Motywacja i inspiracja, Przemyślenia, Życiowe

Nie poddawaj się.

Jestem niemalże pewna – po przeczytaniu tego tytułu, przyszła Ci na myśl jakaś konkretna sprawa. Coś, na czym bardzo Ci zależy, ale wydaje Ci się, że jesteś na przegranej pozycji, bo progres, który widzisz jest niewystarczający. Bo za wolno przybliżasz się do celu. Bo istnieją ludzie, którzy mają większy potencjał niż Ty i to im uda się spełnić Twoje marzenie, nie Tobie. Przyznaj się, ile razy podobne myśli przebiegły przez Twój umysł? Mam nadzieję, że niewiele, ale nawet jeden, pojedynczy raz to już za dużo – stop it, you! Tam gdzie pojawia się marzenie, pojawia się też sposób, aby je spełnić. Może to nieco trudniejsze i bardziej skomplikowane w przypadku naprawdę ambitnych marzeń – pokroju „za rok zostanę prezydentem!”, albo „niedługo stanę się najbogatszym człowiekiem na świecie” – te marzenia wymagają bardzo konkretnych i złożonych planów i cholernie intensywnego działania – no i trochę szczęścia, ale kiedy temu szczęściu pomożemy, w s z y s t k o  jest możliwe. Czasami nasze marzenia spełniają się ludziom zupełnie przypadkowo, choć oni wcale tego nie chcieli – cóż, to fakt. Ale skoro oni tego nie pragnęli, a im się udało, to Tobie – osobie, która tego bardzo chce – tym bardziej się uda.

Chcesz zdobyć coś nowego, dokonać czegoś, co nigdy wcześniej Ci się nie udało, albo po prostu jeszcze nigdy nie spróbowałeś, ale wszystko nie idzie po Twojej myśli tak, jak zakładałeś w idealnym scenariuszu, stworzonym w stanie euforii o 3 nad ranem którejś bezsennej nocy. No bo przecież gdyby miało Ci się udać, już dawno nadszedłby moment sukcesu. Gdyby ten sukces był Ci pisany, już byś go odniósł. Brzmi jak dobra wymówka, aby zrezygnować i sobie odpuścić, prawda? Nie, hell no – to tylko banalne wytłumaczenie braku determinacji. Wiecie, że często jestem romantyczką i wierzę w przeznaczenie, ale z drugiej strony  w największej mierze to my sami decydujemy co jest nam pisane. Bezczynność i założenie „jeśli sukces jest mi pisany, to go odniosę!” na pewno nie przyczyni się do powodzenia i spełnienia marzenia. Jeśli się nie uda, wytłumaczymy to sobie po prostu słowami „widocznie miało się nie udać”. A istnieje przytłaczające prawdopodobieństwo, że gdyby tylko trochę się postarać, to by się udało.

. No bo może tak właśnie miało być?

Najłatwiej usiąść i powiedzieć „tak miało być”.  Wystarczy odnaleźć jakieś krzesło, fotel, albo podłogę. Znam setki ludzi, którzy nienawidzą swojej pracy, przy okazji k a ż d e g o  spotkania mi na nią narzekają i opowiadają o tym, jacy są wypaleni, zmęczeni, zestresowani i słabo opłacani. Rozumiem ten stan, niestety aż za dobrze, bo pewnie – też miałam nieraz takie odczucia 🙁 Całkiem często, zwłaszcza tuż po studiach. Najczęściej wtedy gdy pracowałam jako hostessa na targach i różnych eventach – ta praca była pozornie bardzo lekka, bo polegała na uśmiechaniu się, udzielaniu informacji i byciu bardzo bardzo miłą. Znajomi, którym opowiadałam o tych obowiązkach, wykrzykiwali „Kasia, to praca marzeń! Ale super, nie masz prawa narzekać!” i faktycznie, patrząc na to z boku, mogę powiedzieć, że to nie była wcale ciężka praca, wręcz przeciwnie, ale z czasem straciła w moich oczach całą swoją sensowność. Nie czułam, że się rozwijam i wiedziałam, że podobne pieniądze mogę zarobić w o wiele ambitniejszy sposób. Może nawet nie tyle ambitniejszy, co po prostu bliższy moim zainteresowaniom, bardziej symulujący mój mózg i spełniający potrzebę robienia czegoś, co ma szansę zmienić świat. Choćby w bardzo małej skali. Choćby i mój świat. Więc trochę jeszcze popracowałam, trochę się jeszcze ponudziłam z obowiązkowym uśmiechem na ustach, a później zaczęłam szukać własnej, lepszej ścieżki. Zaczęłam się przyglądać temu co mnie uszczęśliwia, z nadzieją, że da się to jakoś wpleść w zawód, który można wykonywać po moich studiach. No i pewnie, że się da. Raz się udało, a teraz staram się stworzyć coś, co jeszcze bardziej mi odpowiada. Coś jeszcze bliższemu temu, o czym marzę. I też wierzę w to, że się uda, no bo na pewno istnieje jakiś sposób. I każdy może dojść do podobnych wniosków, jeśli tylko się rozejrzy, niezależnie od tego, czym się zajmuje i kim jest. Wymarzonego życia nie tworzy się przez jeden dzień, czy jedną noc. To proces, który wymaga wielu refleksji, zmian i działań, ale warto, warto, warto. Chcesz spojrzeć na codzienność nieznajomego, którego poznasz za jakiś czas i pomyśleć sobie „damnit, to mogłaby być moja codzienność i moje życie, gdybym tylko się nie poddał?” 😮 Pewnie nie chcesz. Więc się nie poddawaj.

jak spełnić szalone marzenia

. Narzekanie nie przybliża do celu

Ludzie lubią narzekać. Zamówiłam dzisiaj nawet książkę o magicznej sile narzekania – jestem jej ciekawa, bo autor obiecuje, że dowodzi temu, że narzekanie przynosi duże korzyści. Przeczytamy, zobaczymy, może i ja zacznę częściej narzekać, haha 😀 Ale z drugiej strony, nieustanne narzekanie na codzienność zamyka nas w jej celi. Jeśli codzienność jest tak bardzo dołująca i odbierająca energię – i za taką ją odbieramy – to zawsze znak, że trzeba ją zmienić. Nie można przez 5 lat narzekać na beznadziejną pracę i nawet nie kiwnąć palcem, żeby rozejrzeć się za inną. Narzekanie pozornie rozładowuje negatywne emocje, ale jest też chwilową ucieczką od tego, od czego powinniśmy uciec na dłużej – być może na stałe.

Ludzie narzekają na swoich partnerów, obsmarowują ich takimi obelgami, że gdyby słyszeli te słowa, ich samoocena wyparowałaby szybciej niż kropla wody na Saharze. Obwieszczają całemu światu, że NIE są z nimi szczęśliwi. Ale chwila, chwila, kto wybrał sobie tego faceta, lub kobietę? Kto niby odpowiada za nasze szczęście i jest jego reżyserem? Tylko my sami, bo to indywidualna produkcja – no pewnie, pomaga nam cała ekipa współtwórców, ale każdego z nich możemy w każdym momencie zwolnić i zastąpić kimś, kto lepiej odnajdzie się w tym filmie. A raczej w tym naszym życiu. Ktoś podcina Ci skrzydła i doprowadza do szewskiej pasji? Nie jesteś skazany na tę osobę do końca życia. Wszystko da się w każdym momencie zmienić. Jestem zawsze zdania, że przed wyrzuceniem, trzeba spróbować naprawić, ale czasami się po prostu nie da. Jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji – zastanów się czy jest warta rezygnacji z własnego szczęścia. Kiedy jesteś z człowiekiem, albo z ludźmi, którzy Cię unieszczęśliwiają, to działa w obie strony – Ty też unieszczęśliwiasz ich, bo oni, niezależnie od swoich cech i wad, zasługują na kogoś, kto będzie przy nich szczęśliwy.

. Ignorowanie marzeń nie zabije tych pragnień, za to zabije część Ciebie.

Od kiedy przeczytałam gdzieś „ignorowanie prawdziwej pasji to powolne samobójstwo”, powtarzam sobie to za każdym razem, kiedy zastanawiam się czy dobrze robię, myśląc o poważniejszym związaniu codzienności z tym, co kocham. I utwierdzam się w tym, że dobrze. Bo inaczej byłabym wiecznie zmęczona robieniem czegoś, co tylko daje pieniądze, ale nie daje satysfakcji. Narzekanie i skłonność do rezygnowania z tego, na czym nam n a p r a w d ę zależy, to najgorszy duet na świecie.  Bo każdy cel to składowa szczęścia. Każde marzenie jest częścią szczęścia. A szczęście jest podstawowym celem życia i spełnienia. Czasami bywa trudno osiągalne, bo każdy posiada swoją definicję i nikt oprócz nas samych jej nie zna, więc musimy sami czuwać nad tym, aby nasza codzienność nas do niej przybliżała. Żebyśmy każdego dnia dosypywali jedną łyżkę przyprawy, która zagwarantuje ugotowanie idealnego w smaku szczęścia. No bo nikt inny nie zna przepisu, serio. Nawet najlepsza książka kucharska. Nawet poradnik Magdy Gessler.

. Szczęście to priorytet. Czego Ci do niego potrzeba?

Ja na przykład nie byłabym szczęśliwa, gdybym nie prowadziła bloga. Zawsze coś tam sobie skrobałam po nocach i zawsze mnie to uspokajało. Nie byłabym też szczęśliwa, gdybym nie rozwijała się artystycznie i nie robiła zdjęć – dlatego zawsze się tego trzymam, nawet kiedy skrajnie nie mam czasu. I nie byłabym szczęśliwa, gdybym związała się z kimś kto kompletnie nie ma ani grama artystycznej ani romantycznej duszy – o tym też wiem i dlatego tego nie robię, choć rodzina i znajomi twierdzą, że powinnam, bo zmarnowałam już tyle wartościowych znajomości i relacji. Pewnie, mogłabym być już żoną i mieć dwójkę dzieci, z kimś, kto nigdy by mnie nie zrozumiał, kto uważał, że fotografia to głupia zabawa, ale był za to praktyczny i podobałby się moim krewnym. Byłabym nieszczęśliwa, ale who cares – to byłoby racjonalne. Miałabym już ten etap odhaczony i wszyscy dookoła mnie by się cieszyli. Oprócz mnie.

Ale tego nie zrobię, bo chcę podjąć świadomą decyzję i wiedzieć, że jestem z kimś, kogo naprawdę kocham, a nie tylko udaję. Nie słucham polskiego popu, ale… Teraz się wyda, haha 😀 Wsłuchajcie się w słowa piosenki „Byle jak” Margaret. Podesłała mi ją przyjaciółka i dawno żadne słowa aż tak mnie nie przytłoczyły: Tak mało jest pomiędzy nami spraw. Kolejny rok udało się przespać nas – bez wielkich łez i bez wielkich strat. Jest aż tak BYLE JAK. Wczoraj świat był nasz – a teraz byle być, byle trwać. Byle jak odliczam do końca dnia, do nocy, by doczekać gwiazd. I od święta odważę się chcieć. Chcieć czegoś na prawdę. Na prawdę – na niby już nie. 

Nie, dążenie do szczęścia naprawdę nie jest samolubne. Nieszczęśliwi ludzie unieszczęśliwiają tych, którzy muszą ich słuchać i z nimi przebywać. Chcielibyście za kilka lat utożsamić się z przytoczoną wyżej piosenką? 😮 Płynięcie z prądem, zgadzanie się na wszystko i rezygnowanie z własnych marzeń właśnie do tego prowadzi.

. Wszyscy się boimy

Więc strach przed możliwością porażki nie jest dobrym wytłumaczeniem braku działania i starania się o szczęście. Miałam w liceum kolegę, który udawał przed wszystkimi nieustraszonego chojraka. Zawsze najgłośniejszy, wszędzie go było pełno. Co ciekawe, krytykował każdy najmniejszy przejaw strachu u innych. Wręcz wówczas szydził i prześmiewczo komentował, nieraz bardzo złośliwie. Kiedyś robiłam mu sesję zdjęciową – i wiecie co? Wyszło szydło z worka – panicznie bał się tego, że ktoś zobaczy jak pozuje. Kiedy obok nas przechodzili ludzie, próbował się schować i robił się czerwony jak burak. Sama nie wierzyłam w to co widzę – ktoś tak odważny, tak pozornie przebojowy ma problem z nieznajomymi przechodniami?

Od tego czasu nie wierzę w obsceniczną pewność siebie i ludzi, którzy twierdzą, że niczego się nie boją. Jeśli krzyczą, że niczego się nie boją, prawdopodobnie tak naprawdę mają z czymś spory problem i próbują go zamaskować. Wszyscy mamy jakieś obawy, wątpliwości i dylematy. Pewnie nawet Beyonce, czy Obama je mają.


Dlatego: Po prostu się nie poddawaj, ok? 😉 Zrób to dla mnie i PRZEDE WSZYSTKIM DLA SIEBIE. Bo na to zasługujesz. Bo jesteś w stanie osiągnąć to, o czym marzysz. Spróbuj trochę mocniej walczyć, albo dłużej poczekać na rezultaty Twoich starań, w międzyczasie wciąż działając. Ja też jestem właśnie na drodze spełniania kilku małych marzeń – nie mam pewności, że się uda. Nigdy jej nie ma, bo nikt nie da nam nigdy żadnej gwarancji (i nie podbije jej pieczątką Media Marktu :< ) – ale to właśnie możliwość osiągnięcia tych małych sukcesów, które chodzą nam po głowie, kiedy nie możemy zasnąć, czyni życie takim pasjonującym. Warto żyć, aby zobaczyć na własne oczy, że się da. I że żadne marzenie nie jest za duże. Twoje też nie, więc hej, pora je spełnić!

. M o g ą   C i ę    t e ż    z a i n t e r e s o w a ć :