra mogła odpocząć po tym jak najróżniejsze wizażystki potraktowały ją jak własne płótno. Pomyślisz pewnie „tak, ale one są takie ładne i idealne…” – Ty też jesteś! Modelki nie są perfekcyjne, zazwyczaj mają jedną cechę rozpoznawczą, aby zostały zapamiętane – krzaczaste brwi, bardzo mały (jak np. Gigi Hadid), albo bardzo duży (jak Gisele Bündchen) nos, długą lub za krótką szczękę i często umykają tradycyjnym schematom. A jednak są w branży i są podziwiane przez miliony innych kobiet!

Jak jest u Was – często zdarza Wam się wybiec z domu bez makijażu? Jeśli znacie inne sposoby, aby lepiej czuć się w naturalnej odsłonie – dajcie znać! 

PS A jutro rano, zamiast nakładać grubą warstwę podkładu, śpimy chwilę dłużej i budzimy oczy plasterkiem ogórka? 😀


 

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :